„Polskie dzieci to „Hitlerjugend”

661
Zdaniem litewskich nacjonalistów, w polskich szkołach wychowuje się „Hitlerjugend”, element antypaństwowy i piątą kolumnę Fot. Marian Paluszkiewicz

Polskie przedszkola wychowują „Hitlerjugend”, a szkoły polskiej mniejszości są rozsadnikami antypaństwowego elementu i wylęgarnią piątej kolumny — tymi słowy litewscy nacjonaliści zaatakowali polskie szkolnictwo i polską mniejszość na Litwie.

Zaapelowali też do władz kraju, żeby podjęły konkretne działania wobec polskiego szkolnictwa, włącznie z inwigilacją polskiego środowiska przez litewskie służby specjalne.

Te słowa mocno zbulwersowały polską społeczność na Litwie, tym bardziej że obraźliwe i niemające żadnych podstaw oskarżenia wobec Polaków padły ze strony nie marginalnych ugrupowań neonazistowskich, lecz zostały wypowiedziane przez liderów współrządzącej Litwą partii konserwatywnej — Związku Ojczyzny/ Chrześcijańscy Demokraci Litwy, wspieranej przez władze organizacji pozarządowej „Vilnija” oraz pedagogów i kierownictwo szkół litewskich na Wileńszczyźnie podlegających bezpośrednio ministrowi oświaty i nauki.

Urągające godności polskiej mniejszości oraz rozniecające waśnie narodowościowe słowa padły podczas wyjazdowego posiedzenia do rejonu solecznickiego Komisji Sejmu i Światowej Wspólnoty Litwinów. Członkowie Komisji odwiedzili litewskie, a także polskie przedszkola i szkoły działające w rejonie.

— Tam dziś wychowują „Hitlerjugend”, od przedszkola dzieci nie uczą języka (litewskiego — przyp. red.), niczego nie wiedzą oni o tym kraju, o Litwie, mimo że tu się urodzili i wychowali — przekonywał posłów oraz przedstawicieli litewskiej diaspory za granicą były wieloletni dyrektor litewskiego gimnazjum im. S. Rapolionisa w Ejszyszkach, Vytautas Dailydka. Jego opinię poparła też dyrektorka litewskiej szkoły średniej w Turgielach Aušra Voverienė. Dailydka zaapelował też do władz, żeby Polakami na Wileńszczyźnie zajął się też Urząd Bezpieczeństwa Państwa.

— Nie będę owijał w bawełnę, że wychowujemy antypaństwowy element. Te szkoły (polskie — przyp. red.) są rozsadnikami antypaństwowego elementu i wylęgarnią piątej kolumny — oświadczył z kolei nauczyciel historii litewskiej Szkoły Tysiąclecia w Solecznikach, Artūras Andriušaitis, który też jest członkiem znanej ze swojej antypolskości „Vilniji”. Prezesem solecznickiego oddziału tej organizacji, a zarazem przewodniczącym rejonowego oddziału partii konserwatywnej jest dyrektor Szkoły Tysiąclecia Vidmantas Žilius.

— To jest prowokacja i bezczelne kłamstwo tych osób. Ich miejsce jest przed sądem, bo nie wolno skalać tak delikatnej materii, jaką jest narodowość — powiedział w rozmowie z „Kurierem” mer rejonu solecznickiego Zdzisław Palewicz. Mer podkreślił, że opinie przedstawione przez Dailydkę, Voverienė, Andriušaitisa i innych członków „Vilniji” są sprzeczne z prawdą, bo w polskich szkołach, podobnie jak w całym rejonie zamieszkałym w większości przez polską mniejszość szczególny nacisk kładzie się na nauczanie języka państwowego oraz wychowanie patriotyczne.

— Nasze działania są skierowane na wzmocnienie państwowości Litwy oraz wzmocnienie pozycji polskiej mniejszości w tym kraju. Organizujemy też obchody wszystkich świąt państwowych w rejonie na najwyższym poziomie. Polska młodzież dobrze zna też język litewski, bo jeszcze przed 15 laty wprowadziliśmy lekcje języka litewskiego w przedszkolach, które są finansowane z budżetu samorządu. Ministerstwo Oświaty nawet miało do nas pretensje, że zbędnie obciążamy przedszkolaków dodatkowymi lekcjami — tłumaczy mer Zdzisław Palewicz.

Mer rejonu zapowiedział też, że samorząd rejonu na pewno zareaguje na bezpodstawne oskarżenia działaczy „Vilniji” i partii konserwatywnej. Nie wykluczył też, że samorząd podejmie się kroków prawnych wobec osób ubliżających godności litewskich Polaków oraz rozniecających waśni narodowościowe, jak też wobec mediów, które rozpowszechniają kłamliwe informacje.

— Studiujemy materiał zamieszczony na internetowym portalu DELFI i na pewno będziemy reagowali na oświadczenia i wypowiedzi zawarte w materiale — powiedział nam wczoraj mer rejonu.

Tymczasem, wczoraj też, przewodnicząca Sejmu, Irena Degutienė, która m. in. ubiega się o stanowisko prezesa partii konserwatywnej, oskarżyła samych przedstawicieli polskiej mniejszości, że to oni rozniecają waśnie narodowościowe.

— To sam Waldemar Tomaszewski (prezes Akcji Wyborczej Polaków na Litwie — przyp. red.) roznieca waśnie narodowościowe między Litwinami i Polakami — oświadczyła przewodnicząca Sejmu Irena Degutienė w wywiadzie dla „Žinių radijas”. Przewodnicząca Sejmu uważa, że na Litwie nie było i nie ma nieporozumień między Litwinami i Polakami. Degutienė uważa rozniecanie waśni narodowościowych za „prymitywne politykierstwo”, na którym „komuś bardzo zależy”.

W tym kontekście przewodnicząca Irena Degutienė zauważyła, że najbardziej na tym zależy partiom narodowościowym.

— W Europie nie ma takich partii, które byłyby założone na podstawie etnicznej. […] Tworząc partię na zasadzie etnicznej, żeby ją utrzymać, potrzeba stale eskalować jeden argument — waśnie narodowościowe, na przykład, „Polacy łączcie się, bo Litwini nas krzywdzą”. To jest absolutnie niezrozumiałe i to nie jest przykładem państwa europejskiego — powiedziała Irena Degutienė.

Mimo powszechnej anihilacji Polaków na Litwie oraz braku akceptacji wobec ich dążeń do zachowania swojej tożsamości narodowej, języka i szkolnictwa, pojawiają się też głosy aprobaty dla polskich postulatów oraz samokrytyki wobec stanowiska litewskich władz względem polskiej mniejszości.

„Apelujemy o usunięcie sprzeczności politycznych, gaszenie ognia, który często podsycają politycy, mający swe cele, szukanie porozumienia z litewskimi Polakami. Jesteśmy obywatelami jednego państwa. Wszyscy chcemy żyć w zgodzie i spokoju, tworzyć dobrobyt, swój i swoich dzieci” — napisali niedawno w liście otwartym litewscy intelektualiści. List podpisali poeta Antanas Geilius, historycy Irena Vaišvilaitė, Paulius Subačius i Rimvydas Petrauskas, filozof i politolog Alvydas Jokubaitis, psycholog Danutė Gailienė oraz ksiądz Julius Sasnauskas.

Autorzy listu apelują do swoich rodaków, że to Litwini, jako liczniejsza społeczność w kraju, mają obowiązek wyciągnięcia ręki do litewskich Polaków i rozpoczęcia procesu pojednania. Intelektualiści uważają też, że proces pojednania „nie będzie łatwy”.

O potrzebie pojednania pisze też dziennik „Lietuvos rytas” w obszernym materiale Algirdasa Visockasa. Autor zauważa, że chociaż napięcie w relacjach polsko-litewskich nie jest na korzyść ani dla Litwy, ani dla Polski, mimo to jest ono specjalnie podsycane.

„Nie trzeba być specjalnie spostrzegawczym, żeby zrozumieć, iż napięcie wynikające ze stałych nieporozumień, nie jest korzystne ani dla Litwy, ani dla Polski. Ale dlaczego ono nie spada? Odpowiedź jest prosta — komuś to jest potrzebne i nietrudno jest zrozumieć dla kogo właśnie. Toteż, gdy pojawia się na różnych szczeblach ultrapatriotyczne nastawienie, możemy tylko pytać — z głupoty, czy…?” — zastanawia się autor artykułu. Pyta też, czy odziedziczone z okresu przedwojennego i sztucznie podsycane przeciwieństwo jest Litwie korzystne.

„Czy naprawdę naszym celem jest za wszelką cenę narzucić nasze pojęcia, swoje bardzo prowincjonalne i ograniczone myślenie, które już daje odpowiednie wyniki? Przecież wybory w Wilnie i na Wileńszczyźnie pokazują, że w ciągu 20 lat my tak i nie nauczyliśmy się normalnie rozmawiać i porozumieć się ze swoimi współobywatelami. Czy wciąż uważamy, że nazwy ulic w dwóch, a jeszcze lepiej — w trzech językach, w zasadzie komuś zaszkodzi? Tylko nie mówcie, że zaszkodzi Litwie, bo w tym przypadku należy zapytać, czym jest ta Litwa i kto ma monopol na wypowiadanie się w imieniu Litwy” — pisze litewski dziennik.