Zachód „atakuje”, Rosja też wprowadza sankcje

„Rossielchoznadzor” ogłosił o zakazie importu warzyw i owoców z Polski i innych krajów UE    Fot. archiwum
„Rossielchoznadzor” ogłosił o zakazie importu warzyw i owoców z Polski i innych krajów UE Fot. archiwum

Unia Europejska i Stany Zjednoczone we wtorek wprowadziły tzw. sankcje trzeciego stopnia wobec sektorów wojskowego, finansowego i energetycznego Rosji. Rozszerzono też zakaz wizowy dla osób z najbliższego otoczenia prezydenta Rosji. Na Kremlu mówią, że to początek nowej „zimnej wojny” i wprowadzają odwetowe sankcje podszyte jednak pod restrykcje handlowe podjęte przez rzekomo niezależne poszczególne instytucje państwowe.

Rosyjska służba fitosanitarna „Rossielchoznadzor” ogłosiła w środę, 30 lipca, o zakazie importu warzyw i owoców z Polski i innych krajów UE. Oficjalnie powodem tej decyzji było rzekome naruszenia przez dostawców reglamentacji fitosanitarnych oraz znalezienie zakażeń produkcji.
Decyzja „Rossielchoznadzor” uderza głównie w Polskę, która jest największym dostawcą jabłek na rosyjski rynek. Rosyjski zakaz dotknie też innych polskich sadowników oraz ogrodników. Zapowiedziano również rewizję w amerykańskich „McDonaldach”, gdzie sprawdzą, czy podawana tam żywność odpowiada rosyjskim normom fitosanitarnym.

Rosyjskie media donoszą też o przygotowywanym ograniczeniu w handlu krajów zachodnich z Rosją. I chociaż nie są jeszcze znane szczegóły tych planów, litewscy ekonomiści już ostrzegają, że globalizacja konfliktu na Ukrainie może zmniejszyć oczekiwany wzrost krajowego PKB, aczkolwiek obecna sytuacja na to nie wskazuje. Wczoraj właśnie litewski Departament Statystyki ogłosił, że wzrost PKB w drugim kwartale tego roku wyniósł 3 proc. w porównaniu do okresu sprzed roku. Podobny wzrost litewskiego PKB odnotowano w pierwszym kwartale tego roku. Eksperci ostrzegają, że tak dobrze dalej może nie być. Ich zdaniem wzrost PKB może pomniejszyć zwrotne działania zachodnich sankcji wobec Rosji, lub odwetowe sankcje Kremla wobec Unii Europejskiej.

Chociaż rosyjskie władze zapewniają, że decyzje „Rossielchoznadzor” nie mają nic wspólnego z sankcjami Zachodu, jednak w te zapewnienia nie wierzą nawet sami Rosjanie. Reagując na decyzję służby fitosanitarnej rosyjski portal gazeta.ru w redakcyjnym komentarzu sarkastycznie zauważa, że z powodu takich decyzji „Rossielchoznadzor” już dawno należy wyjąć spod kurateli Ministerstwa Rolnictwa i podporządkować go Ministerstwu Obrony, albo co najmniej Spraw Wewnętrznych. Redaktorzy rosyjskiego portalu zauważają też, że Zachód wcale nie musiał karać Rosji, bo „sanitariusze pokoju” (jak w komentarzu określa się „Rozpotrebnadzor”) swoimi zakazami sami ukarzą Rosjan.

Gazeta.ru pisze, że opływający w dostatku „sanitariusze pokoju” nawet mogą nie wiedzieć, że dla rzeszy zwykłych Rosjan jabłka z Polski są jedynym warzywem dostępnym w supermarketach przez cały rok, a kanapka z „McDonaldu” po długim staniu w korkach, lub po pracy jest jedynym dostępnym pożywieniem z gwarancją, że się nie dostanie zatrucia pokarmowego. Rosyjscy dziennikarze zauważają, że Rosja jest samowystarczalna tylko pod względem produkcji zboża i ziemniaków. Resztę produktów musi importować. W niektórych regionach import ten zabezpiecza zapotrzebowanie na żywność w 60-70 proc.

Rosyjskie media, choć ostrożnie, ale też nieco inaczej niż oficjalnie Kreml, że „nic się nie stało”, piszą o możliwych stratach rosyjskiej gospodarki z powodu zachodnich sankcji wobec Rosji za destabilizowanie Ukrainy. Wejdą one w siłę 31 lipca. Obejmują one zakaz emisji akcji i obligacji banków, w których państwo ma większościowe udziały. Ponadto wprowadzone zostanie embargo na dostawy broni, ale ma ono dotyczyć wyłącznie nowych kontraktów, umowy zawarte wcześniej zostaną zrealizowane, jak na przykład dostawy do Rosji francuskich okrętów desantowych Mistral. Zakazana ma być sprzedaż nowoczesnych technologii wykorzystywanych w energetyce, między innymi przy wydobyciu ropy z arktycznych złóż, lub łupków. Sankcje obejmą również sprzedaż urządzeń cywilnego i wojskowego zastosowania, takich jak komputery wielkiej mocy, czy środki chemiczne.
Sankcje te mają uderzyć w Rosję, przy minimalnych zwrotnych kosztach po stronie krajów członkowskich. Dlatego wykluczono z nich sektor gazowy, ponieważ wiele krajów unijnych jest uzależnionych od dostaw gazu z Rosji, aczkolwiek wcześniejsze sankcje objęły struktury finansowe sektora gazowego w postaci restrykcji wobec „Gazprombanku”.

Obserwatorzy dostrzegają, że sankcji uniknął największy rosyjski bank z udziałem państwowym „Sberbank”. Ocenia się, że ograniczenia wobec tego banku mogłyby mocno uderzyć w zwykłych obywateli, którzy stanowią największy odsetek klientów banku, ale też mają swoje udziały w banku. Drobnych akcjonariuszy „Sberbanku” może być nawet kilkaset tysięcy.

Na tle ekonomiczno-finansowych sankcji Zachodu i odwetowych fitosanitarnych sankcjach Rosji trwają też polityczne zmagania ws. Ukrainy. W tym tygodniu Rosja podjęła próbę obarczenia Ukrainy winą za blokowanie śledztwa ws. katastrofy malezyjskiego samolotu pasażerskiego, który 17 lipca został zestrzelony nad wschodnią Ukrainą. Trwają tam walki wojsk rządowych z prorosyjskimi separatystami. Rosja próbowała przegłosować w Radzie ONZ projekt rezolucji oskarżającej Ukrainę. Przedstawiciele w Radzie USA, W. Brytanii i Litwy wnieśli jednak poprawki do rosyjskiego projektu podkreślające udział samej Rosji w podsycaniu konfliktu na wschodzie Ukrainy. Wobec tego Rosjanie odwołali swój projekt rezolucji, a ich minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oskarżył Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Litwę, że blokują w ONZ rezolucję ws. przeprowadzenia obiektywnego śledztwa ws. zestrzelonego malezyjskiego samolotu.
Litewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w środowym oświadczeniu zdementowało zarzuty Ławrowa. W oświadczeniu zauważa się, że w rezolucji, przedstawiającej sytuację jednostronnie, Rosja podjęła próbę potępienia przez wspólnotę międzynarodową prawnych działań władz Ukrainy przeciwko prorosyjskim separatystom i przemilczała swoją rolę w destabilizowaniu sytuacji we wschodnich regionach Ukrainy.