Handlowcy z rynku Kalwaryjskiego bronią swoich miejsc pracy

Na rynku Kalwaryjskim lada chwila wybuchnie akcja protestacyjna niezadowolonych handlarzy Fot. Marian Paluszkiewicz
Na rynku Kalwaryjskim lada chwila wybuchnie akcja protestacyjna niezadowolonych handlarzy Fot. Marian Paluszkiewicz

Handlowcy z rynku Kalwaryjskiego szykują się do walki z samorządem Wilna, który zamierza to targowisko oddać w ręce prywatne. Drobni przedsiębiorcy boją się, że zdrożeją zezwolenia na handel, co sprawi, że będą musieli zawiesić działalność gospodarczą. Rozgniewani zapowiadają protest pod samorządem, w razie potrzeby gotowi są nawet ogłosić głodówkę.

Na rynku panują różne nastroje. Jedni nasi rozmówcy nie wierzą, że samorząd usłucha ich postulatów inni gotowi iść na całego.
— Oczywiście, że słyszeliśmy o planach prywatyzacji. Takie babskie gadania chodzą tu już od kilku lat. Ale co my możemy zdziałać, przecież władze i tak zrobią, co zechcą — powiedziała „Kurierowi” Waleria, jedna ze sprzedawczyń na rynku Kalwaryjskim.

Girl in a jacket

Obok handlująca Danuta włącza się do rozmowy: „A co, to jeszcze niecała Litwa sprywatyzowana? Myślałam, że już dawno wszytko jest sprzedane” — ironicznie zauważa, czekając na klientów.

Zupełnie inaczej  jest nastawiony inny nasz rozmówca  Mindaugas.

— Nie pozwolimy im tego! Brakuje tu porządku, ale nie takim sposobem trzeba do niego dążyć! Pójdziemy pod samorząd, a jak nie pomoże, to i pod Sejm!  — omalże nie krzyczy Mindaugas.

Jak powiedzieli nam handlowcy, kryzys sprawił, że ich klienci od kilku miesięcy masowo jeżdżą po zakupy do Polski. Oprócz tego, obawiają się, że po oddaniu targowiska w ręce prywatne, zdrożeją zezwolenia na handel, co sprawi, że drobni przedsiębiorcy będą musieli zawiesić działalność.

— Nie są już śmieszne żarty o tym, że za wspieranie polskiej gospodarki handlowcy z Suwałk pomnik dla mieszkańców Litwy wzniosą. Ale teraz dla nas najważniejsze jest, co czeka rynek Kalwaryjski  pod skrzydłem prywaciarzy. Myślę, że jeszcze większa bieda  — doradzając klientce w wyborze nowej bluzki, mówi podekscytowana Maria.

— Czujemy się pewniej, dopóki gospodarzem rynku jest  samorząd. Co będziemy robić, gdy nowy gospodarz postanowi zamknąć targowisko, przecież zostaniemy bez środków do życia. Sami w miarę możliwości swoimi rękoma stworzyliśmy te miejsca pracy. Nie chcemy, aby targowisko zostało zamknięte. Jesteśmy gotowi walczyć o swoje miejsca pracy i w  żaden sposób nie ustąpimy — kategorycznie stwierdziła Danutė Aksomaitienė, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Drobnego i Średniego Przedsiębiorstwa Rynku Kalwaryjskiego.

Jak mówi dyrektor administracji samorządu Wilna Vytautas Milėnas, obecnie rozpatrywanych jest kilka wariantów: samorząd nadal pozostanie właścicielem rynku, ale przy tym musi być zreformowane zarządzanie, rynek wynająć, a nawet sprzedać to popularne wśród wilnian targowisko. Ostateczną decyzję podejmie Rada Miasta.

Przedstawiciele handlarzy zgłosili się do samorządu o pozwolenie na przeprowadzenie akcji protestacyjnej. Jak informował „Kurier” Gintaras Tamašiūnas, kierownik wydziału ds. porządku publicznego samorządu,  odpowiedź otrzymają w ciągu najbliższych dni. Handlarzy 2 tysięczną pikietę pod samorządem planują na 28 lipca.