Krystyna Juckiewicz: Jak zrodziła się pasja do muzyki organowej i jak trafił kleryk do posługi przy ołtarzu jako organista?
Waldemar Dudoit: Pasja do muzyki organowej i liturgicznej towarzyszyła mi od najmłodszych lat. Moja mama śpiewała w parafialnym chórze, dlatego od dzieciństwa byłem otoczony muzyką i pieśnią liturgiczną. W każdą niedzielę razem z mamą uczestniczyłem we mszy świętej i śpiewałem w parafialnym chórze.
Po ukończeniu szkoły podstawowej w Suderwie rozpocząłem naukę w Gimnazjum im. Władysława Syrokomli w Wilnie. Codzienne dojazdy do szkoły ze wsi wzbudziły chęć większego zaangażowania w życie parafialne, też jakiegoś zarobku na własne potrzeby – zacząłem szukać możliwości posługi w jednej z wileńskich parafii.
W tym czasie powstała nowa Parafia św. Jana Pawła II w Wilnie. Z własnej inicjatywy napisałem do parafii z pytaniem, czy potrzebują organisty. Zostałem bardzo serdecznie przyjęty. W Środę Popielcową odbyłem rozmowę, a już w czwartek zagrałem na swojej pierwszej mszy świętej.
Po pewnym czasie do naszej parafii w Suderwie zostali skierowani nowi księża i pojawiła się potrzeba rozpoczęcia posługi organisty również w tamtejszym Kościele pw. Trójcy Świętej. Spędziłem tam pięknych siedem lat: siedem lat wspólnego śpiewu, muzyki i głoszenia pięknego Słowa Bożego. Ponadto pięć lat pięknej pracy w parafii w Szyłanach.
Chciałbym podkreślić, że moje pierwsze miejsce posługi w Wilnie wynikało z mojej własnej inicjatywy. Natomiast późniejsza posługa w Suderwie była również odpowiedzią na potrzebę parafii i zachętę ze strony miejscowych proboszczów. W obu przypadkach była to dla mnie piękna droga, która pozwalała mi coraz głębiej przeżywać liturgię i służyć Bogu oraz wspólnocie Kościoła.
Dobór repertuaru, przygotowania do liturgii i wreszcie sama służba „na chórze” daje specyficzną perspektywę – widzi się całą liturgię i zgromadzonych ludzi z góry. Ile jest w tym artystycznego, a ile duchowego przekazu?
Praca organisty to nie tylko przyjście na mszę świętą, zajęcie miejsca przy organach, granie i śpiewanie. To również dni przygotowań, próby, dobór repertuaru, a przede wszystkim głębsze wnikanie w liturgię i zrozumienie tego, co w danym dniu jest najważniejsze.
Każda pieśń liturgiczna ma bardzo głęboki sens. Poprzez śpiew i muzykę liturgiczną przemawia do nas Słowo Boże, a my możemy jeszcze głębiej przeżywać tajemnice wiary. Siedzenie na chórze daje specyficzną perspektywę – widzi się całą liturgię i zgromadzonych wiernych.
Warto jednak podkreślić, że organista i członkowie chóru parafialnego to nie są po prostu osoby, które śpiewają. To osoby, które towarzyszą wspólnocie w modlitwie.

Czy z czasem głoszenie Słowa i akcja liturgiczna zaczęły Alumna pociągać bardziej niż samo piękno muzyki? Czy praca organisty była dla kleryka formą ucieczki przed powołaniem, czy wręcz przeciwnie – naturalnym etapem przygotowania do seminarium?
Praca organisty nie była dla mnie formą ucieczki przed powołaniem. Był to czas dany mi na głębsze skupienie się nad swoim powołaniem i lepsze jego rozeznanie. Uważam, że była to naturalna droga przygotowania do seminarium.
Po ukończeniu szkoły dałem sobie pięć lat na dalsze rozeznawanie swojej drogi. Był to czas naprawdę aktywnego życia, pełnego różnych doświadczeń, spotkań i możliwości. Jednak wszystkie wygody, przyjemności i modne sprawy współczesnego świata nie uciszyły tego głosu. Nadal dostrzegałem w swoim sercu pragnienie służby Bogu i coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że jest to droga, którą powinienem podążać.
Jak na decyzję o wstąpieniu do seminarium zareagowali parafianie oraz proboszcz, z którymi Alumn współpracował?
Wzrastałem w przepięknej parafii w Szyłanach, a przez dłuższy czas posługiwałem również jako organista w równie pięknej parafii w Suderwie. Były to dla mnie wyjątkowe miejsca – wspólnoty, w których mogłem być sobą, znaleźć chwilę dla siebie i przede wszystkim czas na spotkanie z Panem Bogiem. Te wspólnoty tworzą wspaniali ludzie, a prowadzą je wspaniali proboszczowie. Nie znamy dróg Pana Boga i często sami próbujemy je zrozumieć i rozeznawać. Tym bardziej cieszę się, że na tej drodze spotkałem tak wiele osób, które mnie wspierały.
Moi proboszczowie bardzo mocno poparli moją decyzję o wstąpieniu do seminarium. Otrzymałem od nich wiele słów odwagi, otuchy i konkretnej pomocy. To wsparcie było dla mnie niezwykle ważne.
Rok propedeutyczny (zerowy) to czas wyciszenia, często bez intensywnej nauki akademickiej, za to z określonym kierunkiem formacji, ograniczeniem internetu i telefonu. Jak osoba przyzwyczajona do ciągłego dźwięku i dynamiki życia parafialnego odnalazła się w tej radykalnej ciszy i nowych praktykach?
Rok propedeutyczny ma swój określony rytm. Mamy trzy wykłady każdego dnia, z wyjątkiem czwartku, ale oprócz tego podejmujemy również wiele innych zajęć i praktyk społecznych. Odwiedzamy domy osób z niepełnosprawnościami, dzienny oddział, świetlice dla dzieci czy domy seniora. Jest to więc czas bardzo aktywny, ale jednocześnie inny niż wcześniejsze życie parafialne.
Szczególnym momentem jest wieczorne silentium sacrum. Po jego rozpoczęciu odkładamy telefony i zachowujemy ciszę. Jest to czas na modlitwę osobistą, czytanie Pisma Świętego, lekturę książek, przygotowanie się do snu i osobiste spotkanie z Panem Bogiem.
W tej ciszy człowiek może naprawdę odnaleźć samego siebie. Uczy się zatrzymania, słuchania i dostrzegania tego, co często ginie w codziennym pośpiechu. Myślę, że jest to bardzo ważna lekcja – aby w swoim życiu umieć znaleźć czas na wyciszenie, bo właśnie wtedy łatwiej usłyszeć to, co Pan Bóg chce nam powiedzieć.
Rok propedeutyczny ma na celu budowanie fundamentów ludzkich i duchowych oraz integrację wspólnoty. W jaki sposób ten czas pomógł Alumnowi zweryfikować intencje, z którymi Alumn przyszedł?
Przede wszystkim jestem bardzo zadowolony ze swoich współbraci, z którymi rozpocząłem drogę formacji w seminarium. Tworzymy wspaniały, pełen inicjatywy kurs. Myślę, że jest to bardzo ważne, ponieważ do seminarium każdy z nas przychodzi z wieloma pytaniami, na które nie zawsze od razu zna odpowiedź. Z czasem, poprzez formację, modlitwę, studia i wspólne życie, zaczynamy te odpowiedzi odnajdywać.
Przychodzę do seminarium z pragnieniem służby Bogu. Rok propedeutyczny pokazuje mi, czy to pragnienie jest trwałe również wtedy, kiedy nie ma tego, co znam ze swojej własnej parafii. Tutaj uczę się, że najważniejszy jest Chrystus. Kapłaństwo to także modlitwa, życie we wspólnocie, praca nad sobą i przede wszystkim służba drugiemu człowiekowi. Ten czas pomaga mi jeszcze głębiej spojrzeć na swoje powołanie i umacnia pragnienie, z którym rozpocząłem tę drogę.
W seminarium muzyka jest bardzo ważna, ale z organisty stał się Alumn jednym z wielu śpiewających w chórze kleryckim. Czy trudno było schować swoje muzyczne ego i stać się częścią zespołu?
Muzyka w liturgii stanowi bardzo ważną część życia seminaryjnego. Warto jednak zaznaczyć, że w seminarium nie zostawiłem całkowicie posługi organisty i nie stałem się jedynie częścią chóru kleryckiego.
Nadal pełnię posługę organisty – gram podczas mszy świętych i uczestniczę w śpiewie. Jednocześnie staramy się wszystko robić wspólnie. Chociaż gram na organach i czasami pomagam w przygotowaniu repertuaru, staram się dobierać go w taki sposób, aby każdy mógł włączyć się w śpiew liturgiczny. Najważniejsze nie jest to, kto gra czy kto prowadzi śpiew, ale to, aby cała wspólnota mogła razem uczestniczyć w liturgii i modlitwie.
W jaki sposób dotychczasowa wrażliwość artystyczna pomaga Panu w formacji seminaryjnej i w przeżywaniu codziennej liturgii?
Przede wszystkim jestem bardzo wdzięczny swoim rodzicom, że w odpowiednim czasie posłali mnie do szkoły muzycznej. Dzięki temu nauczyłem się gry na instrumentach i dziś mogę wykorzystywać te umiejętności również w służbie przy ołtarzu – zarówno podczas mszy świętych w seminarium, jak i podczas wyjazdów do innych parafii.
W seminarium mamy również wieczory modlitewne, podczas których wspólnie śpiewamy. W naszym planie dnia znajduje się także godzina śpiewu, choć nie jest to śpiew liturgiczny. Każdy może włączyć się na swój sposób: zagrać na gitarze, pianinie czy akordeonie albo po prostu podzielić się znajomością piosenek i repertuaru. Moim zdaniem jest to ogromnym plusem, ponieważ oprócz modlitwy i codziennych obowiązków mamy również przestrzeń na rozwijanie swoich talentów, wspólne spędzanie czasu i zwyczajną radość.
Czy uważa Alumn, że doświadczenie bliskiej współpracy z duchownymi z pozycji świeckiego pracownika parafii daje lepszy, bardziej realistyczny obraz kapłaństwa?
Posługa w parafii i bliska współpraca z księżmi dawały mi możliwość lepszego poznania Kościoła od wewnątrz. Na co dzień widziałem realny obraz życia księży – jak dużo mają obowiązków, z jakimi wyzwaniami się spotykają i jak bardzo są potrzebni wśród ludzi.
Jestem również wdzięczny księżom, z którymi współpracowałem, że dzielili się ze mną swoim doświadczeniem życiowym i kapłańskim. Dzięki temu mogłem zobaczyć kapłaństwo nie tylko od strony liturgii czy oficjalnej posługi, ale także od strony codziennego życia, odpowiedzialności i służby drugiemu człowiekowi.
Kim dla kleryka jest dzisiaj Jezus?
Dzisiaj Jezus jest dla mnie przede wszystkim Osobą, a nie tylko Tym, o którym śpiewam czy gram podczas liturgii. Od najmłodszych lat poznawałem Go poprzez liturgię, muzykę, śpiew i modlitwę. To właśnie poprzez te doświadczenia uczyłem się, że Jezus jest obecny w życiu człowieka. Z czasem jednak coraz bardziej rozumiałem, że nie chodzi tylko o to, aby pięknie śpiewać o Chrystusie czy pięknie grać podczas liturgii, ale przede wszystkim o to, aby samemu żyć blisko Niego.
Muzyka zawsze była i nadal jest dla mnie bardzo ważnym sposobem modlitwy i służby, ale dziś wiem, że muzyka jest środkiem, a nie celem. Najważniejszy jest Chrystus. To dla Niego śpiewamy, gramy, modlimy się i gromadzimy się przy ołtarzu, stąd moja droga organisty była dla mnie nie tylko rozwijaniem talentu, ale również drogą coraz głębszego poznawania Boga.
Dzisiaj, będąc w seminarium, jeszcze mocniej odkrywam, że Jezus zaprasza człowieka do czegoś więcej. Powołanie nie polega tylko na wykonywaniu określonych zadań czy pełnieniu posługi. To jest decyzja, aby całe swoje życie oddać Chrystusowi i pozwolić Mu prowadzić siebie tam, gdzie On chce.

Co powiedziałby Alumn młodemu organiście, który dzisiaj gra do mszy świętej i czuje w sercu niepokój, zastanawiając się, czy Bóg nie wzywa go do czegoś więcej?
Przede wszystkim powiedziałbym: daj sobie czas i daj sobie ciszę, aby Pan Bóg mógł działać w twoim życiu. Często jesteśmy bardzo zabiegani, żyjemy w ciągłym pośpiechu i mamy wokół siebie tak wiele różnych propozycji. Współczesny świat oferuje nam wiele rzeczy, które wydają się wygodniejsze, lepsze, prostsze i łatwiejsze. Czasami przez ten cały hałas trudno jest usłyszeć to, co naprawdę dzieje się w naszym sercu.
Warto się zatrzymać. Warto wsłuchać się w siebie, ale przede wszystkim warto wsłuchać się w głos Boga. Nie trzeba od razu podejmować wszystkich decyzji. Czasami potrzebujemy po prostu chwili ciszy, modlitwy i spokojnego rozeznania.
Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 37 (107) 19-25/09/2026







