Andrzej Siedlecki: „Nie dajmy umrzeć poległym”

142
zobaczyliśmy, jak dużo robicie tu na miejscu Fot. Marian paluszkiewicz
zobaczyliśmy, jak dużo robicie tu na miejscu Fot. Marian paluszkiewicz

Rozmowa z Andrzejem Siedleckim, prezesem Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej

Przed kilkoma dniami uczestniczył Pan wraz z Panem Arturem Kondratem (członkiem Zarządu Stowarzyszenia) w uroczystościach jubileuszowych naszego pisma. Był to cel tej wizyty?

Tak się szczęśliwie złożyło, że udało się nam połączyć jubileusz jedynego polskiego dziennika na Litwie i wziąć udział w uroczystościach związanych z 69. rocznicą powstania wileńskiego — Operacji Ostra Brama, która była zorganizowana w ramach ogólnopolskiego planu „Burza”.
Niezmiernie się cieszymy, że w tym tak ważnym dniu 7 lipca, który był najważniejszym dniem powstania, kiedy to toczyły się walki w Wilnie, w Kolonii Wileńskiej (Kolejowej), a epilog był pod Krawczunami – byliśmy tu. W tych tak ważnych historycznie miejscach. Że mogliśmy brać udział w uroczystościach na Rossie upamiętniających pamięć poległych w Operacji Ostra Brama. Byliśmy z pocztami sztandarowymi, wygłosiliśmy apel poległych, przedstawiliśmy cele i charakter tej operacji wojskowej, złożyliśmy hołd pamięci poległym żołnierzom AK — na Rossie, w Kalwarii oraz Kolonii.

Czyli jest to pierwsza tego rodzaju wizyta Pańska jako prezesa Stowarzyszenia na Litwie?

Tak dziwnie się składa, że wiele lat jesteśmy w kontakcie, ale do tak ważnego momentu rzeczywiście doszło pierwszy raz. Tyle o tym Wilnie się wiedziało, tyle słyszało. O mieście, gdzie zawsze panował i panuje duch patriotyzmu, duch romantyzmu, duch przywiązania do tego, co rodzinne, polskie.
Między innymi moja ciocia Halina Bobrowicz, to absolwentka filologii klasycznej Uniwersytetu Stefana Batorego. Korzenie kresowe ma też członek Zarządu Stowarzyszenia Artur Kondrat. Z Nowogródczyzny, gdzie to nasz Wieszcz tworzył. Czyli, taka wyprawa — to wydarzenie w życiu każdego Polaka.

Czyżby nic Pana nie rozczarowało?

Rozczarować — nie. Ale zdziwiło nieco, że w tej uroczystości uczestniczyło mało młodych ludzi. Nie jest to zjawisko pozytywne, dlatego postanowiliśmy, by w kolejnym takim ważnym dniu — równo za rok, kiedy to będziemy obchodzić 70 lat Operacji Ostra Brama było młodzieży jak najwięcej. Ze swej strony zorganizujemy przyjazd patriotycznie nastawionej młodzieży z Białegostoku, Augustowa, Sejn, gdyż takie lekcje poglądowe z historii dla młodych ludzi są bardzo ważne.  My to przeżyliśmy, oni muszą pamiętać, o wielu tak młodych prawie ich rówieśnikach, którzy polegli. O których tak piękne i tak trafne słowa powiedział znany poeta polski Zbigniew Herbert:
Nie dajmy umrzeć poległym.

Złożyliśmy także kwiaty w Ponarach, gdzie również leży dużo bardzo młodych ludzi — dosłownie kwiat harcerstwa polskiego.

Co najbardziej zaskoczyło podczas tego pobytu?

Gościnność i serdeczność ludzi. Spotkaliśmy takich bardzo dużo.  Korzystając z okazji, na łamach jedynego codziennego polskiego pisma chcielibyśmy podziękować panu Edwardowi Klonowskiemu, żołnierzowi AK, jego rodzinie, bardzo zaangażowanym w ruchu Władysławowi Mackiewiczowi i Wiesławowi Piątkowi, którzy pokazali nam Wilno, miasto wspaniałych zabytków historii i kultury.
Jesteśmy dosłownie wzruszeni szlachetną postawą pana Edwarda, który własnym sumptem, wybudował tablicę pamiątkową pamięci poległych żołnierzy w Operacji Ostra Brama, w kościele św. Ducha w Wilnie, jak też zadbał o szereg kwater poległych nie tylko na Wileńszczyźnie, ale też na Białorusi.
Wywozimy wspaniałe wrażenie z pobytu, będziemy się starali zrewanżować np. zorganizowaniem wczasów, czy ferii zimowych dla dzieci z niezamożnych rodzin Wileńszczyzny albo innymi akcjami. Bo zobaczyliśmy, jak dużo robicie tu na miejscu, by polskość i pamięć żyła.