Wilno – meczet – Ukraina

Mer Wilna Valdas Benkunskas jest przeciwny budowie meczetu w mieście. Polityk podkreślił, że wolność religijna w Wilnie i na Litwie istnieje, a priorytetem powinna być nie budowa nowych obiektów, tylko bardziej rygorystyczna kontrola migracji.

Wypowiedź Benkunskasa sprawia wrażenie zagrania o charakterze propagandowym. Zaostrzenie kontroli procesów migracyjnych w żaden sposób nie koliduje z budową meczetu. Według oficjalnych danych w Wilnie mieszka ok. 78 tys. obcokrajowców, z czego 80 proc. pochodzi spoza Unii Europejskiej. W większości są to uchodźcy z Ukrainy. Rośnie jednak też liczba migrantów z państw muzułmańskich – szacuje się, że jest ich już kilkanaście tysięcy. Większość z nich przyjechała na Litwę w celach zarobkowych lub edukacyjnych. Meczet, o którego budowę społeczność muzułmańska zabiega od 1994 r., wciąż nie powstał. Najbliższy znajduje się w Niemieżu i nie jest w stanie pomieścić tak dużej liczby wiernych.

Obawy przed migracją, zwłaszcza z krajów islamskich, są w dużej mierze pochodną sytuacji w Europie Zachodniej. W ciągu ostatnich dekad dochodziło tam do zamachów terrorystycznych przeprowadzanych przez islamskich radykałów. Faktem jest również, że proces integracji migrantów nie zawsze przebiegał tam bezproblemowo. Nie zmienia to jednak faktu, że brak zgody na budowę meczetu jest błędem co najmniej z dwóch powodów.

Po pierwsze, z przyczyn humanitarnych. Jeśli państwo decyduje się na przyjmowanie migrantów – a zapotrzebowanie na siłę roboczą będzie w najbliższych latach rosło – powinno zapewnić im podstawowe warunki funkcjonowania. Jednym z nich jest możliwość praktykowania religii. Po drugie, z perspektywy bezpieczeństwa. Jeśli obawiamy się radykalizacji części migrantów, bardziej racjonalne wydaje się stworzenie legalnej, monitorowanej przestrzeni kultu religijnego. W takich warunkach służby mają większe możliwości kontroli niż w sytuacji nieformalnych spotkań organizowanych w prywatnych mieszkaniach.

Słowa Benkunskasa nie padły przypadkowo; można je odczytywać jako element przygotowań do przyszłorocznej kampanii samorządowej. Mer Wilna po raz kolejny odniósł się nie tylko do kwestii meczetu, lecz także do obecności języka rosyjskiego w przestrzeni publicznej miasta. Warto zauważyć, że w tej wypowiedzi nie padło ani razu słowo „Ukraińcy”, choć nie jest tajemnicą, że wiele osób posługujących się w Wilnie językiem rosyjskim pochodzi właśnie z Ukrainy. Używanie retoryki antyimigracyjnej – nawet w różnych, pozornie niezależnych kontekstach – może prowadzić do szerszych konsekwencji społecznych. Jedną z nich może być stopniowy spadek poparcia dla Ukrainy w litewskim społeczeństwie.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński”  ” Nr 16 (45) 25/04-01/05/2026