Groźna granica na Olzie

Nie ma co owijać w bawełnę – wrogie państwa i instytucje nierzadko uciekają się do działań agresywnych, ale niewywołujących bezpośrednio wojny. Nazywa się je „działaniami niekinetycznymi” albo „działaniami poniżej progu wojny”, zaś skłonni do egzaltacji dziennikarze nazywają wszystko „wojną hybrydową”.

Chodzi o działania faktycznie wojenne, ale które trudno jest przypisać konkretnemu państwu i które nie wywołują automatycznie reakcji zbrojnej. Towarzyszy takim działaniom zawsze bardzo dużo niepewności. Mogą to być działania fizyczne, jak: podpalenia sortowni śmieci albo zakłócające pracę wileńskiego lotniska balony. Powodują straty, wywołują dużo złych emocji – ale do kogo mieć pretensje? Są też działania informacyjne: mogą to być informacje wprowadzające w błąd (ang. misinformation), dezinformujące (and. disinformation) lub wiele innych. Między wymienionymi różnica jest taka, że pierwsze po prostu są oszukańcze, zaś drugie powodują, że ludzie w ogóle przestają się orientować, co jest prawdziwe, a co nie.

Takie działania informacyjne ostatnio miały miejsce na pograniczu polsko-czeskim, na zamieszkiwanej przez Polaków części Śląska Cieszyńskiego, która leży w granicach Republiki Czeskiej. Operacja informacyjna była dobrze przygotowana: najpierw na przejętej przez hakerów stronie instytucji dyplomatycznej pojawiły treści sugerujące, że jeden z sąsiadujących ze sobą krajów, członków UE i NATO, domaga się od sąsiedniego państwa części jego terytorium. Chwilę później tę wieść w mediach społecznościowych rozniosły fałszywe konta, podszywające się pod lokalnych polityków i „zatroskanych mieszkańców”, wprowadzając do obiegu określone zlepki wyrazów, pozwalające nakręcić histerię.

W końcu zaczęło się nawoływanie do przyjścia na „wiec protestu” – czyli przeniesienie internetowej fałszywki do świata rzeczywistego. Tam już mogliby się pojawić także prawdziwi mieszkańcy, może nawet z prawdziwymi transparentami, którym zrobiono by prawdziwe zdjęcia – i konflikt o granicę mógłby zaistnieć naprawdę, a nie tylko w internecie.

Służby obydwu państw tematem się zajmują, fałszywe profile zostały pousuwane, ale co najmniej dwie grupy zawodowe nie zdały egzaminu: dziennikarze, rozdmuchujący sensację i zbierający „kliknięcia” kosztem stabilności społecznej, oraz politycy, którzy zaczęli się prześcigać w komunikatach i generowanych przez SI obrazkach. Bezpieczeństwo informacyjne nie tak powinno wyglądać…


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 34 (98) 29/08-04/09/2026