Litewscy politycy bronią „bandyckiego reżimu”

314
Premier powiedział, że Litwa całkowicie popiera obecną politykę sankcji unijnych wobec reżimu Łukaszenki Fot. Marian Paluszkiewicz

Litwa dołączyła do Łotwy i Słowenii broniących reżimu Aliaksandra Łukaszenki przed zaostrzeniem sankcji Unii Europejskiej. W czwartek premier Andrius Kubilius oświadczył, że nowe plany objęcia sankcjami duże białoruskie firmy „nie są wyrozumiałe”.

— To w końcu to może zaszkodzić zwykłym obywatelom — powiedział premier. Dodał też, że Litwa całkowicie popiera obecną politykę sankcji unijnych wobec reżimu Łukaszenki.

Przypominamy, że sankcje te dotyczą ponad 230 białoruskich urzędników, którzy są odpowiedzialni za represje wobec opozycji. Według nieoficjalnych danych, Unia zastanawia się nad rozszerzeniem „czarnej listy” ludzi reżimu objętych sankcjami o kolejnych 12 osób, w tym też dwóch białoruskich oligarchów — Jurija Czyża i Władimira Peftijewa, którzy — jak podejrzewa się — ściśle współpracują z administracją reżimu, a według niektórych źródeł, są również sponsorami reżimu. Nowe sankcje miałyby też objąć prawie 30 dużych białoruskich firm.

W tym tygodniu belgijski portal „EUobserver” powołując się na niewymienione źródła w administracji unijnej w Brukseli, napisał, że różnej rangi urzędnicy krajów unijnych oraz dyplomacji podejmują na niespotykaną dotychczas skalę działania lobbystyczne, żeby dwaj białoruscy oligarchowie i ich europejskie biznesy nie znalazły się na „czarnej liście” sankcji.

Ten sam portal podał, że według posiadanej informacji, oligarcha Władimir Peftijew wyznaczył nagrodę w wysokości 1 miliona dolarów amerykańskich dla tego, kto załatwi skreślenie jego nazwiska z listy osób objętych sankcjami unijnymi.

Źródła „EUobserver” w unijnej stolicy nie wykluczają, że jeśli naciski lobbystów białoruskich oligarchów będą nasilać się, to oligarchów nie obejmie zakaz wjazdu do krajów Unii Europejskiej. Jak na razie na rzecz Czyża i Peftijewa najbardziej lobbowali politycy i urzędnicy Łotwy i Słowenii. Nie można wykluczyć, że wczorajsze oświadczenie premiera Andriusa Kubiliusa jest poparciem stanowiska słoweńsko-łotewskiego. Nie wiadomo też, czy jest to własne stanowisko premiera, czy też wymuszone przez litewski biznes, który na szeroką skalę prowadzi interesy z reżimem Łukaszenki.

W ostatnim tygodniu w litewskich mediach pojawił się szereg artykułów, w których litewscy przedsiębiorcy przedstawiają apokaliptyczne wizje litewskiej gospodarki z powodu ewentualnych nowych sankcji wobec ludzi reżimowego biznesu. Mówi się głównie o miliardowych stratach, jakie mogą grozić litewskim spółkom państwowy z powodu ewentualnego odwetowego wycofania się białoruskich przedsiębiorstw z  litewskiego rynku, głównie tranzytowego. Mówi się o tym również w oświadczeniu kilku członków sejmowego Komitetu Spraw Zagranicznych. Oświadczenie podpisali Justinas Karosas, Vytenis Povilas Andriukaitis, Dalis Alfonsas Barakauskas, Michał Mackiewicz i Andrius Šedžius.

Znana opozycyjna białoruska dziennikarka Natalija Radina, która na Litwie ubiega się o azyl polityczny, napisała na swoim portalu www.charter97.org, że broniąc reżimu Łukaszenki przed sankcjami litewscy politycy bronią działających na Białorusi swoich „fabryczek świec”, które niosą im duże zyski. Jak zauważyła Radina, co najmniej trzech sygnatariuszy oświadczenia prowadzą biznes na Białorusi. Białoruska dziennikarka odrzuca też obawy litewskich biznesmenów, że sankcje wobec białoruskiego reżimu mogą obrócić się przeciwko samej Litwie.

— Wymiana handlowa z Białorusią stanowi około 10 proc. litewskiego budżetu, toteż ci, którzy uczciwie prowadzą swój biznes, nie muszą obawiać się strat — napisała Radina, dodając, że stracą na pewno ci, którzy postawili na szybki zysk ze współpracy z reżimem.

Tymczasem poseł Egidijus Vareikis, również członek sejmowego Komitetu Spraw Zagranicznych, uważa, że sankcje wobec reżimu Łukaszenki muszą być na wszystkich płaszczyznach.

— Przede wszystkim muszą to być sankcje moralne, czyli wykluczenia Białorusi z udziału w imprezach kulturalnych i sportowych — powiedział w rozmowie z „Kurierem” poseł Vareikis. Jego zdaniem, sankcje gospodarcze również odgrywają ogromną rolę w naciskach na reżim Łukaszenki i Litwa powinna tu być nad wyraz stanowcza.

— Jeśli deklarujemy swój szacunek wobec wartości demokratycznych, to tak też musimy zachowywać się, a nie starać się zarobić na bandyckim reżimie — powiedział Vareikis. Poseł jest przekonany, że tylko konsekwentne sankcje mogą być skuteczne w walce z reżimem Łukaszenki.