Wojna polsko-ruska, czyli #gazputin contra #jedzjabłka

255
Dziennikarz i pisarz Andrius Tapinas pod rosyjską ambasadą w Wilnie zorganizował litewską edycję polskiej akcji „Postaw się Putinowi — jedz jabłka!” Fot. Facebook.com/andrius.tapinas
Dziennikarz i pisarz Andrius Tapinas pod rosyjską ambasadą w Wilnie zorganizował litewską edycję polskiej akcji „Postaw się Putinowi — jedz jabłka!” Fot. Facebook.com/andrius.tapinas

Akcja protestacyjna polskich konsumentów „Postaw się Putinowi — jedz jabłka!” (#jedzjabłka – nazwa strony akcji na portalach społecznościowych) zorganizowana w proteście przeciwko rosyjskiemu embargu na polski owoc, stała się znana na całym świecie, a w Internecie bije rekordy popularności.

Doczekała się też kontra akcji „Odkręć gaz dla Putina” (#gazputin) ze strony polskich wielbicieli Putina. Wśród jej uczestników przeważają zwolennicy nacjonalistycznych i narodowych ugrupowań, w tym też „Nowej Prawicy” europosła Janusza Korwin-Mikkego, który nie kryje swojej fascynacji Putinem i jego działaniami.
O akcji #jedzjabłka napisały, opowiedziały i pokazały już największe światowe gazety, portale, rozgłośnie radiowe i telewizje.

Dzięki temu świat dowiedział się nie tylko o rosyjskich represjach gospodarczych wobec Polski ale, miedzy innymi też o tym, że polskie jabłka są zdrowe, dobrej jakości i tanie, a Polska jest największym w świecie eksporterem tego owocu i z takimi potęgami jak USA i Chiny jest w czołówce światowych producentów jabłek. Nie można wykluczyć, że światowa na szeroką skalę, przy tym absolutnie darmowa, reklama polskich jabłek może zwiększyć ich popularność w świecie, co zdecydowanie mijałoby się z celem rosyjskiego embarga.

Jabłkowy protest przeciwko Putinowi w Polsce został poparty przez media, przedstawicieli show-biznesu, sportowców i polityków. W tych dniach na ulicach polskich miast wolontariusze rozdają przechodnim polskie jabłka. Tak samo dzielą się nimi z widzami wielkich imprez scenicznych czy sportowych na stadionach. Jabłka demonstracyjnie jedzą też politycy, a na portalach społecznościach strony akcji #jedzjabłka biją rekordy popularności wyprzedzając, w krótkim czasie rekordy takich idoli jak na przykład Justin Biber. Założona na Facebooku dopiero przed kilkoma dniami strona akcji doczekała się już ponad 42 tys. tzw. like’ów, a tysiące użytkowników tego portalu zapraszają swoich znajomych do polubienia tej strony i akcji, tudzież dzielą się z zaglądającymi na tę stronę swoimi przepisami oraz selfie z akcji jedzenia jabłek, czy też zdjęciami przygotowanych pysznych jabłeczników.

Akcja #jedzjabłka doczekała się też zagranicznych edycji. Również na Litwie, gdzie litewscy konkurenci polskich sadowników, a za nimi też litewskie media o polskich jabłkach dotąd pisały podkreślając zawsze, że w odróżnieniu od jabłek z litewskich sadów polski owoc jest naszpikowany chemią, toteż ani smaczny, ani zdrowy, więc nie warto go kupować.
Tym razem litewskie media, choć pisały o zagrożeniu eksportem polskich owoców na Litwę z powodu rosyjskiego embarga, szeroko też naświetliły polską akcję #jedzjabłka oraz litewską wersję tego protestu. Znany litewski publicysta i pisarz Andrius Tapinas zorganizował ją przed rosyjską ambasadą w Wilnie. Zebrało się tam kilkunastu młodych ludzi, którzy przed bramą placówki demonstracyjnie jedli polskie jabłka, robili sobie selfie oraz częstowali owocami przechodniów. Chcieli poczęstować też pracowników rosyjskiej ambasady, ale kołatający przed bramą placówki nikogo nie doczekali się z wewnątrz. Doczekali się natomiast policjantów uzbrojonych w broń automatyczną, co wywołało oburzenie uczestników akcji.
„Chcieliśmy tylko poczęstować jabłkami pracowników ambasady” — oburzał się potem w Internecie organizator akcji.

Organizatorom akcji za wsparcie polskich jabłek podziękował polski ambasador w Wilnie.
„Jak mówią Litwini i Polacy — prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Dziękujemy wszystkim, którzy dobrze myślą o tradycyjnej bliskiej współpracy polsko-litewskiej” — napisał na Facebooku polskiej placówki w Wilnie ambasador Jarosław Czubiński. Dodał też, że polska placówka na Litwie „wspiera dobrą polską żywność”.
Pomysłodawcy akcji — redakcja „Pulsu Biznesu” ze swoim artykułem „Postaw się Putinowi — jedz jabłka, pij cydr” w bardzo więc krótki i, co najważniejsze, skuteczny sposób osiągnęli swój cel — zwiększyli zainteresowanie polskich konsumentów rodzimym owocem, a także spopularyzowali na świecie polskie jabłka.

W odróżnieniu od Litwy, na rosyjskim rynku polskie jabłka były cenione dotąd za dobrą jakość i niską cenę    Fot. Marian Paluszkiewicz
W odróżnieniu od Litwy, na rosyjskim rynku polskie jabłka były cenione dotąd za dobrą jakość i niską cenę Fot. Marian Paluszkiewicz

Rosyjskie embargo dotyczy także polskich gruszek, wiśni, czereśni, nektaryn, śliwek i wszystkich odmian kapusty, jednak według ekspertów, polscy sadownicy najwięcej stracą właśnie na eksporcie jabłek. Z danych Ministerstwa Rolnictwa wynika, że w 2013 r. Polska wyeksportowała do Rosji ponad 800 tys. ton owoców i warzyw o wartości blisko 336 mln euro. Cały polski eksport sektora warzyw i owoców wart był ponad 1 mld euro. Resort rolnictwa szacuje, że tegoroczne straty z powodu rosyjskiego embarga mogą wynieść ok. 500 mln euro.

Ograniczenia nałożone na polskie warzywa i owoce również w samej Rosji budzą niepokój konsumentów. Embargo pomyślane jako odwet za sankcje UE nałożone na Rosję, może poważnie odbić się na rosyjskim rynku. Eksperci, z którymi rozmawiał „Moskowskij Komsomolec”, są zgodni, że z powodu wycofania polskiego importu cena jabłek na rosyjskim rynku może wzrosnąć nawet o 50 proc. Z analizy rosyjskiej gazety wynika bowiem, że tak jak Polska czy Litwa są uzależnione od dostaw rosyjskich surowców, tak też rosyjski rynek został zdominowany przez polskie warzywa i owoce.

Polska produkcja w Rosji stanowi około 55 proc. całego importu jabłek. Rosja importuje rocznie około 1,25 mln ton jabłek, przy własnej i to głównie sezonowej produkcji zaledwie 1,5 mln ton, które idą głównie na przetwory i pasze. Rosyjscy eksperci zaznaczają, że zastąpienie polskiej produkcji importem z innych krajów oznaczać będzie wzrost ceny w sklepach do końca roku co najmniej o 30 proc. a z uwzględnieniem inflacji nawet o 50 proc. Zwłaszcza, że polscy producenci dostarczali swoje jabłka po niższych cenach niż gospodarstwa rosyjskie oraz przez okrągły rok, czego rosyjscy sadownicy po prostu nie potrafią z powodu braku odpowiednich przechowalni i chłodni.

Dziennikarz i pisarz Andrius Tapinas pod rosyjską ambasadą w Wilnie zorganizował litewską edycję polskiej akcji „Postaw się Putinowi — jedz jabłka!” Fot. Facebook.com/andrius.tapinas

W odróżnieniu od Litwy, na rosyjskim rynku polskie jabłka były cenione dotąd za dobrą jakość i niską cenę    Fot. Marian Paluszkiewicz