Przed rokiem pisaliśmy w magazynie „Kuriera Wileńskiego” o wystawie zdjęć Józefa Czechowicza z kolekcji Biblioteki Uniwersytetu Wileńskiego, która prezentowana była w Galerii Sleńdzińskich w Białymstoku. Jej kurator, dr Dainius Junevičius, mieszkający w Wilnie historyk fotografii, mówił nam wówczas, że pokaźne zbiory wileńskich zdjęć artysty znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie. Kiedy więc zdecydowało się ono na ich ekspozycję, nie mogliśmy przegapić okazji i czym prędzej ruszyliśmy do Warszawy.

W plener z namiotem
– To zupełnie wyjątkowa sytuacja, że w ramach Galerii Sztuki XIX w. znajduje się specjalne miejsce poświęcone wyłącznie fotografii, wynalazkowi tamtego stulecia, który miał na sztukę ogromny wpływ – mówi z dumą w głosie Dorota Jackiewicz, z którą przekraczamy próg Gabinetu Fotografii w Muzeum Narodowym w Warszawie.
– Bardzo się cieszymy, że w naszym muzeum można było zorganizować taki gabinet. Nasze wystawy tutaj zawsze są nieduże, bo i powierzchnia tego miejsca jest niewielka. Ale w tej małej sali, co trzy miesiące, bo takie są wymogi konserwatorskie, pokazujemy nowe wystawy XIX-wiecznej fotografii, której na co dzień nigdzie indziej się nie obejrzy. Tymczasem u nas możemy naszą piękną, polską fotografię XIX-wieczną oglądać non stop. Kolekcja naszych zbiorów jest ogromna, a to wszystko dzięki kolekcjonerom prywatnym – opowiada.
Przypomnijmy, że Czechowicz osiadł w Wilnie na stałe już jako człowiek dojrzały, dobiegający pięćdziesiątki. Przeniósł się z Witebska, w którym prowadził zakład fotograficzny, bo prawdopodobnie nad Wilią znalazł lepsze warunki do pracy.
Fotografią Czechowicz zainteresował się w okolicach roku 1853, w czasie przerwy w służbie wojskowej. W Lublinie otworzył zakład portretowy, a trzy lata później wyjechał do Paryża, gdzie poznawał tajniki technik fotograficznych. Po powrocie z Francji osiadł w Kijowie, skąd w 1861 r. przeniósł się do Witebska W Wilnie zamieszkał w sierpniu 1865 r. i rozpoczął pracę jako fotograf w wynajętych lokalach na Skopówce i na Antokolu. Dwa lata później posiadał już własny drewniany pawilon na skwerze miejskim przy Ogrodzie Botanicznym. Stał się najwyższego poziomu i najbardziej produktywnym fotografem. W mieście od 1863 r. nie było już jego wielkiego poprzednika Abdona Korzona.
– Czechowicz, dobrze zaznajomiony z europejskimi osiągnięciami nowej dziedziny sztuki, wyspecjalizował się w Wilnie w fotografowaniu tzw. metodą kolodionową mokrą – tłumaczy Danuta Jackiewicz. – Do atutów nowej techniki należały: krótszy czas naświetlania negatywu, możliwość otrzymania dowolnej liczby odbitek oraz perfekcyjna ostrość obrazu. Każdy fotograf samodzielnie przygotowywał odczynniki chemiczne potrzebne do uzyskania najlepszego, czyli jak najbardziej czułego kolodionu. Zdjęcie należało wykonać natychmiast, gdy szkło było jeszcze wilgotne. Oznaczało to, że Czechowicz musiał wychodzić w plener z całym laboratorium chemicznym, odczynnikami, kuwetami i namiotem, pełniącym funkcję ciemni.

Szklane negatywy
– Papier albuminowy do wykonania odbitek z wywołanych negatywów także preparował sam fotograf – kontynuuje kuratorka. – Cały proces fotografowania zachowywał więc cechy autorskie, co wpływało m.in. na wysokie ceny odbitek fotograficznych. Na ekspozycji prezentujemy nie tylko odbitki na albuminowych papierach, ale także autorskie szklane negatywy, co pozwala poznać i docenić sposób pracy zawodowego fotografa w czasie „złotej epoki” fotografii, w której działał Józef Czechowicz. W naszych zbiorach mamy 164 odbitki fotograficzne i 28 negatywów szklanych. Spośród nich na wystawie prezentowanych jest 51 prac w tym pięć szklanych negatywów.
Wspomniane szklane negatywy Muzeum Narodowe w Warszawie pozyskało w 1967 r. od Ludomira Sleńdzińskiego. Czechowicz zarówno zakład fotograficzny, jak i całą swoją spuściznę twórczą pozostawił swojej wieloletniej życiowej partnerce Annie de Rotte, która po jego śmierci wyszła za mąż za malarza Wincentego Sleńdzińskiego. Nadal prowadziła atelier, dodatkowo sygnując prace Czechowicza tuszową, granatową pieczęcią ze swoim nazwiskiem.
Dzięki dbałości rodziny o spuściznę wybitnego fotografa jego prace się zachowały. Ludomir, od którego MNW nabyło szklane negatywy, był synem Anny i Wincentego. – Bardzo cenimy nabyte od niego negatywy, bo pokazują, jak zachowywał się kolodion, jakiej był barwy i jaką trudność sprawiało wylanie równo tego płynu na szklaną powierzchnię, co się zresztą nie zawsze udawało – wyjaśnia Danuta Jackiewicz.

Obrazy tamtego miasta
W przyciemnionym wnętrzu Gabinetu Fotografii wpatrujemy się z panią kurator w zdjęcie Kościoła św. Anny i fasady Kościoła Bernardynów. – To chyba ulubione ujęcie wszystkich fotografów – mówi nasza przewodniczka. – W zbiorach mamy takie zarówno w wykonaniu Korzona, jak i Bułhaka. Tu bardzo pięknie komponuje się dzwonnica dobudowana w roku 1874, więc Czechowicz musiał wykonać swoją fotografię później. Ale proszę spojrzeć na kolejne zdjęcie. Ciekawe dla obecnych widzów jest ujęcie tego samego miejsca z boku. Oczywiście pomnika Mickiewicza jeszcze nie ma, jest dużo wolnego, pustego placu, zupełnie inne, dawne miasto.
Wiele prezentowanych zdjęć to malownicze panoramy miasta. – Czechowicz lubił fotografować z okalających Wilno wzgórz – tłumaczy Danuta Jackiewicz. – Proszę zobaczyć, tu znów widzimy kościoły św. Anny i Bernardynów, ale też Kościół św. Michała, a w oddali nawet kościoły Misjonarzy oraz Wizytek. Wśród prezentowanych zdjęć są ujęcia choćby z Góry Zamkowej czy Góry Trzykrzyskiej. Panoramy prezentujące duże przestrzenie miasta, często jeszcze puste, niezabudowane, to przede wszystkim lata 70. XIX w., początek lat 80.
Górujący nad okolicą Pałac Słuszków, widoki zabytkowych kościołów i miejskiej zabudowy, przykościelne ogrody i zaułki ulic – to tylko niektóre z tematów, które można odnaleźć w fotografiach Czechowicza. – No i w końcu znajdujemy się w miejscu najważniejszym dla wszystkich przybywających do Wilna, często przede wszystkim po to, by właśnie do niego dotrzeć – mówi nasza przewodniczka po ekspozycji. – Na zdjęciu ulica Ostrobramska prowadząca ku Ostrej Bramie. Widać, że to zupełnie inne czasy, jeszcze z widocznymi rynsztokami. Obok prezentujemy też fotografie z wnętrza kaplicy, obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej. Widać nawet pęknięcie obrazu, które później było odrestaurowane. Czechowicz fotografował to miejsce chętnie, a potem bardzo był zainteresowany tym tematem także Jan Bułhak.

Zachwyt Bułhaka
Czechowicz zmarł w roku 1888. – Jego zdjęcia są bardzo dobrej jakości, bo pozwalała na to wspomniana technika wykonywania szklanych negatywów z najlepiej mokrym kolodionem. Stosowana była nie tylko przez Czechowicza, lecz także wielu innych fotografów od 1851 r. przez kolejnych ponad 30 lat. Dawała niezwykłe możliwości ostrego uchwycenia detali na odbitkach na papierze albuminowym. Była niezwykle skomplikowana i trudna. Można to zobaczyć we wspaniałym litewskim filmie „Józef Czechowicz i jego spuścizna” w reżyserii Mindaugasa Meškauskasa, do którego obejrzenia serdecznie zachęcam – mówi Danuta Jackiewicz.
– Zdjęcie Czechowicza w naszych zbiorach znalazły się dzięki prywatnym XIX-wiecznym kolekcjonerom – kontynuuje pani kurator. – Przede wszystkim są to zdjęcia zebrane przez Michała Federowicza, który zajmował się etnografią białoruską, litewską i był wielkim zwolennikiem fotografii Czechowicza. Zebrał różne zdjęcia, nasze muzeum otrzymało je od niego, i ich mamy w naszych zbiorach najwięcej. Ale mamy też zdjęcia z kolekcji Leopolda Meyeta czy Seweryna Smolikowskiego. To ludzie, którzy bardzo wcześnie docenili nowy wynalazek i zaczęli kolekcjonować fotografie. Interesowało ich przede wszystkim miasto i dlatego na naszej wystawie je właśnie prezentujemy. Nie zapominajmy jednak, że Czechowicz zajmował się także portretem, choć podobno niezbyt chętnie. W zbiorach jego portretów mamy zaledwie kilka. Nie mamy też wielu zdjęć życia codziennego w Wilnie, na których jest więcej mieszkańców, scen rodzajowych, ale można takie ujęcia zobaczyć w Litewskim Muzeum Narodowym w Wilnie.
Perfekcyjnie skomponowane i profesjonalnie wykonane fotografie Czechowicza znalazły uznanie nie tylko w samym Wilnie czy wśród Polaków zamieszkałych na terenach innych zaborów, ale także w Paryżu, Petersburgu i Moskwie. W 1876 r. artysta został przyjęty do prestiżowego „Société de photographie française”. Na wystawie prezentowanych jest m.in. kilka zdjęć, których odbitki znajdują się do dzisiaj w zbiorach tej prestiżowej instytucji w Paryżu. Są to: Most Zielony, Kościół św. Kazimierza i wnętrze Kościoła św. Piotra i Pawła.
– Czechowicz potrafił w oryginalny sposób utrwalić oblicze miasta, zabytków wileńskich oraz najpiękniejsze panoramy z malowniczo wijącymi się rzekami Wilią i Wilejką – mówi na koniec Danuta Jackiewicz. – To artysta rozmiłowany w odkrywaniu najpiękniejszych punktów widokowych i cennych zabytków Wilna. Jego obrazy pozwalają poznawać nie tylko urodę, ale też historię miasta, tak znaczącego dla polskiej pamięci historycznej. Nic dziwnego, że zachwycił samego Jana Bułhaka, który w pięknym tekście, napisanym już w dwudziestoleciu międzywojennym, uznał XIX-wiecznego mistrza za „pierwszego wileńskiego przedstawiciela fotografii ojczystej”.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 39 (113) 03-09/10/2026









