Dopalacze — dodają skrzydeł odbierając zdrowie

Napoje energetyczne są mylnie traktowane jako orzeźwiające Fot. Marian Paluszkiewicz
Napoje energetyczne są mylnie traktowane jako orzeźwiające Fot. Marian Paluszkiewicz

Wyzwalają energię, zmieniają świadomość, odurzają i… uzależniają. Mowa bynajmniej nie o narkotykach. Dziś coraz większą popularność zdobywają dopalacze — mieszanki ziołowe, tabletki czy napoje energetyczne, jak np. popularny Red Bull.

W ich skład wchodzą substancje odurzające albo co najmniej szkodliwe dla zdrowia. Nie są wciągnięte na listę zakazanych, a ich działanie jest zbliżone do działania narkotyków — czynią takie samo spustoszenie w organizmie.
Napoje energetyczne często są nazywane dopalaczami w płynie, choć nie zawierają środków psychotropowych. Dziś specjaliści zaliczają je do kategorii nowych uzależnień.

Girl in a jacket

— Nie wyobrażam sobie życia bez puszki dziennie. Czasem muszę „dopalić się” kilkoma, żeby normalnie funkcjonować. Bez dodatkowego „zastrzyku” kofeiny czuję się jakiś rozbity — wyznaje 22-letni student Andrzej. Jest przekonany, że gdyby napoje energetyczne były takie szkodliwe jak o tym mówią lekarze, nie byłyby tak swobodnie sprzedawane.

„Pobudzają do działania i dodają skrzydeł, odpędzą zmęczenie i sen” — deklarują producenci. „Czynią spustoszenie w organizmie, regularnie spożywane przyczyniają się do pojawiania chorób nerwowych i neurotycznych, mogą spowodować wylew czy zawał” — przestrzegają lekarze. Według statystyk, po energetyczne „wspomagacze” sięga coraz więcej młodzieży szkolnej i studentów, którzy uczą się po nocach, bo w dzień nie wystarcza im na to czasu. Kierowcy dalekich rejsów, bywalcy klubów nocnych — to podstawowi konsumenci takich energy drinków.

„Orzeźwiający napój niealkoholowy, tonizujący organizm” — krótko określają producenci. Na półkach sklepowych w naszym kraju zajmuje honorowe miejsca dziś ok. 15 gatunków napojów energetycznych jak np. Red Bull, Dynami:t czy Selita. Bez żadnych ograniczeń mogą po nie sięgnąć nawet dzieci. Mało kto zastanawia się nad tym, że swobodnie sprzedawane wśród żywności w centrach handlowych mogą być szkodliwe.

W Norwegii, Belgii, Danii i Francji takie napoje można znaleźć wyłącznie w aptekach.

— Ustawione obok napojów orzeźwiających są mylnie traktowane. Tymczasem mechanizm ich działania jest sprzeczny z mechanizmem działania naszego organizmu. Dlatego są prawdziwym wstrząsem dla niego. Tylko z pozoru doładowują energią, w samej rzeczy wyciągają z organizmu jej resztki i powodują spustoszenie i wycieńczenie — objaśnia mechanizm działania energy drinków dietetyk Juratė Dobrovolskienė.

Jak podkreśla dietetyk, zwłaszcza niebezpieczne jest popularne obecnie tzw. miksowanie — mieszanie napoju energetycznego z alkoholem: „Nie odczuwamy wtedy ilości wypitego alkoholu, ale organizmu nie da się oszukać. Konsekwencją tego może być szok czy nawet zawał serca”.

— Napoje energetyczne można przedozować. Konsekwencją może być wysokie ciśnienie, tachikardia, naruszenie psychomotoryki, zwiększony poziom cukru we krwi. Osoba mająca wadę serca może nawet umrzeć — przestrzega dietetyk.

Według specjalisty, najbardziej niepokoi fakt, że głównie dzieci i młodzi ludzie sięgają po takie stymulatory.

— Obecnie coraz częściej młode osoby cierpią na jakieś choroby. Sięganie po stymulatory jest dla nich szczególnie niebezpieczne. Ich sprzedaż powinna być bardzo ograniczona — jest przekonana dietetyk.

Według Audronė Astrauskienė, dyrektor Departamentu ds. Kontroli Narkotyków, ostatnio coraz popularniejsza staje się niebezpieczna tendencja jednoczesnego zażywania różnych substancji psychoaktywnych, np. leków uspokajających z alkoholem oraz zażywanie leków niezgodnie z przeznaczeniem.

— Musiałam w krótkim czasie przygotować się do trudnego egzaminu. Ktoś „bardzo życzliwy” poradził, żebym wypiła buteleczkę syropu od kaszlu. Pamiętam, że po tej „kuracji” świetnie opanowałam cały materiał. Pamiętam też doskonale, co potem musiałam przeżyć. Czułam się potwornie. Bolało mnie całe ciało. Bez przesady — myślałam, że umrę. Przez kilka dni nie mogłam wstać z łóżka. Po tym już nigdy nie szłam na takie eksperymenty z własnym ciałem — przypomina dziś ze zgrozą 28-letnia Beata.

— Zatruć organizm można dowolnym środkiem chemicznym, jeśli będzie wykorzystywany niezgodnie z przeznaczeniem. Wszystkie substancje chemiczne w jakiś sposób oddziałują na nasz organizm. Nie wszystkie są narkotykami. Dlatego wobec nich stosuje się inne środki monitorowania. Dokładnie znamy przypadki odurzania się odświeżaczami do powietrza czy środkami do czyszczenia wyrobów skórzanych — wyjaśnia nam Astrauskienė.
Coraz częściej słyszymy o nowym trendzie — zażywaniu mających właściwości psychotropowe ziołach. Legalnych. Dlaczego nie wszystkie substancje mające działanie psychotropowe są zakazane?

— Na nasz rynek stale trafiają różne egzotyczne zioła o nie do końca lub wcale niezbadanych właściwościach. Najczęściej z Ameryki Południowej. Zanim nowe środki zostaną poddane badaniom laboratoryjnym i ewentualnie zostaną uznane za nielegalne, mija pewien okres czasu. Ten okres wykorzystują sprytni przedsiębiorcy. Do sporządzonych z ziół mieszanek dodaje się również substancje chemiczne, by miały odpowiednie działanie. W tej dziedzinie pracują rzesze różnych specjalistów, którzy błyskawicznie reagują na zmiany w ustawach. Można zakazać sprzedaży jednej substancji, ale producenci szybko zmodyfikują zakazany specyfik tak, by zawierał substancje jeszcze dozwolone prawem. Potem tacy „producenci” mącą umysły, zwłaszcza młodych ludzi. Wpajają, że oferują całkowicie bezpieczne, bo legalne produkty — wyjaśnia sytuację dyrektor Departamentu ds. Kontroli Narkotyków. Jedynie w bieżącym roku na Litwie na listę zakazanych wciągnięto 17 substancji, zarówno roślinnych jak i syntetycznych. Dopiero przed dwoma latami na tej liście znalazła się benzylopiperazyna (BZP), substancja działająca podobnie do amfetaminy, którą zawierało większość dopalaczy.

Jeszcze na wiosnę takie „odurzacze” były na Litwie dostępne w wyspecjalizowanych sklepach, które jeden po drugim były otwierane w różnych miastach. W Wilnie działały dwa należące do Tomasa Ambrazasa, w których pod postacią preparatów pochodzenia roślinnego były dostępne również zawierające środki psychotropowe. Przez dłuższy czas sprytny przedsiębiorca potrafił oscylować na granicy legalnego i nielegalnego biznesu. Sam Ambrazas utrzymywał, że oferuje tylko legalne produkty — zioła do palenia i zaparzania. Dystrybutor dopalaczy wyjaśniał, że w większości oferowane przez jego sklepy środki nie są do spożywania, ale do… kolekcjonowania.

— Uważnie śledziliśmy działalność Ambrazasa. W należących do niego sklepach sprzedawano m. in. mieszankę ziołową „Spices”. Dzięki współpracy z laboratoriami w Austrii i Niemczech wykryliśmy, że zawiera środki psychotropowe. Na szczęście znaleźliśmy podstawy prawne, by pozamykać tego typu sklepy — powiedziała Astrauskienė.

Sklepy pozamykano, ale pozostał internet. Wystarczy kliknąć kilka klawiszy klawiatury, by trafić do sklepów w sieci o bardzo różnorodnej ofercie. Według danych Europejskiego Centrum Monitorowania Narkomanii, w 2008 r. po zbadaniu 25 sklepów internetowych ustalono, że reklamuje się w nich ponad 200 substancji psychoaktywnych.

Portale internetowe oferują identyczne produkty, jak działające jeszcze do niedawna sklepy.

„Na Litwie nasiona tych roślin mogą być wykorzystywane wyłącznie do rybołówstwa, jako pokarm dla papug, do kolekcjonowania” — czytamy na jednym z litewskich portali internetowych (z oczywistych względów nie podajemy jego adresu). Przezorni właściciele strony umieszczają informację: „Uprawiać, sprzedawać czy produkować środki narkotyczne jest zakazane. Nie ponosimy odpowiedzialności za wasze działania”. Tuż obok — podane są wszystkie dane dotyczące uprawiania… Co prawda, na próżno szukać tu telefonów do sprzedających. Na stronie jest podana „instrukcja kupowania”. Należy podać swoje namiary i sprzedający się skontaktują za pośrednictwem poczty elektronicznej, następnie towar zostanie dostarczony pod wskazany adres…

Jak mówi dyrektor Departamentu ds. Kontroli Narkotyków, czasem jest trudno zidentyfikować właściciela portalu. Jak mówi, często jest zarejestrowany w innym państwie, co szczególnie utrudnia pociągnięcie właściciela do odpowiedzialności karnej.

— Odurzacze najczęściej wypróbowują młodzi ludzie do 25 roku życia — informuje Emilis Subata, dyrektor Wileńskiego Ośrodka Chorób Uzależniających. Jak twierdzi, bardzo szybko się uzależniają. W ciągu kilku miesięcy.

— W wyniku zażywania takich środków zachodzą zmiany w mózgu, który potem się upomina, że mu czegoś brakuje — objaśnia Subata.

— Nie da się wszystkiego, co jest szkodliwe, zabronić, dlatego podstawowym działaniem obronnym jest zdobywać jak najwięcej wiedzy o szkodliwości tego typu środków. Tę wiedzę należy zaszczepiać jeszcze w dzieciństwie. Młoda osoba powinna uświadamiać sobie przede wszystkim, że trucizn należy unikać — konkluduje dyrektor Departamentu ds. Kontroli Narkotyków.


GROŹNE DOPALACZE

Następstwa wieloletniego przyjmowania dopalaczy nie są do końca zbadane. Ale już dziś wiadomo, że na pewno są szkodliwe. Lista działań niepożądanych jest długa. Dopalacze mogą powodować m. in. nudności, bóle głowy, stany lękowe, bezsenność, drgawki. Oprócz tego wywołują problemy z oddychaniem, znużenie, silny ból głowy, ataki szału, urojenia, znaczne podwyższenie temperatury ciała, biegunkę, zawroty głowy, obfite pocenie się ciała, śpiączkę oraz wymioty i brązowienie skóry.