Wschodnia Ukraina zagrożona separatyzmem

 W poniedziałek, po zajęciu budynku obwodowej administracji, miejscowi separatyści, ogłosili niepodległą Republikę Doniecką i zwrócili się do Kremla o przyłączenie jej do Rosji Fot. ELTA

W poniedziałek, po zajęciu budynku obwodowej administracji, miejscowi separatyści, ogłosili niepodległą Republikę Doniecką i zwrócili się do Kremla o przyłączenie jej do Rosji Fot. ELTA

We wschodnich obwodach Ukrainy nasilają się nastroje separatystyczne. Od niedzieli w Charkowie, Ługańsku i Doniecku trwają protesty prorosyjskich sił, w wyniku których doszło do zajęcia budynków administracyjnych. Zwolennicy oderwania wschodnich regionów Ukrainy domagają się przeprowadzenia lokalnego referendum na wzór referendum na Krymie.

Oficjalny Kijów wysyła na wschód szefów służb specjalnych i resortu spraw wewnętrznych, którzy osobiście kontrolują zwalczanie separatyzmu w ramach akcji antyterrorystycznej. We wtorek udało się im opanować sytuację w Charkowie i częściowo w Ługańsku. W Charkowie aresztowano około 70 osób uczestniczących w zajęciu budynków administracyjnych. Natomiast w Ługańsku w rękach uzbrojonych separatystów wciąż pozostaje budynek Służby Bezpieczeństwa. Jeden z deputowanych Rady Najwyższej, Oleh Liaszko, poinformował po powrocie z Ługańska, że wśród separatystów w budynku znajduje się grupa rosyjskich żołnierzy z GRU, którzy utrzymują 22 zakładników. Separatyści włamali się do zbrojowni ukraińskich służb i przejęli ponad tysiąc sztuk broni, w tym karabiny maszynowe i broń snajperską.

Groźnie jest również w Doniecku. W poniedziałek, po zajęciu budynku obwodowej administracji, miejscowi separatyści, pod nazwą Komitet Patriotycznych Siły Doniecka, ogłosili niepodległą Republikę Doniecką i zwrócili się do Kremla o przyłączenie jej do Rosji. Wezwali też na pomoc rosyjską armię, żeby „przeciwstawić się faszystowskim władzom” z Kijowa. Do Doniecka przyjechał wicepremier Ukrainy Witalij Jarema, który próbował negocjować z separatystami, ale nieskutecznie. Odwołali oni wprawdzie swoje postanowienie o ogłoszeniu Republiki Donieckiej i częściowo złożyli broń, ale odmówili opuszczenia budynku administracji. Co więcej, wzmocnili jego obronę i apelują do kobiet Doniecka, żeby przyszły utworzyć żywą tarczę przed oczekiwanym szturmem budynku przez ukraińskie siły antyterrorystyczne. O siłowym rozwiązaniu sporu z niepoddającymi się separatystami mówił we wtorek szef prezydenckiej administracji Sergiej Paszyński.

„Jeżeli nie znajdziemy słów, które pozwolą nam uregulować sytuację pokojowym sposobem, to oznacza, że będziemy ten problem rozstrzygać w ramach bazy prawnej o walce z terroryzmem oraz w zakresie kompetencji instytucji praworządności” — powiedział Paszyński na wtorkowej konferencji prasowej.
Na zapowiedź siłowego rozwiązania konfliktu natychmiast odreagowała Rosja.
„Wzywamy do natychmiastowego przerwania wszelkich przygotowań militarnych, grożących rozpętaniem wojny domowej” — oświadczyło Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji.

Separatyści włamali się do zbrojowni ukraińskich służb i przejęli ponad tysiąc sztuk broni Fot. ELTA
Separatyści włamali się do zbrojowni ukraińskich służb i przejęli ponad tysiąc sztuk broni Fot. ELTA

Tymczasem władze w Kijowie są przekonane, że za działaniami separatystów na wschodzie i południu kraju stoi sama Rosja. Sergiej Paszyński powiedział, że działania separatystów koordynuje i finansuje otoczenie Władimira Putina i zbiegłego z kraju byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Szef prezydenckiej administracji poinformował, że służby praworządności zablokowały kilkadziesiąt kont separatystów i zajęły środki przeznaczone na ich działalność.

Wydarzenia w Charkowie pokazały jednak, że obecne ukraińskie władze mają problemy z lojalnością swoich służb mundurowych. Minister spraw wewnętrznych Ukrainy Arsen Awakow, który kontrolował antyterrorystyczną akcję w Charkowie, powiedział telewizji Hromadske.TV, że podczas zajmowania budynków administracji w mieście miejscowa milicja świadomie nie wywiązywała się ze swoich obowiązków. Awakow zapowiedział dochodzenie wewnętrzne w sprawie sabotażu i konsekwencje dla milicjantów, którzy go dopuścili się. Awakow nie wykluczył, że z pracy w charkowskiej milicji może zostać zwolnionych nawet 30 proc. obecnie pracujących.
„Odpowie każdy winny, poczynając od oficerów i na szeregowych milicjantach kończąc” — oświadczył Awakow.

Zdaniem ekspertów, separatystyczne nastroje na południowo-wschodniej Ukrainie będą w przyszłości tylko nasilały się. Podsycane przez Rosję, mają destabilizować sytuację w całym kraju. Celem tej destabilizacji ma być zerwanie zaplanowanych na 25 maja wyborów prezydenckich. Eksperci są przekonani, że Moskwa chce doprowadzić na Ukrainie do wprowadzenia w całym kraju stanu wyjątkowego, co uniemożliwi przeprowadzenie wyborów. Żeby temu zapobiec, Rada Najwyższa Ukrainy w trybie pilnym przygotowuje przyjęcie ustawy umożliwiającej wprowadzenie stanu wyjątkowego tylko w poszczególnych regionach kraju.