Niewiarygodne opowieści

Znane z literatury fantastycznej powiedzenie: „wystarczająco rozwinięta technologia jest nieodróżnialna od czarów”, w realiach internetowego komentowania polityki i historii może zostać sparafrazowane jako: „wystarczająco durny umysł wszędzie zobaczy teorię spiskową”. A przyznać trzeba, że nic nie stworzyło takiej przestrzeni dla rozkwitu durnoty, jak sidła społecznościowe, zwane dla niepoznaki sieciami czy mediami społecznościowymi.

Rocznica kryminalnego paktu Ribbentrop-Mołotow jest ku temu dobrą okazją. Omamieni „mądrościami” z tiktoków samodzielni myśliciele „odkrywają”, że umowy o nieagresji z Hitlerem podpisywała Polska w 1934 r., Dania w kwietniu 1939 r. czy Łotwa i Estonia w czerwcu 1939 r. – i że niby pakt Hitler-Stalin to nic takiego, a jego krytycy kierują się wyłącznie „rusofobią”. Owszem, do czasu wywołania (wspólnie ze Stalinem) II wojny światowej umowy o nieagresji z agresywnymi sąsiadami były rzeczą dość rozpowszechnioną. Jest zasadnicza różnica – żadna z tych umów nie miała dodatkowego, tajnego protokołu, w jaki wyposażony był pakt Ribbentrop-Mołotow. A w tym tajnym protokole właśnie Stalin umawiał się z Hitlerem na wspólne rozpoczęcie wojny światowej i podział Europy na strefy wpływów. Tym się właśnie różniła ta umowa od różnych porozumień o nieagresji; i nie ma co udawać durnia, twierdząc, że było inaczej.

W 50. rocznicę zawarcia tego układu osi zła odbyła się droga bałtycka, czyli demonstracja jedności i wspólnoty losów mieszkańców Litwy, Łotwy i Estonii, żywy ludzki łańcuch łączący stolice trzech naszych krajów. 670 kilometrów trzymających się za dłonie ludzi stało się symbolem przemian, które doprowadziły do upadku więzienia narodów, jakim był Związek Sowiecki. Ale i tu okazję do wypowiedzi znajdują internetowi mędrcy, mający zdanie na każdy temat. Ci, którzy nie pamiętają, co jedli na śniadanie, opowiadają za to, jak z całą pewnością pamiętają, że w bałtyckim łańcuchu nie było ani jednego Polaka. A ci, którzy w ciągu dnia nie przechodzą nawet kilometra, uporczywie wszystkim tłumaczą, że niemożliwe jest, żeby było tych kilometrów tak dużo, że to fotomontaż i spisek „wiadomo kogo”.

Prawdziwych świadków i uczestników tych wydarzeń z roku na rok ubywa. A więc coraz łatwiej jest tiktokowym zombiem wynurzać się ze swoimi „przemyśleniami”, dziwnym trafem identycznymi z przekazem dezinformacji pewnego państwa.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 33 (95) 22-28/08/2026