Nieprzepracowana historia

Mamy nową koalicję. Nowy rząd. Nowego ministra kultury. Jeśli nic się nie zmieni, funkcję tę obejmie Lukas Alsys. Jedna z jego pierwszych wypowiedzi, jeszcze jako kandydata na ministra, dotyczyła Salomėi Nėris. To jedna z najwybitniejszych litewskich poetek. Sęk w tym, że w 1940 r. znalazła się w gronie osób, które oficjalnie „poprosiły” o przyjęcie Litwy do Związku Sowieckiego. Dla wielu do dziś pozostaje symbolem kolaboracji z reżimem sowieckim.

W ostatnim czasie w przestrzeni publicznej rozgorzała ostra dyskusja o tym, czy pomnik poetki powinien pozostać w Wilnie. „Nie jestem osobą, która może powiedzieć: przenosić czy nie przenosić. To powinien być konsensus wspólnoty i społeczeństwa” – skomentował swoje stanowisko Alsys. Jeszcze niedawno często można było usłyszeć hasło: „zostawmy historię historykom”. To piękna myśl, ale całkowicie oderwana od rzeczywistości. Nie da się zbudować wspólnej przyszłości bez przepracowania przeszłości. Najlepszym przykładem pozostaje dzisiejszy spór o UPA między Warszawą a Kijowem.

Przypadek Salomėi Nėris, choć oczywiście zupełnie inny, dotyczy w gruncie rzeczy tego samego – stosunku do własnej historii. Historia nie tylko dzieli państwa i narody. Potrafi również głęboko podzielić społeczeństwa. Zarzuty o kolaborację wobec Salomėi Nėris pojawiały się od początku odzyskania przez Litwę niepodległości, a szczególnie nasiliły się po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Widać wyraźnie, że wojna tocząca się tuż obok wpływa nie tylko na państwa bezpośrednio zaangażowane w konflikt. Sprawa Nėris najwyraźniej nigdy nie została w litewskim społeczeństwie do końca przepracowana.

Polska i Litwa mają za sobą trudną historię XX w. Mimo to już w pierwszej połowie lat 90. udało się podpisać Traktat o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy. W ciągu kolejnych 30 lat relacje polsko-litewskie przechodziły lepsze i gorsze okresy. Traktat otworzył jednak drogę do dialogu i stopniowego budowania wzajemnego zaufania. Jeden z architektów tego porozumienia, ówczesny ambasador RP na Litwie Jan Widacki, z przymrużeniem oka zauważa, że traktat jest pod pewnym względem kuriozalny. Wynikałoby z niego bowiem, że Polska i Litwa częściowo zrezygnowały z własnej suwerenności. Dokument stanowi, że stolicami obu państw są Warszawa i Wilno. Gdyby więc Polska postanowiła przenieść swoją stolicę do Poznania, a Litwa do Szawel, obydwa państwa – zgodnie z literalnym brzmieniem traktatu – musiałyby najpierw uzyskać zgodę drugiej strony.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 26 (74) 04-10/07/2026