Pomniki na Rossie — łupem złodziei

Na miejscu jest tylko część płyt zniszczonego czasem pomnika. Pozostałe zostały rozkradzione Fot. Marian Paluszkiewicz

— Właśnie zauważyliśmy kradzież i mamy zamiar poinformować o tym policję — powiedziała w rozmowie z „Kurierem” Nijolė Minasianienė, administratorka Cmentarza na Rossie, zapytana o los jednego z pomników przy głównej alei na Rossie. „Zawsze informujemy o wszystkich takich zdarzeniach” — dodała.

Wywrócony ogromny żeliwny krzyż i porozrzucane płyty z napisami — tak już od pewnego czasu wygląda znajdujący się przy głównej alei cmentarza Rossa, nieopodal kapliczki pomnik zmarłej w 1898 r. Aurelii z Jakowiczów Radeckiej-Mikuliczowej. Co prawda na miejscu jest tylko część z płyt. Pozostałe zostały rozkradzione…

Girl in a jacket

— To było do przewidzenia. Już nieraz mówiłam o tym, że trzeba zadbać o części zburzonych pomników, po prostu je schować, żeby uratować przed złodziejami. Kilkakrotnie rozmawialiśmy na ten temat z administratorem cmentarza. Ale nikt tego nie chce przyjąć do wiadomości — rozkłada ręce Alicja Klimaszewska, prezes Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą.

Pomnik, jak poinformowała nas prezes, rozpadł się ze starości, ale nadzorująca cmentarz spółka „Aketonas”, której to przedstawicielką jest wspomniana administrator cmentarza Nijolė Minasianienė, dotychczas nie zadbała o uporządkowanie tego miejsca pochówku.

Dotychczas nie są również uporządkowane pomniki znajdujące się przy tej samej alei, ale bliżej budynku administracji cmentarza. Zostały niedawno uszkodzone przez złamany przez wichurę konar wiekowego drzewa. Ogromny konar padając nie tylko poważnie uszkodził pomniki na grobach pochowanego w 1946 r. Anuprasa Vileišisa i Edwarda Maciejewicza, a także Julii z Moszczyńskich Maciejewiczowej, ale także zatarasował aleję.

Jak nas zapewniła administrator cmentarza, „już niebawem mają przyjechać robotnicy, którzy naprawią pomniki”.

— Mamy rozporządzenie samorządu stołecznego. O takich wypadkach zawsze informujemy samorząd i to on decyduje, co dalej począć — poinformowała nas Nijolė Minasianienė.

Tymczasem Alicja Klimaszewska uściśla, że to właśnie dzięki komitetowi opieki nad Rossą sprawa ruszyła z martwego punktu.

— Zwróciliśmy się z pisemną prośbą do samorządu. Administracja cmentarza tego nie zrobiła. Mamy oficjalną odpowiedź z departamentu gospodarki miejskiej i transportu Samorządu Wileńskiego, że o porządek ma zadbać spółka „Aketonas”. Zanieśliśmy list do administracji cmentarza. Będziemy ponownie zwracać się do samorządu, jeżeli spółka nie wywiąże się ze swoich obowiązków — powiedziała Klimaszewska.

Jeden ze zniszczonych przez drzewo pomników dopiero w ubiegłym roku został odnowiony dzięki darczyńcom z Polski — jednej ze szkół wyższych w Słupsku.