Wileńska bogini kwiatów

Kwiaciarnia i jej właścicielka w przededniu Dnia Kobiet, 8 marca Fot. Marian Paluszkiewicz
Kwiaciarnia i jej właścicielka w przededniu Dnia Kobiet, 8 marca Fot. Marian Paluszkiewicz

Dzień 8 marca, Światowy Dzień Kobiet, można by nazwać Świętem Tulipana. Ten kwiat, opatulony tradycyjnie w celofan, jest od lat bodajże najpopularniejszym prezentem na Dzień Kobiet.

Jakże odświętnie wyglądają w tym dniu ulice, kiedy to prawie każda kobieta idzie z kwiatkiem!
Trudno na pewno zadziwić kwiatkiem — nawet najbardziej wyszukanym — bohaterkę dzisiejszej publikacji — Katarzynę Wereszko, która jest świetną ich znawczynią. Mogłaby całe rozprawy naukowe pisać na temat tych bodajże najpiękniejszych tworów natury, które wnoszą do naszego życia radość, kolory, światło.

Z hodowlą kwiatów jest obeznana od najwcześniejszego dzieciństwa, bo tak się ułożyło — jak mówi — że w jej rodzinie z pokolenie na pokolenie hodowano kwiaty, sprzedawano, a teraz ona własną kwiaciarnię w Wilnie prowadzi.
Zanim doszło do poważnego biznesu, najpierw oczywiście była szkoła. W rodzimej Wersoce w rejonie solecznickim, potem — gimnazjum w Ejszyszkach, a po jego ukończeniu Katarzyna przyjechała do stolicy, by tu najpierw zdobyć podstawy ekonomiki i podstaw zarządzania (jako bakałarz), a potem ukończyła studia magisterskie na Uniwersytecie Wileńskim z dziedziny zarządzania przedsiębiorczością.
W rodzinie Krystyny i Grzegorza Wereszków Kasia jest średnią z trójki dzieci. Najstarsza jest Barbara, najmłodszy pięcioletni Norbert — mała pociecha bardzo pracowitej, zaradnej rodziny, która nigdy nie uskarżała się na bezczynność, wypróbowała siebie w różnych biznesach.

Arcydzieło z kwiatów, za które Katarzyna w roku 2010 zdobyła tytuł Miss Elegancji Fot. Marian Paluszkiewicz
Arcydzieło z kwiatów, za które Katarzyna w roku 2010 zdobyła tytuł Miss Elegancji Fot. Marian Paluszkiewicz

W Ejszyszkach mieli sklep spożywczy, potem — z towarami przemysłowymi, gdzie dziewczynki pomagały od dzieciństwa. Następnie — kiosk z kwiatami, które sprowadzano najwięcej z Holandii. Hodowali kwiaty też sami. Dziś prowadzą biznes agroturystyczny.

Kasia samodzielnie wyhodowała lilie w cieplarni przy domu, kiedy miała 12 lat. Była „podkuta” w sporą wiedzę, poprzez swą chrzestną, agronoma z zawodu, Genowefę Puzielewicz. To ona właśnie młodej tak żądnej wiedzy dziewczynce dawała cenne porady i wskazówki, gdzie, jak i jakie kwiaty hodować.
Jak mówi Katarzyna, kocha kwiaty, a i one odpłacają wzajemnością:

— Wystarczy, że jakiś flanc do ziemi wetknę i on przyjmuje się, rośnie, nie choruje.
Pierwszymi hodowanymi przez rodzinę Wereszków kwiatami na sprzedaż były goździki. Teraz w większości kwiaty do swej prywatnej kwiaciarni, którą ma na rynku w wileńskiej dzielnicy Szeszkinie, sprowadza z Holandii, Polski. Miejscowi hodowcy też dostarczają. Najczęściej róże.

Dostać taaakie naręcze kwiatów Fot. Marian Paluszkiewicz
Dostać taaakie naręcze kwiatów Fot. Marian Paluszkiewicz

Od dawna Katarzyna wykroczyła poza ramy sprowadzania, sprzedawania. Jest świetną florystką. Układa bukiety, wiązanki okazyjne, upiększa sale, samochody — słowem, z najprzeróżniejszych ich gatunków wyczarowuje prawdziwe cuda.
A skoro już mowa o „czarowaniu”. W roku 2010 na naszym tradycyjnym konkursie „Dziewczyna »Kuriera Wileńskiego« – Miss Polka Litwy” , w którym brała udział, zdobyła zaszczytny tytuł — Miss Elegancji.
Każdy, kto był obecny na tym konkursie piękności, doskonale zapewne pamięta jej arcydzieło — sukienkę z kwiatów, którą Kasia zaprezentowała.

Fot. Marian Paluszkiewicz
Tulipany są zwiastunami wiosny Fot. Marian Paluszkiewicz

— Owszem, śpiewam i tańczę, recytuję, ale kiedy trzeba było uczestniczyć w rywalizacji talentów, to pomyślałam o kwiatach. Jak je zaprezentować. I tak to powstała sukienka z kwiatów — mówi z uśmiechem Kasia.
Jak za chwilę się dowiem, poświęciła temu ponad dwie doby. Sama przyszywała każdy kwiatek, a raczej ich główki. Nie robiła żadnego szkicu, żadnego rysunku. Do powstania tej sukienki zużyła ponad 1 000 różnych kwiatów.

Powstało unikalne dzieło kwiatowe. Bo Kasia, mimo że nie studiowała florystyki (ostatnio w świecie tak modnej) jest florystką od Boga. Tak doskonale ma opanowaną sztukę układania bukietów z kwiatów, aby w pełni wykorzystane były ich walory estetyczne.
W starożytnym Rzymie o ludziach obdarzonych taką umiejętnością mówiono — bogini kwiatów. Sama Kasia, mimo że bardzo skromna i stale dążąca do perfekcji, na pewno czuje się też boginią, kiedy słyszy serdeczne „dziękuję” od panny młodej za piękną wiązankę, od wiernych, którzy modlą się w świątyniach, przez nią ukwieconych, od gości, którzy się bawią w salach przez nią kwiatami dekorowanymi.
Jest to niewątpliwie największa ocena jej pracy twórczej. Pracy, która nie ma ani świąt, ani sobót, ani wolnych, bo przecież wtedy właśnie najbardziej jest pożądana praca florysty.

Nie jest łatwy jej dzień codzienny — trzeba doskonale obliczyć, ile kwiatów i na jaki dzień sprowadzić, aby nie zabrakło i aby nie zostało. Tu jak najbardziej przydaje się zarządzanie — studia, które zdobyła.
Jak odpoczywa? I czy w ogóle ma czas na odpoczynek?
— Planuję koniecznie takie dni i wyruszam do ciepłych krajów. Lubię podróżować, zwiedziłam wiele krajów, które mnie zachwycają przede wszystkim kolorystyką kwiatową, zapachami kwiatów. Jakże bym chciała przenieść do nas barwy kwiatowe np. słonecznej Armenii, albo Wysp Kanaryjskich, które ostatnio zwiedziłam… Skoro nie mogę tego zrobić, próbuję z tego surowca, jaki mam, stworzyć wiązanki, bukiety, które rozjaśnią dzień powszedni tych, co je u mnie zamówili! — mówi Katarzyna Wereszko.