Krystyna Juckiewicz: Jakie jest główne przesłanie św. Franciszka dla dzisiejszego zabieganego człowieka?
Ks. Juozapas M. Žukauskas OFM: Samo powołanie Franciszka nastąpiło 800 lat temu i było bardzo podobne do rzeczywistości, w której obecnie żyjemy. Stary porządek świata zaczął się rozpadać, a w społeczeństwie pojawiła się nowa klasa – kupcy, politycy, a nawet zwykli ludzie dostrzegli szansę na osiągnięcie nowego poziomu i wzbogacenie się. Cały świat zaczął intensywnie pędzić we wszystkich kierunkach, a Franciszek nie był wyjątkiem – jako syn kupca również dostrzegał mnóstwo możliwości, by wziąć udział w wojnach krzyżowych z sąsiednim miastem, kierując się chciwością i szansą na zysk, ale w końcu sam Bóg zadał mu pytanie: „Komu chcesz służyć – panu czy słudze?”.
I Franciszek zrozumiał, że wszystko, czym jest Pan, to Bóg; i że służąc Bogu, odnajdzie spokój i pokój w swoim sercu – co zaczął głosić i nauczać. Porzucił więc ambicje podboju innych miast i świata, pragnął natomiast odnaleźć spokój i pokój. Stał się nosicielem tego pokoju wśród swoich, w swoim mieście, a w końcu na całym świecie.
W jaki sposób duchowość franciszkańska może pomóc w rozwiązywaniu kryzysów współczesnego świata?
Franciszek zawsze głosił wdzięczność, podczas gdy we współczesnym świecie widzimy brak wdzięczności i rywalizację. Rywalizację, która mówi: „Masz jeszcze za mało, inny ma więcej niż ty, musisz się postarać”. Filozofia Franciszka brzmi następująco: ciesz się tym, co masz. Dziękuj Bogu za każdy dzień. Dziękuj za swoją rodzinę, za swój dom, za swoją pracę. A kiedy zaczynamy dziękować, odnajdujemy radość w tym, co mamy, ponieważ to wszystko napełnia nas świadomością, że Bóg troszczy się o nas, że jesteśmy razem.
Jakie osobiste akcenty Franciszka jako duszpasterz chciałby Ksiądz podkreślić w tym roku jubileuszowym?
W historii życia świętego jest mi bliski taki moment, kiedy Franciszek idzie przez wzgórze w Asyżu i płacząc, mówi: „Miłość nie jest kochana! Miłość nie jest kochana! Jakże ludzie mogą się kochać nawzajem, jeśli nie kochają Miłości?”.
Wydaje mi się, że jest to częsty moment w naszym życiu, w którym nie potrafimy już docenić tych, którzy nas kochają, nie potrafimy docenić tych, którzy nas wspierają – nie mówiąc już o miłości Boga, ale także po prostu o miłości bliskich nam ludzi.
Dzieci nie dostrzegają już, jak kochają je rodzice, w rodzinach nie rozumie się już, jak kochają się nawzajem i jaka to radość być kochanym. To przesłanie najbardziej istotne, szczególnie na nasze czasy.
Święty Franciszek jest patronem ekologii – czy w kościele bernardynów często przypomina się o szacunku dla natury?
Od wielu lat głosimy troskę o stworzenie, o człowieka poprzez to stworzenie i są takie rzeczy, które stają się normą, o nich mówimy nieustannie. U nas robi się to już od dziesięcioleci, kiedy jeszcze nikt inny tego nie robił. Zbierane są datki, świeccy franciszkanie organizują fundusze i organizują akcje kopania studni i nawadniania w Afryce. W ten sposób przypominamy sobie nawzajem o powierzonym nam przez Boga zobowiązaniu troski o świat.
Jak ten rok zmienia codzienność i nabożeństwa samych wspólnot bernardynów?
Rok Franciszka sprawił, że zaprosiliśmy do wspólnego świętowania jako rodzina franciszkańska braci konwentualnych, klaryski oraz franciszkanów świeckich. To właśnie ta radość, że wszyscy razem organizują różne działania.
W Kretyndze odbyło się wielkie świętowanie jubileuszu Franciszka. Poczuliśmy się wielką rodziną franciszkańską – bez względu na narodowość, Polacy i Litwini, wszyscy świętowaliśmy razem.
4 października, z okazji wyjątkowego święta św. Franciszka, organizujemy uroczystość dla dzieci, seniorów i rodzin. Pojawił się paszport pielgrzyma, który wydała cała rodzina franciszkańska – to bardzo piękna inicjatywa.
W jaki sposób młodzież i rodziny są zaangażowane w obchody Roku św. Franciszka?
Nasi franciszkańscy świeccy tercjarze angażują się w działania, rodziny z naszej parafii komponują pieśni, a młodzież planuje wydarzenia. To właśnie od nich pochodzą dobre pomysły. Z ich inicjatywy odbywają się m.in. obozy parafialne.
Nasza wspólnota to młoda parafia, założona 30 lat temu, i oczywiście jest to normalne, że ludzie od dawna uczęszczają do swoich dawnych parafii. Do nas dołączyło sporo osób, które przyjechały na stale do Wilna. Są to głównie młode rodziny, a starszych rodzin mamy bardzo niewiele. Działają tu grupy modlitewne, grupy studiujące dzieła Pisma Świętego. Mamy ponad 40 różnorodnych grup, które działają samodzielnie.

Wiele dobrych pomysłów pochodzi z kongregacji świeckich Trzeciego Zakonu św. Franciszka – czym wyróżnia się ta wspólnota?
Od czasów Franciszka to całkowita nowość, zupełnie inny wymiar. 800 lat temu byli tylko zakonnicy, a potem pojawili się również świeccy. Franciszek, tworząc tę wspólnotę, powiedział: będą świeccy, którzy będą żyć zgodnie z duchowością zakonną. Franciszek był tak popularny, że mnóstwo ludzi, którzy mieszkali w rodzinach, mówiło: „Chcemy opuścić rodziny i wstąpić do klasztoru”. Święty z Asyżu odnalazł drogę również dla nich. Bycie członkiem rodziny to coś wspaniałego.
Świeccy to ludzie, którzy żyją w rodzinach, ale przepełnieni są duchowością Franciszka – taką prostotą, skromnością, wdzięcznością, troską o siebie nawzajem – ale żyją życiem, w którym poświęcają się tej czy innej duchowości. Kościół docenił to, uznając je za trzecią instancję zachowującą prawa zakonne. Przypomnę, że w Kościele istnieją instytuty duchowne, zgromadzenia, a prawo zakonne stanowi najwyższy status.
Co dla Księdza osobiście oznaczało tworzenie wspólnoty w tym roku jubileuszowym?
Wspólnota to radość płynąca ze spotkań z nowymi ludźmi. Mamy już swoją wspólnotę, której członkowie traktują Kościół jak swój dom, ale pozostaje jeszcze jedno zadanie: sprawić, by pozostali otworzyli się, zaangażowali się we wspólnotę. Kiedy nowi członkowie nie mają odwagi dołączyć, to z naszej strony dostrzeżenie jej i zachęcenie do działania tutaj jest największym wyzwaniem.
Która cecha lub historia św. Franciszka inspiruje Księdza najbardziej?
Franciszek był bardzo szlachetny. Dzisiaj moglibyśmy go opisać jako rycerza. Największą uwagę poświęcał żebrakom, traktując ich jak królów. Mówił uprzejmie, zwracał się do nich z szacunkiem i emanował tym niezawodnym dobrym nastrojem, szczególnie w trudzie, nawet gdy pod koniec życia zmagał się z chorobami fizycznymi i bólem. Nigdy nie przestał być radosny, pocieszać innych i okazywać im troskę.
Jakie największe wyzwanie dostrzegamy, starając się przenieść franciszkańską prostotę do współczesnego życia kościelnego?
Ta prostota zawsze wiąże się z wyzwaniem, gdy coś robimy i zastanawiamy się, czy nie będzie to zbyt luksusowe. Chcemy dać Kościołowi to, co najlepsze, ale z drugiej strony – zachować tę skromność. Ta prostota zawsze wiąże się z pewnym dylematem: czy to, co robimy i o czym myślimy, nie będzie zbyt wystawne. Tak jak w przypadku ołtarzy w naszym kościele – kiedy wiele lat temu podejmowaliśmy decyzję, jakie powinny być. Nie marmurowe, kamienne, ale drewniane. Te drewniane ołtarze były niesamowicie piękne. Być może pod względem ceny nie ustępowały kamiennym, ale ta prostota materiału, to przystępne ciepło – wydaje mi się, że właśnie o to chodzi, aby ludzie nie przesadzali z jakimiś technologiami, nie przesadzali z luksusem.
Robić wszystko prosto, skromnie, ale nieskończenie pięknie, aby było miło i aby widać było ten szacunek dla Boga i liturgii. To już jest sztuka wyczucia.

Jakie życzenia miałby Ksiądz dla każdego z nas, czytelników, wierzących, poszukujących czy wątpiących, na przeżycie tego wyjątkowego roku?
Wdzięczność. Po prostu spróbujcie każdego wieczoru pomyśleć o tym, co pięknego się wydarzyło, i podziękować za to Bogu, a dzięki wdzięczności docenicie Pana, który dał wam ten dar. W końcu zgromadźcie się razem z rodziną przy stole i cieszcie się tym, co macie (zamiast narzekać, że tego nie mam, tamtego nie mam). Mam rodzinę, mam dom, mam jedzenie na stole – i to wystarczy. Dziękujcie, cieszcie się, a na pewno znajdziecie radość i spokój.
Pozdrowienie Franciszka „Pokój i dobro” brzmi dziś wyjątkowo aktualnie. W jaki sposób ten rok może pomóc w budowaniu pokoju w naszym społeczeństwie i w naszych sercach?
Wszystko, co dzieje się wokół nas, po raz kolejny przypomina nam, że w warunkach wojny nie ma ani dobra, ani troski. Oczywiście zdarzają się wielkie czyny, wielkie ofiary miłości wobec siebie nawzajem, wspólna troska. To jest już wyższy stopień, by nastąpiło dobro, aby był spokój, potrzebny jest pokój. Chrońmy i pielęgnujmy pokój nie tylko między narodami, ale także w naszych rodzinach, między ludźmi, a w końcu w naszych własnych sercach. Zachowując ten pokój i spokój, będziemy mogli być dobrzy również dla innych.
Przypomnijmy sobie modlitwę Franciszka, którą wypowiedział tuż przed śmiercią, gdy otrzymał dar stygmatów: „Boże, pomóż mi odczuć całą miłość, jaką miałeś dla ludzi, zgadzając się cierpieć za nich i jak wielki był ten ból, który z miłości do nas znosiłeś”. Prosił o zjednoczenie z Chrystusem.
Kiedy w moim życiu spotykam się z trudnymi sytuacjami, kiedy wydaje się, że trudno jest nie tylko kochać, ale i zbliżyć się do drugiej osoby, wówczas modlę się: „Proszę Cię, Boże, daj mi taką miłość do tych ludzi, jaką Ty miałeś, gdy zgodziłeś się umrzeć za nas na krzyżu”.
Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 36 (104) 12-18/09/2026







