Jarosław Tomczyk: Minionej niedzieli w wyborach do parlamentu Saksonii-Anhalt skrajnie prawicowa partia AfD (Alternatywa dla Niemiec) uzyskała rekordowo wysoki wynik – 43,8 proc., a rządząca dotąd CDU rekordowo niski – 17,2 proc. Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy?
Łukasz Jasiński: Zbiegło się ich kilka. Niektóre są związane z sytuacją w tym konkretnym landzie, inne z polityką na szczeblu federalnym. Saksonia-Anhalt to dość niewielki, około dwumilionowy kraj związkowy na terenie dawnej NRD, który starzeje się demograficznie i silnie wyludnia. Od zjednoczenia Niemiec wyjechało z niego prawie milion mieszkańców. Stopa bezrobocia też jest tam nieco wyższa niż średnia federalna. To wszystko rodzi poczucie zapomnienia przez rząd federalny, a do tego CDU, czyli centroprawica, choć w różnych koalicjach, rządziła tam przez 20 lat. Nastąpiło naturalne zmęczenie materiału. Pośrednio to też żółta kartka dla rządów kanclerza RFN Friedricha Merza i politycznych elit.
AfD przeprowadziła bardzo profesjonalną, pomysłową, dynamiczną kampanię wyborczą. Jej kandydat na premiera Ulrich Siegmund prowadził ją w iście amerykańskim stylu i mimo że partia ma dużo bardzo radykalnych haseł, to prezentował on twarz młodego, uśmiechniętego człowieka, niosącego nadzieję nowego otwarcia.
To zadziałało. AfD udało się zmobilizować 170 tys. głosów ludzi wcześniej w wyborach niegłosujących. Frekwencja była bardzo wysoka, prawie 80 proc., to wszystko daje AfD mandat do ubiegania się o stworzenie rządu.
By móc zrobić to samodzielnie, Alternatywie zabrakło trzech mandatów, konieczna będzie zatem koalicja. Z kim?
AfD ma w tym momencie dwa scenariusze. Pierwszy to porozumienie z mającym pięć mandatów Sojuszem Sahry Wagenknecht (BSW) – ugrupowaniem lewicowym, populistycznym, też antyimigranckim i prorosyjskim – ale bez zawierania formalnej koalicji, bo liderka Sojuszu nie chce formalizować tego układu. Można jednak utworzyć rząd mniejszościowy z poparciem tych głosów przynajmniej w części spraw.
Druga droga to przekonanie do cichego popierania kilku deputowanych CDU z prawego skrzydła, bardziej konserwatywnego w tym landzie niż na szczeblu federalnym; wykorzystanie złości, jaka panuje w tym ugrupowaniu po przegranych wyborach.
Oczywiście możliwy jest też pat prowadzący do przedterminowych wyborów, w których – jak się domyślam – AfD mogłoby jeszcze zyskać, bo wynik wyborów, skala zwycięstwa jest jasna. Mieszkańcy Saksonii-Anhalt chcą rządów Alternatywy dla Niemiec.
Czego można się po nich spodziewać?
W kampanii AfD przygotowała zestaw bardzo radykalnych haseł, związanych np. z zawieszeniem prawa do azylu, masowymi deportacjami emigrantów od pierwszego dnia po objęciu władzy, w połączeniu z pakietem obietnic socjalnych, takich jak preferencyjne kredyty mieszkaniowe czy dodatkowe świadczenia dla rodzin z dziećmi. Niektóre z obietnic znacznie wykraczały poza kompetencje rządu landowego, jak choćby postulat powrotu do dialogu z Rosją i importu rosyjskiego gazu.
Nie mając większości bezwzględnej, AfD samodzielnie rządzić nie będzie, części z postulatów nie uda się jej zrealizować. To, co jest prawdopodobne, to przejmowanie różnych instytucji, aby obsadzić je swoimi ludźmi bądź zlikwidować. Rząd może np. wypowiedzieć umowę współfinansowania lokalnego nadawcy publicznego MDR, bo AfD uważa, że media publiczne w Niemczech manipulują opinią publiczną i są przeciwko nim.
Można się spodziewać ostrego zwrotu światopoglądowo-kulturowego (np. zakazu stosowania feminatywów w urzędach, wieszania tęczowych flag w szkołach) i tego, co akurat faktycznie niebezpieczne, czyli ingerencji w system edukacyjny. Na przykład tworzenia osobnych klas dla dzieci migrantów lub dzieci niepełnosprawnych, a w edukacji historycznej – skupiania się bardziej na jasnych momentach z historii Niemiec i odwrotu od opowiadania o dyktaturze nazistowskiej, III Rzeszy i zbrodniach niemieckich w czasie wojny.
Co może z takich rządów wyniknąć?
Podejrzewam, że w dużej mierze chaos, także prawny. Najbardziej kontrowersyjne decyzje będą zapewne zaskarżane, sądy mogą je blokować, można się spodziewać protestów społecznych. W dodatku zrealizowanie obietnic ekonomicznych jest także mało realne. Według obliczeń ekonomistów doprowadziłoby to do ogromnej dziury budżetowej, a do tego można zakładać, że zachodnie landy, które nadal finansują te wschodnie, będą się zastanawiać, na ile dalej można wspierać Saksonię-Anhalt. To będzie test dla niemieckiego federalizmu.
Demokratyczni optymiści chcą wierzyć, że rządy AfD na tyle dadzą się ludziom we znaki, że za trzy lata pozwoli to zatrzymać ich marsz po władzę federalną.
To będzie swoiste laboratorium. Każdy krok ewentualnego rządu AfD będzie uważnie obserwowany. Gdyby faktycznie ich rządy doprowadziły do katastrofy i chaosu, pozostałe partie miałyby argument, że AfD nie może już mówić, że jest spoza układu i nie rządzi, bo robi to, tyle że nieskutecznie.
Wydaje mi się, że główną lekcją z tego, co się stało, jest to, że AfD się mocno sprofesjonalizowała i potrafi prowadzić znakomite kampanie radykalnego programu optymistycznie i przyjaźnie opakowanego. Ponadto strategia powtarzania – słusznie – że to partia ekstremistów, straszenie nią, nie działa, a może nawet tej partii pomaga. Chcąc skutecznie z nią rywalizować, partie demokratyczne muszą to robić na argumenty.
Jakie mogą być skutki geopolityczne?
Tu byłbym ostrożny. Gros kompetencji polityki zagranicznej, bezpieczeństwa i obrony leży w gestii rządu federalnego i przejęcie władzy w jednym kraju związkowym niewiele zmieni. Niemcy nadal będą partnerem Polski i Litwy w Unii Europejskiej, NATO, pomoc dla Ukrainy będzie kontynuowana, choć może rząd aż tak mocno nie będzie się nią chwalił. Inna rzecz, że poparcie dla Ukrainy w Niemczech jest cały czas dość wysokie.
Niepokojące jest, że politycy AfD mogą zyskać większy dostęp do informacji niejawnych i wrażliwych. Biorąc pod uwagę prorosyjskie nastawienie i różnego rodzaju niejasne powiązania części jej polityków z Rosją czy Chinami, budzi to obawy. Otwartą kwestią jest także to, jak rząd AfD zapatrywałby się na kwestię konwojów wojskowych przez swoje terytorium.
Stosunek AfD do Polski i państw bałtyckich także nie napawa optymizmem.
Podstawowym zagrożeniem jest to, że AfD to partia nastawiona na współpracę z Rosją, na wschód od Odry zdecydowanie dostrzega Rosję jako głównego partnera. Nie jest chętnie nastawiona do Polski i krajów bałtyckich. Podejrzewam, że gdyby kiedykolwiek rząd AfD powstał na szczeblu federalnym, to brygadę Bundeswehry z Litwy byłby skłonny wycofać, żeby „nie drażnić Rosji”.
Z punktu widzenia Polski i Litwy AfD pozostaje niebezpieczna także ze względu na pobrzmiewający w jej programie nurt rewizjonizmu historycznego, nienegujący wprawdzie zbrodni niemieckich, ale je marginalizujący, sprowadzający do epizodu, a skupiający się na budowie „prawdziwego patriotyzmu niemieckiego”.
Przed nami w tym roku jeszcze wybory landowe w Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Berlinie.
AfD nie ma raczej szans na stworzenie tam rządów, ale uzyska na pewno znacząco lepszy wynik niż wcześniej. Wzrost notowań tej partii na szczeblu landów przełoży się zapewne na wzrost na szczeblu federalnym. Partia jest w uderzeniu, wszystko jej sprzyja, odnosi kolejne sukcesy. Można zakładać, że przełamie psychologiczną barierę 30 proc. i umocni się na czele sondaży na szczeblu ogólnoniemieckim.
Dr Łukasz Jasiński jest analitykiem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych ds. Niemiec w Programie Europa i sekretarzem redakcji „Polskiego Przeglądu Dyplomatycznego”. Zajmuje się polityką zagraniczną i wewnętrzną Niemiec.
Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 36 (104) 12-18/09/2026



