Sankcje wobec Rosji najdrożej będą kosztowały Litwę

164
Sankcje ekonomiczne wobec Rosji mogą negatywnie odbić się na litewskim eksporcie na tamtejszy rynek Fot. Marian Paluszkiewicz
Sankcje ekonomiczne wobec Rosji mogą negatywnie odbić się na litewskim eksporcie na tamtejszy rynek Fot. Marian Paluszkiewicz

Wczoraj i dziś (20-21 marca) w Brukseli unijni przywódcy zastanawiają się nad kolejnymi sankcjami wobec Rosji. Według wcześniejszych zapowiedzi kanclerz Niemiec, Angeli Merkel, ma to być trzeci poziom sankcji, prawdopodobnie gospodarczych.

Dwa pierwsze poziomy — ograniczenia wizowe dla grupki rosyjskich i ukraińskich dygnitarzy i zamrożenia ich kont — na nikim nie zrobiły wrażenia. Tym bardziej na rosyjskich władzach, które choć oficjalnie mówią, że sankcje dla nich „są nie do przyjęcia”, nieoficjalnie nie szczędzą sarkazmu wobec unijnych „ograniczeń”. Nie wiadomo, czy trzeci poziom sankcji będzie dotyczył ograniczeń gospodarczych, bo jak już wykazały negocjacje unijnych liderów nad dwoma poprzednimi poziomami, UE nie mówi jednym głosem. Każde bowiem państwo stara się chronić swoje interesy, bo wiadomo, że sankcje są bronią obusieczną i dotkną też krajów je wprowadzających. Najbardziej na tym ucierpią kraje, które mają mocne powiązania gospodarcze z Rosją. Z analizy europejskiego „think tanku” Bruegela wynika, że najbardziej pod względem uzależnienia od Rosji jest narażona litewska gospodarka.

Nawet gospodarki Łotwy i Estonii, które po tzw. kryzysie rosyjskim 1999 roku diametralnie przeorientowały swoje priorytety gospodarcze, są o wiele mniej narażone na skutki europejskich sankcji wobec Rosji i ewentualnie odwetowych sankcji Rosji wobec krajów Unii. Bo choć Litwa po kryzysie 1999 roku również przeorientowała swoją gospodarkę, jednak nasza wymiana handlowa z Rosją wciąż pozostaje na największym poziomie wśród krajów europejskich i wynosi ponad 25 proc. całej naszej wymiany handlowej. Pod tym względem żadne inne państwo nie jest tak uzależnione. Dla porównania wymiana handlowa Estonii, Łotwy i Polski z Rosją wynosi odpowiednio 8,3 proc., 13,2 proc. i 8,6 proc. Najbliżej do Litwy jest natomiast Ukraina, której 29,3 proc. handlu zagranicznego przypada właśnie na Rosję.

Również pod względem wartości eksportu i importu Litwa jest bardziej uzależniona niż nasi najbliżsi sąsiedzi, bo jeśli jeszcze eksport mamy na podobnym poziomie (Estonia — 13 proc., Łotwa — 18 proc., Litwa — 19 proc.), to już pod względem importu Litwa jest uzależniona od dostaw rosyjskich kilkakrotnie więcej niż Łotwa czy Estonia. Bo jeśli import z Rosji to zaledwie 4,3 proc. całego importu Estonii i 9,2 proc. całego importu Łotwy, to dla Litwy ten wskaźnik stanowi prawie 32 proc.

Załamanie się wymiany handlowej z Rosją niewątpliwie więc najbardziej uderzy w litewska gospodarkę. Dlatego nie dziwią ostatnie słowa prezydent Dali Grybauskaitė, że należy powstrzymać się przed sankcjami gospodarczymi wobec Rosji.
— Wiem jak myślą Rosjanie i uwierzcie mi, oni nie boją się sankcji gospodarczych. Jeśli więc dzisiaj stosowalibyśmy sankcje, dotknęłyby one każdego rosyjskiego obywatela, a Putin powie: „Widzicie, to nie moja wina, to Zachód, Amerykanie i Europa źle was traktują” — powiedziała Dalia Grybauskaitė w wywiadzie dla „Wall Street Journal”.

Zaznaczyła też, że sankcje odwrócą się przeciwko Litwie, ale nic nie zmienią w Rosji. Ta wypowiedź litewskiej prezydent przeczy wcześniejszym jej oświadczeniom, w których stanowczo opowiadała się za ograniczeniem relacji politycznych i gospodarczych z reżimem Putina. Sugeruje też, że na szczycie unijnym Grybauskaitė dołączy do tych przywódców — głównie Niemiec, Francji i Włoch, którzy sprzeciwiają się ograniczeniu relacji gospodarczych z Rosją. Litewska prezydent uważa, że bardziej skuteczna byłaby polityczna i dyplomatyczna izolacja Rosji, jak na przykład, wykluczenie jej z grup G8 i G20.
Tymczasem wydaje się, że kremlowski reżim ma własną ocenę sytuacji, bo choć żaden z krajów zachodnich nie zaczął stosować sankcji gospodarczych wobec Rosji, litewscy, ale też polscy przedsiębiorcy zaczynają odczuwać rosyjskie sankcje, których oficjalnie Rosja nawet nie deklarowała. Tym niemniej, litewscy eksporterzy żywności otrzymali od swoich rosyjskich partnerów ostrzeżenia, żeby już nie produkowali na rynek rosyjski. Spadek eksportu do Rosji zaczęli też odczuwać litewscy przewoźnicy, którzy w Europie specjalizują się na obsłudze wymiany handlowej z Rosją.

Spadek eksportu do Rosji zaczęli też odczuwać litewscy przewoźnicy, którzy w Europie specjalizują się na obsłudze wymiany handlowej z Rosją
Spadek eksportu do Rosji zaczęli też odczuwać litewscy przewoźnicy, którzy w Europie specjalizują się na obsłudze wymiany handlowej z Rosją Fot. Marian Paluszkiewicz

Według ocen litewskiego rządu, załamanie się wymiany handlowej z Rosją kosztowałoby Litwę spadkiem PKB o 1,6 proc. Dlatego rząd przewiduje zabezpieczenia finansowe dla przedsiębiorców pracujących na rynku rosyjskim.
Wczoraj, 20 marca, premier Algirdas Butkevičius zapowiedział, że w razie potrzeby litewscy eksporterzy mogą liczyć na pomoc finansową w wysokości 200 mln litów. Te pieniądze zostaną przeznaczone na dywersyfikację litewskiej wymiany handlowej.

„Mieliśmy z ministrami spotkanie oraz naradę z ministrem finansów i ministrem gospodarki, żeby oni przeprowadzili resortowe analizy oraz przygotowali propozycje w zakresie wsparcia litewskiego biznesu. Mogę potwierdzić, że w razie potrzeby jesteśmy przygotowani przeznaczyć na wsparcie eksportu około 200 mln litów” — w wywiadzie dla „Žinių radijas” powiedział premier Butkevičius. Dodał też, że już w przyszłym tygodniu rząd może znaleźć potrzebną sumę pieniędzy. Prawdopodobnie będą to środki z unijnych funduszy.
Jeśli jednak wsparcie rządowe może pomóc w dywersyfikacji litewskiego eksportu, to gorzej jest z importem z Rosji.

Bo Litwa jednocześnie nie jest w stanie zrezygnować z rosyjskich dostaw, które głównie stanowią surowce energetyczne — ropa, gaz i energia elektryczna. Najgorzej jest z gazem, bo aż 93 proc. zużywanego na Litwie paliwa pochodzi właśnie z Rosji. Co gorsza, jest to jedyne możliwe źródło dostaw tego surowca. I Litwa tego zmienić nie może. Przynajmniej na razie. Oczekuje się bowiem, że sytuacja może się zmienić dopiero pod koniec roku, kiedy planowane jest uruchomienie terminalu gazu skroplonego w Kłajpedzie. Według planowanych mocy produkcyjnych terminal ten może w pełni zastąpić rosyjski eksport gazu oraz zabezpieczyć częściowe potrzeby Łotwy, która w 68 proc. jest uzależniona od rosyjskiego gazu.

Rezygnacja z niego Litwy i Łotwy, czy też Estonii nie powinna jednak odbić się znaczącymi stratami rosyjskiego monopolisty, a w końcowym efekcie stratami również budżetu państwa, który w ponad 50 proc. jest formowany ze środków pochodzących z eksportu surowców energetycznych. Według analityków Bruegela, tylko rezygnacja wszystkich krajów UE z dostaw rosyjskiego gazu może poważnie zachwiać rosyjskim systemem finansowym. Europa rocznie kupuje w Rosji ponad 130 mld m3 gazu (dla porównania Litwa niespełna 3 mld m3) za cenę ponad 70 mld USD. Utrata europejskiego rynku gazu dla Rosji kosztowałaby więc spadkiem PKB o 3 proc., co w obecnej, nie najlepszej sytuacji gospodarczej, oznaczałoby głęboką recesję.