(Samo)usunięcie rzeźb z Zielonego mostu

207
Od lat nierestaurowane sowieckie rzeźby na Zielonym Moście niszczeją, co wydaje się na rękę władzom miasta, gdyż noszą się one z zamiarem (samo)usunięcia pomników z mostu Fot. Marian Paluszkiewicz

Zielony Most w Wilnie, a raczej stojące na nim sowieckie metalowe rzeźby czerwonoarmistów, kołchoźników, robotników i studentów, wciąż dzielą społeczeństwo litewskie, zamiast go łączyć, jak na rolę mostu przystało.

Aczkolwiek brzegi Wilii most łączy nie najgorzej, zaś stojące na nim rzeźby nie mają na to negatywnego wpływu. Ale na razie. Już w ubiegłym roku jedna z rzeźb (dokładnie pomnik żołnierzom radzieckim) poszła w szwach i groziła zawaleniem się na głowy przechodniów i jezdnię, a w najlepszym przypadku stoczeniem się na nadbrzeże pod mostem. Wtedy władze miasta bez większych dyskusji znalazły środki na podłatanie rozpadającego się pomnika. To był ostatni i jedyny „remont”, jaki rzeźby miały w ostatnich latach. Przed dwoma laty, co prawda, jeden z litewskich celebrytów — Juozas Statkevičius urządził happening, podczas którego rzeźby te umyto. Dziś obdarte z tablic, z plamami po zamalowanych swastykach i antyrosyjskich napisach, pękające w szwach, pokrywające się rdzą i pyłem bardziej straszą przechodniów niż upiększają most.

— Władze nic nie robią, bo czekają, aż te rzeźby same się rozpadną i będzie po sprawie — mówi nam oburzony przechodzień i wypomina władzom Wilna, że nie zgodziły się na propozycję Rosjan, którzy zaoferowali remont rzeźb. Było to w nieodległej przeszłości, kiedy Litwa w marcu obchodziła 20-lecie odrodzenia niepodległość. Wtedy władze Moskwy zaproponowały władzom Wilna, że odrestaurują Zielony Most i rzeźby na nim stojące. Władze Wilna wypięły się na tę propozycję moskali i oświadczyły, że same będą decydować, co i kiedy remontować… albo nie remontować wcale, bo właśnie na taki scenariusz zanosi się. A przynajmniej świadczy o tym bezczynność władz stołecznych wobec rzeźb na moście. Konserwatywny mer Wilna Vilius Navickas pośrednio nie kryje, że ta bezczynność ma na celu właśnie usunięcie sowieckich rzeźb z mostu, bo w żaden inny sposób tego nie da się zrobić. Zniesienie rzeźb mer Wilna obiecał swoim kolegom partyjnym. Powiedział wprawdzie, że zrobi to w sposób prawny i demokratyczny, po tym jak Departament Ochrony Zabytków skreśli rzeźby z listy dziedzictwa narodowego, o co podobno mer już się zgłosił do Departamentu.

— Nie mam informacji na temat, czy prośba mera dotarła do nas i, czy w ogóle została wysłana, ale w tej sytuacji nie to jest najważniejsze. Z prasy dowiedzieliśmy się, że mer wystąpił z taką propozycją, ale problem polega na tym, że ustawy nie przewidują skreślenia pomnika z listy zabytków na czyjąkolwiek prośbę. Co więcej, nawet jakikolwiek zabytek zniszczeje, będzie on wciąż znajdował się na liście zabytków chronionych i tylko po decyzji specjalnej komisji, która może stwierdzić, że ochrona prawna wobec zabytku nie jest możliwa, bo go po prostu nie ma, wtedy dopiero przestanie obowiązywać taka ochrona — wyjaśnia nam Rimantas Bitinas, kierownik wileńskiego terenowego oddziału Departamentu Ochrony Zabytków. Dodaje też, że zanim jednak zabytek istnieje, to jego zarządca (w przypadku rzeźb na moście jest to samorząd miejski) powinien zadbać o jego ochronę i renowację.

Bitinas przyznaje jednak rację naszej sugestii, że na upartego każdy zarządca może doprowadzić do zniszczenia pomnika poprzez jego nieremontowanie.

— Zarządca ma obowiązek ochrony, inaczej grozi mu kara, jednakże jest to tylko kara administracyjna, czyli finansowa — ubolewa kierownik wydziału. Zaznacza też, że w takich wyjątkowych przypadkach ochronę nad zabytkiem teoretycznie może przejąć państwo, ale praktycznie przejęcie samorządowego majątku jest bardzo skomplikowanym i nie do końca znanym procesem.

Zanim więc toczy się, najczęściej za pośrednictwem mediów, dyskusja na temat, kto ma odpowiadać bądź nie za stan rzeźb, te na Zielonym Mości niszczeją z każdym dniem. Czy nie na to właśnie liczą władze miasta, że w końcu rzeźby będą nadawały się tylko do rozbiórki, a nie do renowacji? Wilnianie natomiast w większości swojej sądzą (przynajmniej tak wykazują przeprowadzane sondaże), że rzeźby te z 1952 roku mają być odrestaurowane i pozostać na Zielonym Moście nie ku chwale minionej epoki, lecz jako pomnik dziedzictwa narodowego, którego okres sowiecki w historii Litwy był jednym z najtrudniejszych i najokrutniejszych. Charakteryzował się on, między innymi, niszczeniem pamięci narodowej, w tym też pomników symbolizujących poprzednie epoki.