Los wileńskich mikrobusów pod znakiem zapytania

111
Przewoźnicy ekspresowi sprzeciwiają się planom Wilna wyniesienia ich z centrum stolicy na peryferia miasta  Fot. Marian Paluszkiewicz
Przewoźnicy ekspresowi sprzeciwiają się planom Wilna wyniesienia ich z centrum stolicy na peryferia miasta Fot. Marian Paluszkiewicz

Obserwując toczącą się już od kilku miesięcy batalię o tzw. wileńskie mikrobusy, wielu mieszkańców stolicy zastanawia się, o co w tym wszystkim chodzi, a raczej jeździ.

Władze miasta tłumaczą, że chodzi o to, żeby prywatni przewoźnicy ekspresowi nie konkurowali z transportem publicznym, lecz go uzupełniali. Reforma transportu publicznego zakładała, że od 1 lipca przewoźnicy ekspresowi dowoziliby pasażerów z peryferii miasta do węzłów komunikacji miejskiej obsługiwanej przez autobusy i trolejbusy miejskie oraz autobusy ekspresowe. Wobec tego,od 1 lipca ekspresowe mikrobusy miałyby wynieść się z centrum miasta na linie na peryferiach.

Właściciele tych nie godzą się na takie zmiany, gdyż nie chcą stracić intratnych linii komunikacyjnych. W środę zorganizowali nawet wiec protestacyjny przed siedzibą władz miasta, gdy tamte miały głosować ws. reformy transportu publicznego. Większość radnych przegłosowała, odrzucając zmiany dotychczasowego systemu komunikacji. Chcieli sprostać oczekiwaniom przewoźników ekspresowych, jednak niekoniecznie im to wyszło, bo jak twierdzi mer Wilna Artūras Zuokas, odrzucenie zmian komunikacji miejskiej oznacza, że od 1 lipca przewoźnicy ekspresowi będą musieli w ogóle przerwać działalność.

— W umowie jest jasno napisane, że 6 miesięcy przed upływem terminu ważności umowy miasto może złożyć jej wypowiedzenie. Zostało to zrobione 31 grudnia, bo większość umów albo już wygasła, albo wygasa właśnie z dniem 1 lipca. Tymczasem środowa decyzja Rady Wilna oznacza, że nie ma szans na podpisanie nowych umów obowiązujących od 1 lipca — wyjaśnia mer Wilna.

Nie zgadzają się z nim przewoźnicy, którzy uważają, że nic nie stoi na przeszkodzie, by miasto prolongowało umowy.  Do tego jednak będzie potrzebna kolejna decyzja Rady miejskiej. Nie wiadomo jednak, czy taki projekt trafi pod obrady Rady, a jeśli i trafi, to czy znajdzie poparcie, bo na konflikcie przewoźników z magistratem swoją pieczeń chcą upiec politycy. Będący w opozycji konserwatyści stanęli po stronie rzekomo krzywdzonych właścicieli mikrobusów ekspresowych.
Przewoźników broni również namiestnik rządu na powiat wileński, który wywodzi się również z szeregów konserwatywnej opozycji. Upolitycznienie sporu może więc doprowadzić do rozprawy sądowej, a wtedy to kolegium sędziowskie będzie decydowało, która ze stron ma rację.

Wileńskie mikrobusy ekspresowe od lat obsługują pasażerów. Dzięki nim szybko można dojechać z centrum miasta do odległych tzw. dzielnic sypialnych i z powrotem. Niestety, mikrobusy, czyli potocznie „mikruszki” lub „łatwie” (od nazwy mikrobusów łotewskiej marki RAF, które wcześniej dominowały na trasach ekspresowych) są znane też z niebezpiecznej jazdy. Ich kierowcy nie zawsze wystawiają bilet za przejazd. Przewoźnicy ekspresowi, jadąc przed autobusami i trolejbusami komunikacji miejskiej „podkradają” im pasażerów, co, zdaniem władz miasta, uszczupla przychody przewoźnika samorządowego, który od lat pracuje na minusie.

W 2011 roku straty przewoźnika publicznego wyniosły ponad 180 mln litów, zaś w roku ubiegłym ponad 111 mln. Miasto przygotowało plan i chce przyciągnąć więcej pasażerów na linie obsługiwane przez przewoźnika samorządowego. Wczoraj  na konferencji prasowej mer Artūras Zuokas przedstawił właśnie założenia reformy transportu publicznego. Według niej, od 1 lipca zostanie uruchomionych 15 linii autobusów ekspresowych, które będą jeździły na podstawowych liniach z częstotliwością co 5-6 minut. Żeby udrożnić dla tych autobusów korytarze transportowe, miasto zamierza dodatkowo wyznaczyć lub dobudować kilkanaście kilometrów nowych pasów ruchu dla autobusów ekspresowych.

Szacuje się, że będzie to kosztowało około 2,5 mln litów, a prace mają być skończone do 1 lipca. Tymczasem do głównych linii komunikacyjnych obsługiwanych przez autobusy ekspresowe pasażerów mają dowozić autobusy i trolejbusy miejskie oraz właśnie prywatni przewoźnicy ekspresowi. Całość systemu ma też integrować jedyny system e-biletu komunikacji miejskiej.
Tymczasem po środowej decyzji stołecznej Rady nie wiadomo, czy te plany teraz zostaną zrealizowane i jaki system transportu miejskiego będzie działał po 1 lipca.