Uspaskicha ludzie (nie)będą w rządzie

101
Wiktor Uspaskich i jego ludzie są kością niezgody między prezydent Dalią Grybauskaitė i premierem Algirdasem Butkevičiusem  Fot. Marian Paluszkiewicz
Wiktor Uspaskich i jego ludzie są kością niezgody między prezydent Dalią Grybauskaitė i premierem Algirdasem Butkevičiusem Fot. Marian Paluszkiewicz

Jeśli spełnią się wczorajsze zapowiedzi premiera Algirdasa Butkevičiusa i prezydent Dali Grybauskaitė, to dzisiaj, w piątek, zostanie przesądzony los przyszłego rządu.

Premier zapowiadał wczoraj, że przedstawi prezydent do zatwierdzenia pełną listę nowego rządu. Natomiast w środę prezydent zapewniała, że „jakiś rząd na pewno zatwierdzi”.
Zasadnicze jednak pytanie brzmi, czy w nowym rządzie znajdą się dwie kandydatki na ministrów z ramienia Partii Pracy — Loreta Graužinienė i Virgilija Baltraitienė. Posłanki tej partii — ubiegające się o stanowiska ministra opieki socjalnej i pracy oraz ministra oświaty i nauki — są zarazem najwierniejszymi współpracownicami lidera partii posła Wiktora Uspaskicha.

Prezydent ostro sprzeciwiała się obecności Uspaskicha i jego partii w koalicji rządzącej.
W końcu Grybauskaitė jednak ustąpiła, ale nadal chciała, żeby ministrami z ramienia Partii Pracy zostały osoby niepartyjne. Tak się nie stało, bo kierownictwo partii podjęło stanowczą decyzję, że Graužinienė i Baltraitienė mają zostać ministrami. Prezydent również nie poddała się i — jak twierdzi premier Butkevičius — zarzuciła kandydatkom brak kompetencji, a zwłaszcza rzekomą ich niewiedzę języków obcych. Według prezydent, wobec przyszłego przewodnictwa Litwy w UE kryterium językowe jest jednym z najważniejszych dla kandydatów na ministrów.

Podczas „mikołajkowej” wizyty w swojej szkole prezydent nie szczędziła też sarkastycznych uwag pod adresem kandydatów na ministrów, że nie znają języków obcych. Swoim zachowaniem się i słowami prezydent sprowokowała Loretę Graužinienė, która wczoraj opowiedziała mediom o poniżającym dla niej sprawdzianie z niemieckiego, jaki zorganizowano jej w Urzędzie Prezydenta.
— Nie pozwolę poniżać ani mnie, ani innych — oświadczyła wczoraj Graužinienė.

— Z Dalią Grybauskaitė po litewsku krótko rozmawialiśmy o litewskiej polityce socjalnej i przeszliśmy do zagadnień europejskich. Wtedy mnie poproszono o przedstawienie w jakimkolwiek obcym języku europejską politykę socjalną. W rozmowie uczestniczył doradca prezydent do spraw socjalnych i doradca Nerijus Udrėnas oraz nieznana mi osoba, którą prezydent przedstawiła. Wiedząc, że prezydent nie mówi po niemiecku, nie bardzo rozumiałem, z kim mam rozmawiać po niemiecku. Pomyślałam, że być może z Nerijusem Udrėnasem, ale natychmiast zrozumiałam, że mam rozmawiać z tym nieznajomym, który być może jest znawcą języka niemieckiego.

Niezrozumiały mi był jedynie styl rozmowy, czy mam rozmawiać z prezydent przez tłumacza, którym mógł być ten mężczyzna, czy mam mu odpowiadać jak uczennica. Ponieważ nie mam zwyczaju rozmawiać sama z sobą, zrozumiałam, że będę musiała przed tym nieznajomym w postaci monologu opowiedzieć wyuczony temat. Poczułam demonstracyjny brak szacunku nie tylko do mnie, ale też do języka niemieckiego. Toteż powiedziałam prezydent wprost, że egzaminu u niej składać nie będę. Dalia Grybauskaitė natychmiast poprosiła doradców i tego mężczyznę, żeby zostawili nas same. Oni wyszli — o swoim spotkaniu z prezydent opowiedziała wczoraj Loreta Graužinienė.  Ale treści rozmowy z prezydent posłanka kategorycznie nie chciała zdradzić.

Graužinienė uważa, że jednak to nie afront wobec egzaminu z niemieckiego stał się powodem niechęci prezydent do jej kandydatury na ministra.
— Jest w tym wiele polityki — twierdzi posłanka.
Zgadza się z tym większość obserwatorów, którzy uważają, że wymagania kwalifikacyjne wobec kandydatek są jedynie formalnym powodem, ale prawdziwą i najważniejszą przyczyną jest niechęć prezydent do przedstawicielek Partii Pracy  oraz polityczna do samej Partii Pracy, a zwłaszcza do jej lidera Wiktora Uspaskicha.

Piątkowa decyzja prezydent Grybauskaitė w sprawie zatwierdzenia składu nowego rządu pokaże, czy prezydent przezwycięży tę niechęć, czy nadal będzie próbowała wytrącić Partię Pracy z koalicji rządzącej. Toteż nie wyklucza się, że prezydent podpisze jednak dekret o powołaniu nowego rządu, ale zabraknie w nim nazwisk dwóch posłanek Partii Pracy.
Takiego scenariusza nie wykluczają też konstytucjonaliści, tym bardziej że podobne przypadki zdarzały się już w przeszłości. I choć, ich zdaniem, będzie to w pewnym sensie sprzeczne z Konstytucją, to jednak niepowołanie rządu w wyznaczonym terminie będzie znacznie większym naruszeniem ustawy zasadniczej.
Dekret o desygnowaniu Algirdasa Butkevičiusa na stanowisko premiera prezydent podpisała 26 listopada. W ciągu 15 dni premier miał w pełni sformować skład rządu i przedstawić go prezydent. Czasu na to Butkevičiusowi zostało już nie wiele.

Wiktor Uspaskich i jego ludzie są kością niezgody między prezydent Dalią Grybauskaitė i premierem Algirdasem Butkevičiusem  Fot. Marian Paluszkiewicz