Wyróżniony przez SNPnL Robert Kowgier: „Jaszuny to nowe centrum rejonu solecznickiego”

„Chciałbym stanąć w obronie rejonu solecznickiego. Mamy potencjał do rozwoju, i gospodarczego, i demograficznego. Mamy duży rejon i coraz lepszą infrastrukturę drogową, której rozwój przyspieszyły również inwestycje związane z budową poligonu” – mówi Robert Kowgier, ekonomista pochodzący z Wileńszczyzny.

Czytaj również...

Rajmund Klonowski: W swoich badaniach zajmuje się Pan polityką regionalną, a Pana praca magisterska została wyróżniona przez Stowarzyszenie Naukowców Polaków Litwy. Jak wygląda polityka regionalna na Litwie i jak na tym tle prezentuje się Wileńszczyzna?

Robert Kowgier: Na początku chciałbym podziękować mojej promotorce, Pani Profesor Alinie Gryni, która włożyła bardzo dużo pracy w moje przygotowanie i powstanie tej pracy. Jednym z najważniejszych wniosków mojej pracy było to, że ponad 70 proc. analizowanych środków z funduszy Unii Europejskiej koncentruje się w największych miastach: Wilnie, Kownie i Kłajpedzie. Wilno jest największym skupiskiem tych funduszy, choć pod względem pozyskiwania środków na pierwszym miejscu są dziś Szawle. W samym Wilnie mamy też największe średnie płace i największe inwestycje zagraniczne.

Ale w skali regionu te wskaźniki zawyża po prostu Wilno. Niemenczyn, Ejszyszki czy Soleczniki mają chyba niższe średnie wynagrodzenia i gorsze pozostałe wskaźniki?

Tak. Rejon solecznicki należy do grupy samorządów o podobnej charakterystyce, tzw. zurbanizowanych, do której zalicza się łącznie 12 samorządów. Nawet w tym gronie, czyli schodząc niżej od wielkich miast, jesteśmy w nienajlepszej sytuacji – pod względem średniego wynagrodzenia, inwestycji zagranicznych na mieszkańca czy wykształcenia. Według ogólnego wskaźnika jakości życia rejon solecznicki zajmuje dopiero 53. miejsce wśród 60 samorządów na Litwie [wskaźnik jakości życia to zbiór statystyk, jak długość życia, średnie wykształcenie, dochód itp. – przyp. red.].

To wcale nie znaczy, że nie mamy z czego budować. Znaczy tylko tyle, że mamy dużo do zrobienia.

Pana macierzystym rejonem jest właśnie ziemia solecznicka. Wynika to ze związków rodzinnych?

Urodziłem się w Wilnie, ale w 2002 r. wróciliśmy na ziemię solecznicką, bo stamtąd pochodzi moja mama i cała jej rodzina, aż do prapradziadków. To okolice Koleśnik: Purwiany, Zubiszki, Jurszyszki, Dajnowo, Ejszyszki. Dlatego mówię „my”. Wszyscy odpowiadamy za to, dokąd zmierza nasz rejon, jak się rozwija, w jakim tempie i w jakim kierunku.

W ostatnim czasie, ze względu na bliskość granicy, rejon solecznicki bywał wymieniany raczej w kontekście kryminalnym – przemytu papierosów, przemytu ludzi. Czy ma większy potencjał niż bycie przygranicznym terenem przemytniczym?

Chciałbym stanąć w obronie naszego rejonu. Jeśli spojrzymy na wszystkie samorządy przygraniczne, widać wyraźnie, że znaczna część medialnej uwagi skupia się właśnie na rejonie solecznickim. 80 proc. uwagi pochłania rejon solecznicki, 20 – wszystkie pozostałe. Jest tu pewna dysproporcja.

A naprawdę mamy potencjał do rozwoju, i gospodarczego, i demograficznego. Mamy duży rejon i coraz lepszą infrastrukturę drogową, której rozwój przyspieszyły również inwestycje związane z budową poligonu.

Szczególnie chciałbym wyróżnić Jaszuny. Jaszuny należą dziś do miejscowości rejonu, w których widać najbardziej pozytywne tendencje demograficzne – i to nie dzięki migracji wewnątrz rejonu, ale dzięki ludziom spoza niego. Chodzi o dobry dojazd do Wilna: to 23–25 km, więc przyjeżdża tu wielu nowych mieszkańców, budują domy i zostają. To jeden z tych dobrych wskaźników, na które trzeba reagować już teraz.

Reagować, czyli?

Mamy problem z pracą. Mieszkaniec Jaszun ma do pracy 20 km, ale ludzie z krańców rejonu, choćby z Dziewieniszek czy Ejszyszek, mają do Wilna dużo dalej i jest im trudniej. Dlatego zawsze powtarzam: trzeba przyciągnąć tu biznes, żeby ludzie nie wyjeżdżali za pracą do innych rejonów. Wtedy i sytuacja demograficzna by się poprawiła, bo ludzie widzieliby, że tu da się żyć. Czego młoda rodzina potrzebuje w pierwszej kolejności? Możliwości zbudowania domu, przedszkola, szkoły – a to wszystko mamy!

Jaki jest potencjał gospodarczy rejonu? Na razie to przede wszystkim rejon rolniczy. Co jeszcze? Tartaki, fabryka octu w Jaszunach, przejścia graniczne… Niezbyt wiele.

Dobrze, że Pan o to pyta. Mamy w rejonie dużą firmę transportową, która wyróżnia się wzrostem wynagrodzeń, dobrymi warunkami pracy i niską rotacją pracowników. Są tam dobre warunki pracy i dobre zarobki, więc fachowcy zostają. Firma zatrudnia ponad tysiąc osób.

Zakład octowy to z kolei historia rejonu – został zbudowany w 1902 r. przez rodzinę Balińskich. To dziedzictwo, które jako rejon możemy i musimy podtrzymywać.

Mamy rolnictwo, powstała też nowa ferma drobiu, podobna do tej w Rudominie [UAB „Vilniaus paukštynas” – przyp. red.], tylko nowocześniejsza. Skoro taka prywatna inwestycja przyszła do rejonu, to znaczy, że potencjał jest.

I to akurat w okolicach Jaszun.

Miejsce, w którym ją ulokowano, mówi samo za siebie. Weźmy infrastrukturę: dzięki poligonowi zbudowano drogę do Pirciupi – takiej drogi nie widziałem jeszcze nigdzie na Litwie, a jeździłem dużo.

Jaszuny mają dziś szczególny potencjał gospodarczy i komunikacyjny i warto ten potencjał wykorzystać. Nie oznacza to jednak, że rozwój rejonu powinien koncentrować się tylko tutaj – Soleczniki, Ejszyszki, Biała Waka i inne miejscowości również mają swoje mocne strony i powinny rozwijać się zgodnie z własnym potencjałem, lecz aby tak się stało, brakuje ogólnej wizji rozwoju całego rejonu.

Jaszuny mają bardzo dobre położenie komunikacyjne – zarówno względem Wilna, jak i głównych tras prowadzących w kierunku Polski.

Mówi się też o wolnej strefie ekonomicznej. Dobry pomysł, tylko czeka na rozwinięcie. Wystarczy wyjechać z Solecznik w stronę Wilna, żeby gołym okiem zobaczyć, ile rośnie nowych budynków: dopiero zaczynają budować, jedziesz po miesiącu – i patrz, już stoi. Rozwój idzie w naszą stronę i musimy się do niego włączyć.

Nowe miejsca pracy to zresztą także pieniądze w budżecie. Wszystko, co mamy – szkoły, przedszkola, polityka socjalna – z każdym rokiem kosztuje coraz więcej, więc warto szukać dochodów także poza wpływami z podatków. Bez firm w rejonie tego nie zrobimy.

Baza jest, bo w rejonie działa szkolnictwo zawodowe.

Taka szkoła działa w Dziewieniszkach i ma uczniów. W Jaszunach ma powstać centrum naukowe, planowana jest też oficyna w Republice Pawłowskiej [republika założona w 1769 r. przez ks. Pawła Ksawerego Brzostowskiego – przyp. red.].

Warto tylko z góry wiedzieć, kogo chcemy kształcić i pod jakie zawody. Bo edukację mamy dziś wszędzie: w 13 filiach centrów kultury, w szkołach, w Centrum Rekreacji i Sportu im. W. Kozakiewicza Rejonu Solecznickiego, w bibliotekach – filii jest ponad 20. Pytanie, czy wszystkie te miejsca układają się w jeden pomysł na rejon.

Dodajmy do tego obiekty historyczne: pałac w Jaszunach, tzw. zamek w Norwiliszkach, pałac w Wilkiszkach, ruiny pałaców w Pawłowie i Zawiszańcach. Może to niewykorzystany potencjał?

Pozycjonujemy się jako rejon turystyczny, więc przyłóżmy to do turysty. Biorę mapę rejonu i myślę, co muszę zobaczyć. Jeśli jadę własnym samochodem, dojadę. A jak dojedzie turysta bez auta? Powiedzmy, że autobusem dotrze do Wilkiszek, pobędzie w Pawłowie, zwiedzi kościoły w Turgielach i Taboryszkach. I gdzie go potem zakwaterować?

Jest jakiś nocleg w Białej Wace, jest w centrum Kozakiewicza w Solecznikach Małych. Ale to noclegi, a nie hotel, który przenocuje gości i da im śniadanie. Taki hotel mamy tylko w Solecznikach.

Jeśli w 2025 r. Pałac Balińskich zwiedziło 5 tys. osób, to warto zastanowić się, jak sprawić, by część z nich została w rejonie dłużej i zostawiła tu pieniądze.

W samorządzie jest Wydział Turystyki, obiekty i pałace przez lata się podnosiły, więc pierwszy krok jest zrobiony. Teraz warto powiedzieć głośno: mamy taką wizję, zapraszamy firmy, żeby się dołączyły.

Nasz rozmówca podkreśla, że Jaszuny – dla mieszkańców Wilna szczególnie znane z dworku Balińskich – mają dużo do zaoferowania | Fot. Apolinary Klonowski

Wielu turystów, przynajmniej z Polski, odkrywa Wileńszczyznę jako miejsce na spływy kajakowe. To też szansa?

Solcza, Wersoka, Merecz – na pewno. Ludzie już z tego korzystają, są firmy, które wynajmują kajaki. Sam pływałem – płynęliśmy przez Wilkiszki i tam przy dworze było bardzo dobrze urządzone miejsce z altankami i grillem. Ale takich miejsc nie ma wiele, to chyba jedyne. Warto je łączyć z naszymi obiektami w jedną trasę: rzeka, dwór, kościół, nocleg.

Rejon solecznicki ma zresztą mnóstwo historii do opowiedzenia. Choćby o Balińskich, jakby nie patrzeć – profesorach Uniwersytetu Wileńskiego. O Władysławie Kozakiewiczu, złotym medaliście olimpijskim. Turgiele, gdzie w 1944 r. odbyła się słynna wielkanocna defilada Armii Krajowej. Obok Republika Pawłowska. Jak spleść to w jedną opowieść?

Mamy też Pałac Wagnerów w Solecznikach, kościoły w Taboryszkach, Koleśnikach i Ejszyszkach, mamy trakt królewski, który prowadził przez królewską wieś Rudniki – z Zygmuntem Augustem i Barbarą Radziwiłłówną. Ziemia solecznicka jest bogata w historię i kto się tym interesuje, ten o tym wie.

Pracowałem w zakładzie octowym i jeździłem na targi do Polski. Opowiadałem, że zakład działa od 1902 r., że był to pomysł Balińskich, że do tamtejszego pałacu przyjeżdżał Słowacki. Ludzie podchodzili i bardzo ich to ciekawiło. Dla niektórych klientów to dziedzictwo było bliskie sercu i dzięki temu nawiązywały się więzi biznesowe – podpisałem nawet kilka umów handlowych. Ta historia, zwłaszcza w kontakcie Polaka z Wileńszczyzny z Polakiem z Polski, zawsze zbliża.

Tylko o każdym elemencie dziedzictwa opowiadamy osobno, jak o oddzielnych organizmach: zakład octowy osobno, pałac Balińskich osobno, Słowacki osobno. A to jest jedna opowieść.

Da się na tym zbudować markę? Żeby jaszuński ocet kojarzył się na Litwie z czymś wyjątkowym – tak jak ser z Rokiszek czy kiejdańskie ogórki kiszone?

Proponowałem kiedyś dyrektorowi, żebyśmy zaczęli produkować ocet w specjalnych butelkach, przeznaczony dla pałacu – stylowa butelka albo naklejka, żeby turysta widział, że jest pałac, że działa zakład i że to wszystko jest połączone.

Podobnie z rynkiem polskim. Obecna marka octu to „Bajorų” [lit. bajorai, czyli szlachta – przyp. red.]. Sprzedawano go do Polski pod tą marką, ale przetłumaczono ją jako „Bojarski”, a powinno być „Szlachecki”. Dziś bardzo rośnie marka własna sieci handlowych, więc twoja marka bywa niepotrzebna. Ale na rynek litewski moglibyśmy produkować „Jašiūnų dvaro actas” [ocet dworu jaszuńskiego – przyp. red.] – markę premium, w szkle. Z mojego doświadczenia handlowego wynika, że na polskim rynku szklane opakowanie dobrze pasuje do produktów z segmentu premium. Ostatnią nowością premium były zresztą octy smakowe, które już są na rynku litewskim.

Na Litwie do octu podchodzi się trochę sceptycznie, bo na rynku konkurują ze sobą dwa produkty: ocet i kwas octowy. Chemicznie mają tę samą formułę, ale powstają zupełnie inaczej. Ocet spirytusowy powstaje w procesie naturalnej fermentacji, natomiast przemysłowy kwas octowy może być wytwarzany metodami syntetycznymi, a następnie rozcieńczany do odpowiedniego stężenia. To też jest argument, który warto opowiadać.

Nie chodzi o to, żeby zakład dużo na tym zarobił. Chodzi o promowanie kultury i historii: turysta przyjedzie zwiedzić pałac i będzie chciał ocet kupić – jabłkowy, spirytusowy czy winny. Żeby to zadziałało, zakład, pałac i samorząd musieliby usiąść przy jednym stole: po stronie pałacu marketing, po stronie zakładu produkcja.

Wspomnieliśmy centrum Kozakiewicza. Złoty medalista olimpijski Władysław Kozakiewicz pochodzi z Solecznik Małych. Jak dziś wygląda sport w rejonie?

Naprawdę dobrze. W Solecznikach mamy bardzo mocnych zawodników w tenisie stołowym – jest tam trener, który sam kiedyś dużo osiągnął, a jego syn, mimo młodego wieku, gra już w turniejach dla dorosłych.

Mamy piłkę ręczną: z drużyny „Sokół” kilku młodych ludzi wyjechało grać za granicę, jeden na pewno na Słowację. Jest piłka nożna – organizacja zrzeszająca 250 dzieci, z drużyną w trzeciej lidze i planem awansu do drugiej. Kilku jej wychowanków gra w najwyższej lidze litewskiej, jeden z nich w Szawlach.

Mamy karate – kilku młodych ludzi zostało w tym roku powołanych do reprezentacji Litwy. Mieliśmy też jeźdźców, którzy zajmowali dobre miejsca w zawodach europejskich i światowych, tyle że dziś mieszkają już w Wilnie.

W planach jest nowy kompleks sportowy i to dobra wiadomość. Warto przy okazji pomyśleć o piłce nożnej, bo to chyba najpopularniejsza dyscyplina w rejonie, a nasze boiska rzadko spełniają wymogi Litewskiej Federacji Piłki Nożnej – dzieci nie mogą na nich grać w najwyższej lidze dziecięcej. Przy takich inwestycjach zawsze liczy się jeszcze jedno: ile będzie kosztowało późniejsze utrzymanie. Trzeba przy tym pamiętać, że samo utrzymanie Centrum Kozakiewicza kosztuje ok. 380 tys. euro rocznie.

I jeszcze jedno: prawie każda szkoła ma żółte szkolne mikrobusy, mamy park autobusowy. Zaplanujmy to tak, żeby rodzic był spokojny, że dziecko pojedzie na trening do Jaszun i samo wróci do domu. Są rodzice, którzy nie mają możliwości dowozić dzieci, a bardzo chcieliby, żeby trenowały.

A kolej? Wykorzystuje się ją w rejonie w przewozach pasażerskich?

Pociąg dojeżdża do Jaszun, dalej nie kursuje. Rok temu była dyskusja o tym, jak przywrócić połączenia do Solecznik. Byłoby warto, bo Soleczniki się rozbudowują, także za miastem, tam, gdzie biegła linia i były przystanki.

Trzeba tylko pamiętać, że ludzie przyzwyczaili się, że pociągu nie ma, i znaleźli sobie alternatywy – powrót do dawnej liczby pasażerów zajmie rok czy dwa. A stare autobusy z każdym rokiem będą coraz droższe; mamy kilka elektrycznych, ale przy tak rozproszonych miejscowościach to za mało. Rozwiązań trzeba szukać już dziś.

Na koniec – co jest w tym wszystkim najważniejsze?

Nie chciałbym mówić o tym, co jest źle. Wolę powiedzieć, że potencjał leży odłogiem, bo wciąż nie odpowiedzieliśmy sobie na podstawowe pytanie: gdzie chcemy być za 5, 10, 15 lat?

Część podstawowej infrastruktury mamy: szkoły, przedszkola, szpital, drogi, obiekty historyczne. Ale miarą rozwoju rejonu nie jest nowy chodnik czy posadzone kwiaty, tylko miejsca pracy i ludzie, którzy zostają.

Jeśli odpowiemy sobie na to pytanie i będziemy się trzymać jednego kierunku, niezależnie od tego, kto akurat rejonem zarządza, to możliwości mamy naprawdę duże.

Społeczność w rejonie solecznickim jest aktywna i ma się czym pochwalić. Chociażby na polu sportu, ale też edukacji i innych dziedzin | Fot. Apolinary Klonowski

Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 39 (113) 03-09/10/2026

Afisze

Więcej od autora

Niebezpieczne meandry tożsamości

Otóż nastolatkowie w jednym narodzie kulturowo mają więcej wspólnego ze swoimi rówieśnikami z innego narodu niż z pokoleniem własnych rodziców. Stąd można by nawet na upartego przyrównać kohorty socjologiczne,...

Bujwidze chcą zanieść wiedzę o corpisanti do Watykanu. „Nasz własny »dysk pamięci«”

W Bujwidzach zaprezentowano elektroniczną wersję wydawnictwa po ubiegłorocznej międzynarodowej konferencji poświęconej corpisanti św. Floriana. Ma się ukazać wersja papierowa i zawędrować aż do Watykanu. Pomoc w tym zapowiedziała ambasador Litwy przy Stolicy Apostolskiej.