Niezwrócona ziemia na celowniku biznesu

Jeszcze niezwrócona prawowitym właścicielom ziemia już jest na celowniku biznesmenów  i prawników Fot. Marian Paluszkiewicz
Jeszcze niezwrócona prawowitym właścicielom ziemia już jest na celowniku biznesmenów i prawników Fot. Marian Paluszkiewicz

Prawie wszyscy mieszkańcy Wileńszczyzny wiedzą, jak długim i trudnym procesem jest zwrot znacjonalizowanej przez sowietów  ziemi. Dla wielu obijanie progów urzędów rozciąga się nawet na kilkanaście lat. Jednak nie jest tajemnicą, że istnieje również tak zwana „krótka ścieżka”. Wystarczy, że interesanci zwrócą się do tak zwanych pośredników, którzy za sowitą opłatą zdesperowanym spadkobiercom obiecają szybszy zwrot ziemi.

— Proces zwrotu ziemi przewlekał się, wówczas zaproponował nam swoją pomoc Henryk (nazwisko i imię znane redakcji), który obiecał, że będzie reprezentować nasze interesy i pomoże załatwiać nasze sprawy w samorządzie i powiecie, dzięki czemu wszyscy mieliśmy szybciej otrzymać ziemię. Wielu ludzi podpisało z nim umowy, chociaż za swoje usługi prosił 20 proc. wartości od odzyskanej ziemi — powiedział „Kurierowi” Władysław (nazwisko i imię znane red.), jeden z mieszkańców niegdyś podwileńskiej wsi Fabianiszki, a dziś stołecznej dzielnicy Fabijoniškės. Umowy, o których mówi Władysław, zobowiązują właścicieli ziemi m. innymi do jej sprzedaży i wypłaty 20 proc. pośrednikowi, za jego usługi.

Girl in a jacket

Tymczasem nasz rozmówca pan Władysław wątpi, że właśnie dzięki interwencji pośrednika samorząd się zdecydował nareszcie rozpocząć zwrot ziemi.
— Przecież z tego co wiemy, ziemia była od dawna przeznaczona do zwrotu, ale czy ci wszyscy pośrednicy, którzy przekonują nas, że nam pomogli i chcą za to pieniędzy, rzeczywiście coś zrobili — zadaje się pytaniem Władysław. Obecnie w Fabianiszkach na zwrot ojcowizny oczekuje około dwustu osób. Mają otrzymać 4 hektary, które zostaną rozparcelowane na wszystkich pretendentów.

W administracji powiatu wileńskiego niewiele udało się dowiedzieć o „zasługach” pośredników.

— Wiem, że są ludzie, którzy reprezentują pomniejsze grupki mieszkańców, ale nie wiem o żadnych takich reprezentantach, którzy by bronili czy też załatwiali sprawy wszystkich mieszkańców tej wsi — tłumaczyła „Kurierowi” Vitalija Arlauskaitė, specjalistka z departamentu administracji powiatu wileńskiego, która sprawuje pieczę nad zwrotem ziemi mieszkańcom tej wileńskiej dzielnicy. Zdaniem specjalistki, która zresztą zastrzega, że w departamencie pracuje od niedawna i może dotychczas nie być wtajemniczoną we wszystkie arkana zwrotu ziemi w Fabianiszkach, mieszkańcy dzielnicy przeważnie sprawy związane ze zwrotem ziemi załatwiają samodzielnie, nie uciekając się do pomocy żadnych reprezentantów.

— O pogłoskach wśród pretendentów o mitycznych wolnych hektarach, które rzekomo są gotowe do zwrotu, pierwszy raz słyszę. Wiem, że teraz przygotowaliśmy około 60 arów, czyli 0,6 ha — kontynuowała Arlauskaitė. Specjalistka zapewnia, że te ary zostaną rozparcelowane pośród prawowitych spadkobierców.
Tymczasem w stołecznym samorządzie zapewniają, że 4 hektary wcale nie są mitem.

— Do zwrotu ziemi w Fabianiszkach przygotowujemy dokumenty na 4,0396 ha, pozostałe tereny są rozplanowane i zabudowane — powiedziała „Kurierowi” Raimonda Rudukienė, kierowniczka działu ds. administrowania ziemią w samorządzie Wilna.

Tymczasem przedstawiciele pewnej firmy (nazwa znana redakcji) również zaproponowali swoje pośrednicze usługi mieszkańcom  Fabianiszek.

Zapewniają, że są skuteczni i mają „dobre” układy zarówno z powiatem jak i samorządem. Kolejni pośrednicy obiecują w razie podpisania z nimi umów, że do zwrotu będzie dodatkowe 4 ha ziemi, które zostaną podzielone dla wszystkich pretendentów. Co prawda, pomoc ma kosztować już nie 20 proc. od wartości ziemi (jak w przypadku pośrednika Henryka), a 30 proc.

Na czym polega „magiczna” siła pośredniczej firmy, której pracownicy przez dłuższy czas unikali rozmów z „Kurierem”? Po dłuższych negocjacjach na nasze pytania zgodził się odpowiedzieć „zorientowany” w sprawie adwokat z wileńskiej kancelarii prawnej SPES Aivaras Raišutis.

— Z instytucjami, które są odpowiedzialne za zwrot ziemi, współpracujemy od kilku lat i ta współpraca układa się wzorowo. Wiemy, że urzędnicy z samorządu często nie mówią całej prawdy pretendentom do zwrotu ziemi, argumentując to różnymi ustawami i przepisami. Tymczasem my, prawnicy, wiemy o tym i możemy pomóc — mówi Raišutis. Zdaniem adwokata, prawnicy, którzy reprezentują interesy grup mieszkańców, są w stanie działać o wiele szybciej i skuteczniej niż sami ludzie w pojedynkę. Prawnik twierdzi, że „jeżeli żądania jednego lub kilku mieszkańców urzędnicy są w stanie zlekceważyć, żądań kancelarii prawnej tak łatwo się zbagatelizować nie da”. Jego zdaniem właśnie to oraz wieloletnie doświadczenie prawników, w ramach współpracy z odpowiednimi działami w samorządzie i powiecie, które odpowiadają za zwrot ziemi, są największym atutem przemawiającym za skorzystaniem z usług prawników.

W Służbie ds. Badań Specjalnych (STT Specialiųjų Tyrimų Tarnyba) zapewniają, że uważnie przyglądają się działalności pośredników.

— Funkcjonariusze naszej służby monitorują działalność firm, kancelarii adwokackich oraz ich związki z instytucjami, które zajmują się zwrotem ziemi. Co prawda, pracownikom naszej służby nie udało się na razie ustalić powiązań pomiędzy nimi a urzędnikami — powiedziała „Kurierowi” Julija Antanaitienė, rzeczniczka Służb ds. Badań Specjalnych. Rzeczniczka jednak twierdzi, że służba bardzo się uważnie przygląda pracy prawników i biznesmenów oraz tych urzędników, którzy odpowiadają za zwrot ziemi w samorządzie i powiecie.