Odnalazł się Chrystus Upadły pod Krzyżem

Restauracja potrawa jeszcze co najmniej pół roku — mówi kustosz pani Laima Fot. Marian Paluszkiewicz

Odnalazła się, prawdopodobnie pochodząca z Kalwarii Wileńskiej, figura Chrystusa Upadłego pod Krzyżem. Jest to jedyna — jak na razie — figura z 24 stacji wyburzonych w 1963 roku przez sowietów.

Znalezisko odkryto już w kwietniu ubiegłego roku w jednym z pomieszczeń Uniwersytetu Wileńskiego, ale nie zostało ono skojarzone z Kalwarią.

Girl in a jacket

— Dowiedziałem się o tym z internetu. 11 stycznia ukazała się informacja, że w jednym z pomieszczeń gospodarczych fakultetu historii Uniwersytetu Wileńskiego (podczas sprzątania pomieszczenia) znaleziono dużą, rzeźbioną figurę Upadłego Chrystusa pod Krzyżem — opowiada „Kurierowi” proboszcz wileńskiej parafii pw. Odnalezienia Krzyża Świętego Virginijus Česnulevičius. — Taka właśnie figura była kiedyś, przed wyburzeniem Kalwarii, w kaplicy XXVII stacji.

Figura ma 1,68 m długości. Zdaniem specjalistów, pochodzi z XVIII wieku i jest dziełem rąk dobrego (aczkolwiek anonimowego) fachowca. Wyrzeźbiona jest z lipowego drewna, aczkolwiek nie z całego kawałka. Niektóre części figury są uszkodzone i już nieco zmurszałe, gdyż jak wiadomo, lipa nie jest zbyt dobrym i trwałym materiałem na rzeźby.
Zarówno kierownictwo Uniwersytetu, fachowcy od dzieł sztuki, jak też Kościół gubią się w domysłach, kiedy, w jaki sposób figura ta mogła trafić do Uniwersytetu. Jakie mogły być jej koleje i czy na pewno pochodzi z Wileńskiej Kalwarii. Czy gdziekolwiek istniały jeszcze takie albo podobne figury.

Nie do końca potwierdzonych danych i wersji jest kilka, jednak specjaliści twierdzą, że jest to dość cenny obiekt sakralny i najprawdopodobniej powinien pochodzić z jakiejś parafii wileńskiej.

Są domysły, że do Uniwersytetu mogła przywędrować z byłego muzeum ateizmu, które formowało się w latach 1961-1962. W latach 1947-1950, kiedy masowo zamykano kościoły, rabowano z nich wszystko i właściwie na tej bazie powstało potem muzeum ateistyczne. Jednak duża figura mogła być dość kłopotliwym eksponatem i dlatego mógł być gdziekolwiek i komuś, np. studentom oddany.

Tymczasem kalwaryjscy parafianie twierdzą, że figura znikła z kaplicy prawie przed samym wyburzeniem Drogi Krzyżowej, jednak nikt dokładnie nie wiedział, w jaki sposób i dokąd.

„Kurierowi” udało się dotrzeć do osób, które twierdzą, że gdy rozpoczęły się pogłoski o wyburzeniu Kalwarii, ówczesny proboszcz (mógł to wtedy być ks. Woronowicz lub ks. Iwańczyk) zabrał kilka cenniejszych figur z kilku kaplic. (O tym mówiono też w domu niżej podpisanej).

Jakie były ich losy, komu proboszcz przekazał na przechowanie i czy wśród nich była właśnie ta figura, nikt dokładnie nie wie. Świadkowie lub ci, którzy cokolwiek mogli słyszeć z ust samego proboszcza, już poumierali. Pozostały tylko ich dzieci, które pamiętają, że w ich domu mówiono o niektórych figurach z Drogi Krzyżowej.

W tej chwili Upadły Chrystus znajduje się w wileńskiej pracowni restauratorskiej „Prano Gudyno restauravimo centras” przy ul. Rūdninkų 8 i zajmuje się nią kustosz Laima Kruopaitė.

Odwiedziliśmy pracownię pani Laimy. Figura leżała na niskim podium tak właśnie, jak przed laty w Kalwarii. (Poznałam, że to ten sam Chrystus, przed którym tak wiele razy klękało się, obchodząc Kalwarię — przyp. aut.).
Chrystus nie ma lewej ręki, uszkodzone są palce prawej, częściowo obu stóp, nieco zmurszała od wilgoci jest głowa. Natomiast całkiem nie najgorzej, jak na tak długi okres, zachowała się szata o ciemno bordowym, miejscami przechodzącej w lekki fiolet, kolorze.

Polichromia drzewa jest dość skomplikowana, bo w niektórych miejscach odkryto aż 16 warstw farby. W niektórych miejscach tylko kilka, co świadczy o tym, że figura była konserwowana częściami. Właśnie dlatego aktualna restauracja wymaga nie tylko dużej pracy, ale i wielkiej precyzji, jak też czasu. Myślę, że zajmie to jakieś dobre pół roku. A jeśli chodzi o pochodzenie figury, to faktycznie nie mam prawie najmniejszej wątpliwości, że pochodzi ona z Kalwarii Wileńskiej — mówi kustosz.

Swoistym potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że gdy figurę zabrano do restauracji, w fałdach włosów Chrystusa znaleziono resztki jesiennych suchych liści oraz 1–kopiejkową monetę z roku 1961. A więc wiadomo, że figura nie mogła stać w kościele, czy w jakimś zamkniętym pomieszczeniu. Musiała stać tam, gdzie wiatr rozwiewał liście, a kopiejka datowana 1961 rokiem świadczy, że przynajmniej do tej pory figura musiała się znajdować w miejscu, gdzie pielgrzymi składali ofiary, a takim miejscem właśnie była Kalwaria.

— Zagadką jest tylko, jak przywędrowała ona na Uniwersytet. Gdzie znajdowała w okresie pomiędzy Kalwarią a uniwersytetem? Ale nie ma wątpliwości, że na uniwersytet nie mogła trafić nie wcześniej niż w latach 1978-1980, kiedy to po raz pierwszy gruntownie porządkowano pomieszczenie gospodarcze uczelni — opowiada pani Laima, z ogromną pieczołowitością pochylając się nad każdą fałdą szaty i tłumaczy nam, co i gdzie trzeba naprawić.

Dorobić trzeba i odpowiednio dopasować także krzyż, który niósł Chrystus, bo stary gdzieś zaginął.

Dlatego zarówno restauratorzy, kościół, jak też redakcja zwracają się do Czytelników (szczególnie z parafii kalwaryjskiej) z prośbą, by jeśli ktoś coś na ten temat wie, czy pamięta, może ma stare zdjęcia w różnych ujęciach, żeby się skontaktował z proboszczem w Kalwarii (tel. 269 74 69) lub redakcją tel. (2 608 444). Cenne mogą się okazać każde wspomnienia.

Figura po restauracji prawdopodobnie wróci do Kalwarii, ale jak się okazało, jest pewien kłopot. Według, na razie niepotwierdzonych danych, wymiary niektórych nowo wybudowanych kaplic zostały nieco zmniejszone. Nie wiadomo więc, czy stara figura, która była dostosowana do dawnych rozmiarów niszy, teraz w niej się zmieści. Na razie jednak należy odtworzyć jej historię i zadbać o należytą konserwację tego obiektu.