Ceny rosną jak na drożdżach, a i drożdże też drożeją

Największy wzrost cen odnotowano w przypadku krajowych i importowanych jabłek Fot. Marian Paluszkiewicz

Ceny artykułów spożywczych w litewskich sklepach rosną jak na drożdżach, zresztą ich cena też rośnie. Handlowcy tłumaczą to wzrostem ceny towarów u producentów, a ci zaś, że cena surowca u rolników też rośnie. Rolnicy z kolei tłumaczą, że muszą windować ceny, bo zdrożały nawozy, pasze.

Handlowcy, producenci i rolnicy chóralnie też dodają, że na wzrost cen wpływ ma też stale pnąca się do góry cena paliwa. Litewski urząd antymonopolowy — Rada Konkurencji (RK) — podejrzewa, że tłumaczenie handlowców, producentów i rolników nie do końca wyjaśnia przyczyny obecnego wzrostu cen żywności.

Girl in a jacket

Jeszcze jesienią ubiegłego roku do takiego wniosku podczas wspólnej narady doszli premier Andrius Kubilius, minister rolnictwa Kazys Starkevičius i szef urzędu antymonopolowego Jonas Rasimas. Stwierdzono wtedy, że „nie ma obiektywnych przesłanek do wzrostu żywności”, zaś urząd monopolowy wszczął postępowanie, które ma wyjawić te obiektywne przesłanki wzrostu cen.

I chociaż od jesieni ubiegłego rogu czasu trochę minęło (a ceny żywności co tydzień zdobywają nowe wysokości), tymczasem okazuje się, że urząd antymonopolowy wciąż prowadzi wszczęte postępowanie i nie wiadomo, kiedy ono się zakończy. W Radzie Konkurencji „Kurier” poinformowano tylko tyle, że „dochodzenie wciąż trawa, jest bardzo skomplikowane, pracuje cały zespół ekspertów”. I że nie wiadomo, kiedy oni zakończą pracę i przedstawią wnioski. Wobec tego, jak nam powiedziano, urząd nie będzie komentował wzrostu cen, ani też wydawał przedwczesnej oceny, zanim nie zakończy się postępowanie wyjaśniające.

Tymczasem każdy konsument codziennie robiący zakupy w supermarketach może przekonać się i bez postępowania, że ceny żywności rosną i to nieproporcjonalnie do wzrostu cen podstawowych surowców, czy chociażby paliwa. Obrazują ten wzrost również wyniki monitoringu cen żywności prowadzonego przez urząd antymonopolowy. Bada on tygodniowe ceny produktów podstawowego koszyczka żywności. I jeśli wahania cen poszczególnych produktów w ciągu kilku tygodni nie są wymowne w kwestii wzrostu, to porównania w skali roku są zaskakujące. Tak na przykład, jeśli w ciągu ostatniego tygodnia stycznia cena 1 lira mleka (2,5 proc.) wzrosła o 1,1 proc., to w skali roku wzrost ten wyniósł prawie 17,5 proc. Podobny wzrost cen w skali tygodni oraz roku odnotowuje się też w przypadku masła, twarogu oraz innych artykułów spożywczych. Z kolei największy wzrost w skali roku odnotowano w przypadku ceny ziemniaków. Ceny kartofla wzrosły bowiem aż o 130 proc.

Również z ustaleń Ministerstwa Rolnictwa wynika, że w ciągu roku ceny artykułów spożywczych wzrosły od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Jak podaje resort, w końcu ubiegłego roku najwięcej, bo o 76 proc. w detalu zdrożała gryka, zaś łosoś, na przykład, powyżej 25 proc., z kolei nabiał i pieczywo — odpowiednio o 25 proc. i 11 proc.

Ministerstwo Rolnictwa ustaliło, że w grupie 98 produktów aż 44 z nich zdrożały w ciągu ubiegłego roku. W przypadku 31 produktów odnotowano spadek cen, zaś ceny pozostałych produktów były bez zmian. Największy wzrost cen odnotowano w przypadku krajowych i importowanych pomidorów, jabłek, ziemniaków i gryki.

Zdaniem litewskich ekspertów, taki wzrost cen artykułów spożywczych jest niczym nieuzasadniony, toteż może wynikać ze zmowy handlowców i producentów żywności. Jak tłumaczą, ubiegłoroczne plony dopiero docierają do producentów, toteż ich wyjaśnienia, że produkty drożeją, bo drożeje surowiec, bynajmniej nie tłumaczy wzrostu ceny na ich produkcję.

Zdaniem ekspertów, sprawą wzrostu cen powinien zająć się litewski urząd monopolowy — Rada Konkurencji. Ta — jak już wspominaliśmy — akurat bada sprawę. Wciąż bada i nie wiadomo, jak długo to potrwa.