Wszystkie te 1 860 dni Polska walczyła o Poczobuta. Państwo polskie zaangażowało w tę walkę wiele krajów wolnego świata na czele z USA i osobiście prezydentem Donaldem Trumpem. Ale to była walka nie tylko o jego uwolnienie. To też była jego, Andrzeja Poczobuta, lekcja dla Polski i Polaków. Lekcja tego, co znaczy dzisiaj, w XXI w., być Polakiem, być wolnym i godnym człowiekiem. Przez te wszystkie 1 860 dni reżim białoruskiego dyktatora próbował go złamać. On nie ugiął się pod torturami, nie uległ podchwytliwym namowom „po dobremu”, by podpisać prośbę do dyktatora o ułaskawienie, przyznając tym samym, że popełnił przestępstwo. Trwał w wierze, że to, co robił na wolności, wykonując swój obowiązek dziennikarski, społeczny i obywatelski, jest działaniem na rzecz przyszłej, wolnej Białorusi. Stał się symbolem tego, że białoruscy Polacy nie są, jak to czasami mówi Łukaszenka, „moimi Polakami”.
Andrzej Poczobut jest antypodą osobnika, o również polskich korzeniach, który w młodości używał imienia Jan, a potem stał się Iwanem. Mam na myśli generała Iwana Tertela, szefa białoruskiego KGB, który stoi na czele struktury tłumiącej wolność na Białorusi. Obydwaj już zapisali się w najnowszej historii Białorusi. Andrzej Poczobut jako bohater i kontynuator szlachetnej walki o naszą i waszą wolność, dostojny spadkobierca powstańczych zrywów narodowych XVIII i XIX stuleci, niezłomnych żołnierzy Armii Krajowej; Iwan Tertel zapamiętany będzie jako kat i sługa totalitarnego reżimu, spadkobierca carskich i stalinowskich oprawców. Walka trwa.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” ” Nr 17 (47) 30/04-08/05/2026

