Tyle że wakacje się skończyły i życie wraca na swoje utarte tory, a w tych coraz więcej kolein. 25 sierpnia John Ratcliffe, dyrektor CIA, niespodziewanie udał się do Moskwy. Na Kremlu rozmawiał z szefem Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji Siergiejem Naryszkinem i szefem Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandrem Bortnikowem. Media zatrzęsły się od plotek, przecieków i domniemań na temat powodów wizyty. Tym bardziej że Kreml, co nas akurat nie dziwi, wydarzeniu w ogóle zaprzeczał. Dopiero po jakimś czasie Dmitrij Pieskow, rzecznik prasowy Władimira Putina, rzucił lapidarnie, że „spotkanie dotyczyło kontaktów między służbami bezpieczeństwa”.
„Wall Street Journal” napisał, że Ratcliffe poleciał do Moskwy ostrzec Rosję przed ewentualną próbą ataku na państwa NATO. Według Politico ostrzeżenie dotyczyło państw bałtyckich. Zdaniem „New York Timesa” rozmowy miały skłonić Kreml do zakończenia wojny w Ukrainie. Portal Axios poinformował, że Ratcliffe miał w tym celu zaproponować w Moskwie trójstronne spotkanie prezydentów Donalda Trumpa, Władimira Putina i Wołodymyra Zełenskiego oraz ustalić, czy szefowie rosyjskich służb wywiadowczych mogliby przekonać Putina do wznowienia negocjacji z Ukrainą przy wsparciu USA, co wcześniej strona rosyjska odrzucała.
Ukraińcy optymistami nie są. Powołując się na swoje źródła wywiadowcze, donoszą, że Putin o żadnym końcu wojny nie myśli, wręcz przeciwnie, zamierza ją poważnie eskalować i właśnie szykuje wielką mobilizację. Podobny przekaz płynie od najważniejszych przedstawicieli polskiego rządu. Radosław Sikorski, szef resortu dyplomacji, napisał, że „powinniśmy przyspieszyć przygotowania obronne”. Premier Donald Tusk: „Najbliższe pół roku będzie rozstrzygające i musimy być przygotowani jako Polska i NATO na różne scenariusze. Nie możemy wykluczyć prowokacji ze strony Rosji wobec któregoś z członków NATO”.
Wszystko to optymizmem bynajmniej nie napawa, a przecież to dopiero początek nowego sezonu. Tyle że – choć chyba niektórzy tak na to patrzą – nie mówimy o kolejnym tasiemcowym serialu, tylko o otaczającej nas twardej rzeczywistości. Co nam w tej sytuacji pozostaje? Robić porządnie swoje, ufać, wierzyć, mieć nadzieję i starać się nie zwariować. Może jakoś uda się dotrwać do kolejnych wakacji.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 35 (101) 05-11/09/2026

