Przykładowo, w jakiejś odciętej od świata miejscowości możemy wybudować kino lub szkołę – pieniędzy w budżecie wystarcza tylko na jeden obiekt. Jeśli wybudujemy kino, tracimy korzyści, jakie mogłyby płynąć z posiadania wykształconej ludności: dobrze opłacane miejsca pracy, większe wpływy z podatków, lepsze wskaźniki społeczne itd. I to jest właśnie koszt alternatywny – zjawisko znane z czasów średniowiecza, kiedy też wiedziano, że koszt alternatywny ponosi się zawsze.
Oświecenie, które, oprócz pogardy dla średniowiecza, wprowadziło do powszechnego obiegu wiele innych szkodliwych zabobonów, stało się także zarzewiem systemu wierzeń wyznawanego przez ludzi o mentalności administratorów masy upadłościowej: zmniejszać koszty, wyciskać ze wszystkiego pieniądz, nie inwestować. I, rzecz jasna, nie przejmować się kosztami alternatywnymi, bo i po co znać takie „średniowieczne”, „zaściankowe”, „ciemnogrodzkie” pojęcia.
Jak wiadomo, prawa natury obowiązują także tych, którzy nie wiedzą o ich istnieniu; jabłko nie głowi się nad grawitacją, gdy spada z gałęzi.
Umiejętne zarządzanie masą upadłościową jest istotne, kiedy ma się do czynienia z bytem bankrutującym. Kiedy jednak ten sposób myślenia rozszerza się na byty funkcjonalne, jak państwo, społeczeństwo czy inne politeje – może to doprowadzić do rzeczywistego upadku.
Bardzo boleśnie przekonali się o tym nasi antenaci z XVIII w.: nie chcieli inwestować w państwo, nie chcieli ponosić kosztów jego funkcjonowania, a jedynie wyciskać z każdej piędzi ziemi, z każdego człowieka i każdej możliwości pieniądz. Skończyło się tym, że doprowadzili do rozbiorów przez sąsiadów, którzy nie traktowali swojej państwowości i jej instytucji jak masy upadłościowej.
A wówczas przyszło nam płacić koszty alternatywne wobec niezapłaconych podatków, niesfinansowanych instytucji. I płaciliśmy już nie tylko pieniędzmi – które przecież można nadrobić czy pożyczyć. Płaciliśmy nieodnawialnym czasem na zesłaniach, płaciliśmy krwią w powstaniach, płaciliśmy głowami najświatlejszych naszych dzieci. I nieustannie jako naród zapominamy, że niewyciągnięte z historii wnioski również mają koszt alternatywny.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 35 (101) 05-11/09/2026

