Gwiazda Chwalińskiej rozbłysła w Paryżu! Polka zachwyciła świat

Jeszcze dwa tygodnie temu Maję Chwalińską kojarzyli tylko zapaleni kibice tenisowi. Dziś drobna dziewczyna z Dąbrowy Górniczej jest na ustach całego świata. Na wielkoszlemowy turniej do Paryża pojechała jako kwalifikantka, a później zaczął się jej najpiękniejszy w życiu sen…

Czytaj również...

Przed rozpoczęciem tegorocznych zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa oczy sportowej Polski zwrócone były na Igę Świątek, która wielkoszlemowy turniej w Paryżu wygrała już czterokrotnie. Tymczasem wielka faworytka, mistrzyni paryskiej mączki, niespodziewanie odpadła w czwartej rundzie z Ukrainką Martą Kostiuk, notując swój najgorszy wynik od siedmiu lat. Ku powszechnemu zdumieniu okazało się jednak, że Polska wciąż ma w turnieju reprezentantkę.

„Nie wiem, co się dzieje”

24-letnia Maja Chwalińska nie była postacią zupełnie anonimową. Młodsza od Igi Świątek o kilka miesięcy, w 2017 r. dotarła razem z nią w deblu do finału juniorskiego Australian Open. Rok wcześniej w Budapeszcie triumfowały wspólnie w Junior Fed Cup, uważanym za nieoficjalne drużynowe mistrzostwa świata.

Karierę drobnej, mierzącej tylko 164 cm Chwalińskiej, hamowały jednak liczne kontuzje, kolejne operacje, nawet depresja, przez którą na kilka miesięcy porzuciła tenis. Gdy Świątek ruszała nad Sekwanę, marząc o piątym triumfie, Maja jechała do Paryża jako kwalifikantka, klasyfikowana na 114. miejscu listy rankingowej WTA. Jak burza przeszła przez trzy rundy eliminacyjne na kortach bocznych, a do turnieju głównego weszła z drzwiami, pokonując w pierwszej rundzie Chinkę Qinwen Zheng, mistrzynię olimpijską sprzed dwóch lat z… Paryża!

Potem kolej przyszła na Belgijkę Elisę Mertens oraz Greczynkę Marię Sakkari, kiedyś numer trzy na świecie. Nagrodą za ich pokonanie był poniedziałkowy (1 czerwca) występ na głównej arenie – im. Philippe’a Chatriera. W obecności 15 tys. widzów, w tym specjalnie zaproszonych piłkarzy Paris Saint-Germain, zwycięzców Ligi Mistrzów, Polka sprawiła kolejną sensację, dość gładko, 6:3, 6:2, pokonując reprezentantkę gospodarzy Diane Parry i awansując do ćwierćfinału.

W nim czekała Rosjanka Anna Kalinska. Pierwszy set był horrorem. Maja Chwalińska odjechała na prowadzenie 5:1, by pozwolić się dogonić. O zwycięstwie w tej partii decydował tie-break. Polka wytrzymała próbę nerwów, a w drugim secie nie dała już Kalinskiej większych szans i zameldowała się w półfinale, w rankingu WTA wskakując na miejsce 30.!

– Szczerze mówiąc, nie wiem, co się dzieje. Każdy kolejny mecz jest tutaj dla mnie szalony, jestem bardzo wdzięczna za to – mówiła po spotkaniu Polka, jakby nie dowierzając swojemu szczęściu.

Rywalki przecierają oczy

Paryskie poczynania Chwalińskiej śledzi na miejscu Tomasz Mucha, redaktor naczelny katowickiego dziennika „Sport”. – Maja gra zachwycający tenis, taki, jakiego dzisiaj, w czasach siłowego „bum bum”, praktycznie się nie ogląda – komentuje.

– To dziewczyna świetna technicznie, wszechstronna, zmienia zagrania, rywalki nie wiedzą, czego się spodziewać, i zupełnie sobie z nią nie radzą. Do tego jest leworęczna, co też jest jej atutem – opisuje styl gry Dąbrowianki. – W Paryżu dużo mówi się o tym, jaki tenis prezentuje, porównuje się ją do dawnej gwiazdy, Szwajcarki Patty Schnyder. Maja to bardzo skromna dziewczyna, naturalna, długo czekała na swój czas. Moim zdaniem olbrzymią rolę w jej przełomie odegrał trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk, który pracuje też z Igą Świątek.

– Równo rok temu trafiliśmy z Mają na siebie na lotnisku we Włoszech, gdy wracała po jednym z turniejów, który zakończyła przedwcześnie z powodu kolejnej kontuzji; była podłamana. Teraz w końcu los wynagradza jej to wszystko, czego doświadczyła, i niech ten jej czas trwa jak najdłużej – wspomina Tomasz Mucha.

O skromności Chwalińskiej świadczą słowa, które wypowiedziała po wygranej z Kalinską. Pytana, jak to robi, że w najtrudniejszych momentach zachowuje stoicki spokój, odpowiedziała: – W środku nie do końca jestem spokojna, ale cieszę się, że tak to wygląda z zewnątrz. Zdecydowanie byłam jednak zdenerwowana. To normalne, zależy mi, więc jestem zestresowana. Ale staram się skoncentrować na swojej pracy i na mojej grze. Cieszę się, że to mi się udało. Gram z najlepszymi zawodniczkami na świecie, więc nie będę się z nimi porównywać.

Dąbrowa trzyma kciuki

Maja Chwalińska trenuje w klubie BKT Advantage Bielsko-Biała, ale pochodzi ze stutysięcznej Dąbrowy Górniczej w województwie śląskim. To tam stawiała pierwsze kroki. W jej rodzinnym mieście, jak i w całej Polsce, wszyscy mocno ściskają za nią kciuki.

– Maję znam od czasów, gdy była małą dziewczynką, bardzo utalentowaną, o ogromnym wręcz potencjale, ale ze względu na skromne warunki fizyczne zawsze ktoś był od niej nieco lepszy – mówi Damian Rutkowski, zastępca prezydenta miasta.

– Wyłowiona została w Talentiadzie organizowanej na kortach Centrum Sportu i Rekreacji w Dąbrowie Górniczej i prowadzona przez Pawła Kałużę. To trener, który stworzył Maję, jaką dzisiaj widzimy. Sprytną, techniczną, która potrafi sobie poradzić z silniejszymi rywalkami – opowiada Rutkowski. – Wiele razy miałem okazję z Mają rozmawiać, zawsze uśmiechnięta, miła, sympatyczna, mądra dziewczynka, która być może byłaby wcześniej tu gdzie teraz jest, gdyby nie kontuzje. Była naszą stypendystką, nie pochodzi z zamożnej rodziny, wspieraliśmy jako miasto jej rozwój, o czym chętnie wspomina, co jest rzecz jasna bardzo miłe.

– Oczywiście potem poszła dalej w tenisowy świat, ale Dąbrowa cały czas trzyma za nią kciuki. Teraz wszyscy się bardzo cieszymy, śledzimy uważnie kolejne mecze, zorganizowaliśmy też wspólne oglądanie półfinału w centrum miasta, na terenie Fabryki Pełnej Życia, miejsca różnych wydarzeń artystycznych i kulturalnych w Dąbrowie Górniczej – zapewnia Damian Rutkowski.

Maja Chwalińska 4 czerwca w półfinale French Open w przepięknym stylu pokonała Rosjankę Dianę Sznajder 7:6 (7-4), 6:4. W sobotnim finale zmierzy się z 19-letnią Mirrą Andriejewą.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 22 (62) 06-12/06/2026

Afisze

Więcej od autora

Dzień Zwycięstwa

Ale jeśli Ukraińcy jej przebieg jakimś atakiem zakłócą, jego sukces może być jeszcze większy. Zyska bowiem potężne paliwo propagandowe. Światu będzie pokazywał, że wróg ani myśli o pokoju i...