Litwa sprzeczna z własną konstytucją

„Litwa dla Litwinów” dziś brzmi nie jako patriotyzm, lecz jako propozycja dla niektórych obywateli, by zająć niższe miejsce we własnym państwie. Jestem Polakiem na Litwie, więc bardzo dobrze słyszę, co stoi za tą formułą.

Czytaj również...

Oznacza ona prostą rzecz: niektórzy są tu gospodarzami, a innym oferuje się bycie tylko tolerowanymi rezydentami. Być może w XIX w., w czasie narodowego przebudzenia, taki język miał inną funkcję historyczną: konieczne było obudzenie samoświadomości Litwinów, przywrócenie narodowi idei państwa, mobilizacja ludzi do przetrwania.

Ale dziś nie żyjemy w XIX w. Żyjemy w Republice, w państwie prawa, gdzie obowiązuje konstytucja, a nie instynkt preferencji etnicznych.

Konstytucja mówi nie o „państwie Litwinów”, lecz o państwie Litwa. To nie jest drobiazg i nie jest tylko grą słów. Oznacza to, że państwo nie należy do żadnej grupy etnicznej, nie do większości pochodzenia i nie do tych, którzy uważają się za jego „bardziej prawdziwych” właścicieli. Należy ono do narodu jako wspólnoty politycznej.

Wszyscy obywatele Państwa Litewskiego stanowią społeczeństwo obywatelskie — wspólnotę państwową, niezależnie od pochodzenia etnicznego. Oznacza to, że Polak na Litwie, Litwin na Litwie, Rosjanin na Litwie czy Karaim na Litwie nie są osobami o różnych rangach w tym państwie. Wszyscy należą do tego samego suwerena. Wszyscy są członkami politycznymi tej samej Republiki.

Dlatego hasło „Litwa dla Litwinów” nie jest niewinnym, emocjonalnym patriotyzmem. To próba zawężenia samego suwerena, przepisania definicji gospodarza państwa i uczynienia społeczeństwa obywatelskiego klubem priorytetu etnicznego.

Taka logika jest bezpośrednio sprzeczna z artykułem 29. Konstytucji, który stanowi, że wszyscy są równi wobec prawa, sądu i instytucji państwowych, prawa człowieka nie mogą być ograniczane, a przywileje ze względu na obywatelstwo nie mogą być przyznawane. Właśnie tu tkwi prawdziwy problem tego hasła. Ono nie tylko obraża. Oferuje ono uprzywilejowaną relację z państwem w oparciu o pochodzenie. Innymi słowy, stara się ono legitymizować to, czego Konstytucja nie pozwala: że niektórzy obywatele byliby „pierwsi” nad innymi. W państwie rządzonym przez praworządność nie może istnieć hierarchia obywateli według narodowości. Jeżeli tak jest, upada nie tylko równość. Upada sama Republika.

Nie mniej ważny jest artykuł 37. Wyraźnie stwierdza, że obywatele należący do społeczności narodowych mają prawo pielęgnować swój język, kulturę i zwyczaje. Oznacza to, że społeczności etniczne na Litwie nie są jakąś tymczasową, tolerowalną anomalią. Są one konstytucyjnie uznawanym elementem rzeczywistości państwa. Nie przychylności. To nie jest hojność większości. Jest to norma konstytucyjna.

Dlatego gdy słyszę „Litwa dla Litwinów”, zasadniczo słyszę: Konstytucja — to jedno, ale rzeczywista własność państwa pomimo wszystko należy do innych. To już nie jest patriotyzm. To polityczny sygnał, że moje obywatelstwo jest uważane za mniej pełne niż czyjeś inne.

Jest jeszcze głębsza sprzeczność. Państwo wymaga ode mnie, jako od obywatela, wszystkiego: lojalności, obowiązkowości, posłuszeństwa wobec prawa, podatków i, jeśli trzeba, gotowości do jego obrony. Ale jeśli jednocześnie ono lub politycy przemawiający w jego imieniu powiedzą mi, że to państwo nie należy do mnie, lecz do kogoś innego, to obywatelstwo zostaje tylko obowiązkiem, a równa godność zostaje odebrana.

Dlatego pytanie tutaj nie dotyczy wrażliwości, nie dotyczy tego, kto „co źle zrozumiał”, ani kontekstu. Dyskryminacja obywateli nie może zależeć od kontekstu. Nie może stać się akceptowalna, bo ktoś uznaje ją za historycznie zrozumiałą, politycznie użyteczną lub emocjonalnie komfortową. Jeśli mówimy, że rządy prawa muszą zwyciężyć na Litwie, najpierw musimy odpowiedzieć na pytanie, kim są podmioty tego państwa. Jest tylko jedna odpowiedź: wszyscy jego obywatele. Wszyscy jego twórcy. Wszyscy współwłaściciele. Nie tylko większość etniczna. Nie tylko naród historyczny. Wszyscy. A jeśli zaczniemy się wahać w tym miejscu, oznacza to, że wahamy się nie w kwestii drobiazgowej, lecz przy samych fundamentach Republiki Litewskiej.

Jestem Polakiem na Litwie. Nie gościem. Nie tolerowany dodatek, lecz jeden z twórców tego państwa. Nie osobą, która dostaje tu „drugorzędne miejsce”. Jestem obywatelem tego państwa, a w Republice obywatel nie może być drugorzędny. Kiedy ktoś mówi „Litwa dla Litwinów”, nie mówi tak naprawdę o miłości do Litwy, lecz o chęci zawężenia Litwy. Sprowadzenia jej z Republiki obywatelskiej do własności etnicznej. Taka droga nie prowadzi do silniejszego państwa, lecz do mniejszej, gorszej Litwy, która stoi w sprzeczności z własną konstytucją.

Afisze

Więcej od autora

Czy AWPL-ZChR załatwi coś dla Polaków w nowym Sejmie?

Od wyborów sejmowych 2016 roku AWPL-ZChR straciła ponad 21 tysięcy głosów: w 2016 roku zdobyła 69 tys. (5,48 proc.), w 2020 — już tylko 56 tys. (4,8 proc.), a...

Tomaszewskiego rozpaczliwa walka o rosyjskie głowy

A jednak tym razem coś się zmieniło. W tegorocznych wyborach sejmowych Tomaszewski i spółka walczą o te głosy szczególnie desperacko, szczególnie rozpaczliwie. Bo też i stawka jest wysoka: kolejne przegrane wybory...

Czesław Okińczyc: „Czy Tomaszewski chce współpracować z reżymem mordującym Polaków?”

W niedzielę, 9 czerwca, lider Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin został wybrany do Parlamentu Europejskiego już na czwartą kadencję. Gratuluję prezesowi AWPL-ZChR tego sukcesu, szczególnie że takim...