Pielgrzymka Ejszyszki—Ostra Brama już stóp Mater Miserecordia

328
Już prawie u mety, bo przy Ostrej Bramie Fot. Grażyna Radzewicz

Długo biły dzwony ostrobramskie, gdy w czwartek ponad 200 pielgrzymów z Wilna, Wileńszczyzny, Polski, Brazylii i nawet z Kazachstanu upadło na twarz przed Matką Bożą Ostrobramską, by podziękować za pielgrzymkę, za łaski doznane podczas pielgrzymowania, poprosić o nowe i dalszą opiekę.

Na pątników czekali już wierni z różnych parafii. Ktoś z wiązanką kwiatków, ktoś z wodą mineralną, z kanapkami czy słodyczami. Pielgrzymów spotkał i powitał ks. prałat Jan Kasiukiewicz. Swego błogosławieństwa udzielił biskup Arūnas Poniškaitis. Krótka cicha modlitwa, tradycyjna pieśń „Serdeczna Matko” i rozpoczęła się uroczysta Msza św., którą celebrował biskup.

Zmęczeni, zziajani, z poranionymi czasem do krwi nogami, niektórzy ledwo żywi, ale pomimo wszystko uśmiechnięci i dumni z siebie, że wytrwali, że doszli, a co najważniejsze, pewni, że w tej drodze na pewno im się udało coś u Boga i Mater Miserecordia (Matki Miłosierdzia) dla siebie lub innych „wytargować”.

Niektórzy mówili, że cieszą się, bo, ich zdaniem, jest to takie małe zwycięstwo nad swoją słabością fizyczną i duchową, to swego rodzaju taki mały triumf.

Otuchy przybyłym dodał biskup, dziękując im za trud, poświęcenie i miłość, bo ta ostatnia jest najważniejsza.

Na Wileńskiej Starówce Fot. Julitta Tryk

Jak już pisaliśmy, pielgrzymi wyszli z Ejszyszek w miniony poniedziałek wczesnym rankiem. Faktyczne jednak pielgrzymowanie rozpoczęło się już w niedzielne popołudnie uroczystą Mszą św. w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie. Mniej więcej pół godziny przed Mszą do kościoła zaczęła ściągać z plecakami, śpiworami i dużymi torbami podróżnymi zarówno młodzież, jak też osoby starsze oraz całe rodziny z dziećmi. Po raz pierwszy przybyły także siostry ze Zgromadzenia Jezusa Miłosiernego z Brazylii, by się dołączyć do tej pielgrzymki. Nie zabrakło też tych, co to choć sami nie wybierali się na pielgrzymkę, ale przyszli  pomodlić się za pielgrzymujących.

Mszę św. celebrował proboszcz z Kolonii Wileńskiej ks. Rusłan Wilkiel, który w swojej homilii nawiązał do tej niedzieli Ewangelii św. Mateusza o siewcy, którego jedno ziarno padło na żyzną glebę, inne na skały i osty i nie przyniosło żadnego plonu. Kaznodzieja prosił, by pielgrzymi przygotowali żyzną glebę (serca) na siew Pana, który podczas czterech dni będzie w nas zasiewał ziarna swoich łask. Ksiądz podkreślił, że nawet jeśli tylko 2 proc. pośród pielgrzymujących trochę przemyśli i zmieni na lepsze swoje życie, to już będzie to owoc warty trudu pielgrzymki. Wszystkim zebranym życzył, by podczas tej pielgrzymki jak najwięcej ziaren padło na żyzną glebę. Przypomniał też o intencji ogólnej pielgrzymki i zachęcił, by każdy miał też dodatkowo swoją własna intencję. On sam, jak powiedział „Kurierowi” szedł się modlić za swoich najbliższych i za parafian, do których za dwa lata zdążył już się przywiązać i pokochać.

Matkę Miłosierdzia pielgrzymi spotykają padnięciem na twarz Fot. Julitta Tryk

W końcu Mszy św. jeszcze kilka organizacyjnych ogłoszeń napomnień i oto z ust kierownika wycieczki ks. Marka Butkiewicza pada apel: „Wstańcie, idziemy”… I wstali i poszli. Poszli, by w ciągu kilku dni modlitwą, pieśnią i swoim mozolnych trudem chwalić Pana: prosić, przepraszać i po prostu pobyć bliżej Niego.

Po nabożeństwie do odjazdu było jeszcze trochę czasu i udało się nam porozmawiać z wieloma osobami, w tym z tymi dobrze już znanymi z poprzednich pielgrzymek. Z niektórymi rozmawialiśmy już przy końcu pielgrzymki.

Rodzina państwa Raczyńskich z Wilna (mama Lucyjana, tato Władysław dorosłe córki Krystyna, Justyna i Iwona) idzie już po raz piąty.
Czyżby aż tyle intencji mają?

Intencji ciągle jest mnóstwo. Zawsze jest za co przeprosić, o coś poprosić i niekoniecznie tylko dla siebie. Czasem za biednych, opuszczonych, chorych na ciele, bądź duchu, za tych, co ciągle jeszcze poszukują swej drogi do Boga — mówi pani Lucyjana.

Biskup Arūnas Poniškaitis już czeka na pielgrzymów Fot. Julitta Tryk

Siostry Aneta (studentka Uniwersytetu Romera) i Kasia Górniewicz od kilku lat się wybierały na tego rodzaju pielgrzymkę, ale wciąż brakło im odwagi, bo nie są zahartowane w marszu i takich trochę spartańskich warunkach. Tym razem jednak uległy namowom koleżanek i postanowiły siebie wypróbować, choć nie ukrywały, że trochę się boją.

Wacława Milewska już od kilku lat z wnukami Moniką (8 lat) i Tadzikiem (9 lat) pielgrzymuje. Dzieciaki energicznie i z wielkim zaangażowaniem ciągnęły wózki z bagażem, tak że babcia ledwo nadążyć za nimi mogła. Monika idzie już trzeci raz i jak twierdziła, w tym roku ma bardzo ważną intencję, ale to wielka tajemnica i nikomu jej nie może wydać.

Nie pierwszy raz podczas pielgrzymki spotykam już w dość podeszłym wielu panią Scholastykę z Wilna. Na moje pytanie, czy się nie obawia, że zdrowie może nie dopisać, odpowiada pani Scholastyka, bo jak człowiek czegoś bardzo chce i o to się modli, to Bóg siły daje.

— Mam w domu ciężko chorego syna, od lat się modlę w jego intencji słowami pieśni pielgrzymów:

„Panie, jeżeli można, odwróć ode mnie ten kielich,
Panie, jeżeli trzeba, wykonam wszystko”.

Takiego samozaparcia i takiej wiary można chyba tylko, w tym dobrym słowa znaczeniu, pozazdrościć i oczywiście pouczyć się.

Wielu zarówno młodych, jak i starszych pątników było zdania, że taka pielgrzymka to najwspanialsza forma modlitwy, to najlepsze rekolekcje, podczas których lepiej poznaje się siebie i innych, uzupełnia się wiele luk z dziedziny wiadomości religii, odnawia się duchowo, no i hartuje fizycznie.

To był mecz Fot. Grażyna Radzewicz

Niektórzy mówią, że takiego rodzaju pielgrzymki to okropna nuda, bo ile człowiek może się modlić. Nic bardziej mylnego. Była też zabawa: ognisko, śpiewy, mecz piłki nożnej i nawet tańce. Opowiadano kawały, wspominano najciekawsze i najśmieszniejsze wydarzenia z poprzednich pielgrzymek. Wbrew pozorom bardzo dobrze układały się stosunki pomiędzy młodzieżą i starszą generacją. Wszyscy się pięknie wzajemnie uzupełniali. Młodzi czasem pomagali starszym, starsi odwzajemniali się im jakimiś łakociami lub filiżanką gorącej kawy. Może właśnie dlatego, że wielu szło nie po raz pierwszy i dlatego dobrze już się ze sobą znają.

Nie po raz pierwszy do łez wzruszają pielgrzymów po drodze napotkani ludzie, którzy modlitwą, dobrym słowem i kawałkiem chleba wspierają zmęczonych pątników.

Goście z Polski, którzy nie są nowicjuszami w pielgrzymowaniu do różnych miejsc, twierdzą, że z taką tradycją spotykają się tylko na Wileńszczyźnie. Tu ludzie nawet drogi i domy przystrajają kwiatami w tych wsiach, kędy pójdzie pielgrzymka.

Nowicjusze też się bardzo szybko wpisali w ten klimat. Zarówno dobrze czuła się grupka, która specjalnie przybyła z Polski na tę pielgrzymkę, jak też grupka młodzieży litewskiej. Mówią, że właśnie ta pielgrzymka Ejszyszki — Ostra Brama ma bardzo swoisty i niepowtarzalny charakter, taką szczególnie przyjazną atmosferę.

Trzy młode siostry zakonne: Fabiola, Hoberta i Aureni ze Zgromadzenia Jezusa Miłosiernego przybyły aż z Brazylii na tę pielgrzymkę.

Chlebem i błogosławieństwem mieszkańcy odprowadzają pielgrzymów w dalszą drogę Fot. Grażyna Radzewicz

— Przeżyliśmy tu niesamowite chwile modlitwy i miłości bliźniego — mówiła cała trójka trochę na migi trochę po polsku. A z ich uśmiechów rzeczywiście było widać, że są szczęśliwe.

— Nasz trener duchowy, błogosławiony Jan Paweł II w 2000 roku powiedział do młodzieży: „Uczyńcie ze swego życia coś wielkiego”. Nie wiem, w jakim stopniu to nam się uda, ale staramy się — powiedział kleryk Wiktor Kudriaszow w Wileńskiego Seminarium Duchownego, który już niepierwszy raz pielgrzymuje i za każdym razem jest bardzo aktywnym współorganizatorem całego przedsięwzięcia. Bo wszak, by tego rodzaju pielgrzymka mogła dojść do skutku, nie wystarczy tylko dobrych chęci samych pątników.

Za każdym razem należy pozałatwiać mnóstwo formalności, pokonać wiele barier biurokratycznych. Wreszcie w ciągu całego pielgrzymowania trzeba wprawdzie mieć szeroko otwarte oczy i uszy, i nad wszystkim czuwać, ale najbardziej otwarte muszą być serca. I tego akurat naszym pielgrzymom nie brakuje.

Szli uparcie w spiekocie dnia i szarym pyle dróg, po drodze uczyli się wzajemnej posługi, miłości i przebaczenia. I widać, że trochę się czegoś nauczyli, bo po zakończonej Mszy św. przy rozstaniu nie obeszło się bez objęć i ocierania łez.