Chleba naszego powszedniego i ziemniaków też…

370
Rolnicy narzekają, że tegoroczny urodzaj ziemniaków jest słabszy, co również przyczyni się do wzrostu ceny Fot. Marian Paluszkiewicz

Zapewne wielu mieszkańców kraju może dziś wznosić podobne modlitwy do niebios, bo jak koszykówka jest nazywana na Litwie drugą religią, tak ziemniaki są dla nas drugim chlebem. I nie tylko ze względu na „ziemniakochłonną” produkcję sławnych litewskich cepelinów, ale również wobec zachodniej konkurencji dla litewskiego kartoflanego specjału, czyli chipsów i innych ziemniaczanych smażonek.

Hodowcy i handlowcy ziemniaków są zgodni, że jeśli „surowca” na cepeliny i chipsy nie zabraknie, to jego cena z każdym miesiącem będzie rosła na pewno.
— Na razie idzie po 50-55 centów (cena hurtowa red.), ale to dopiero początek, bo nawet jeszcze niecały urodzaj jest zebrany. Spodziewam się wiec wzrostu ceny, która może nawet skoczyć do 80 centów za kilogram — mówi dla „Kuriera” Jan Muczyń, rolnik z podwileńskich Awiżeń. Jego zdaniem, decydujący wpływ na wzrost cen ma słabszy niż zazwyczaj urodzaj oraz rosnący popyt na rynkach światowych.

— Mamy o około 20-30 proc. słabszy urodzaj niż w ubiegłym roku. Poza tym około 3 z 40 hektarów uprawy wymokło. Wiele jest też podgniłych ziemniaków. Słaby urodzaj jest również w Polsce i Belgii. Dlatego też ceny będą rosły — uważa Jan Muszyń i zaznacza, że w porównaniu z ubiegłorocznymi cenami, tegoroczna już jest większa.

— Rok temu płacono nam po 40 ct., a w tym roku mamy już 55 ct. — wyjaśnia rolnik z Awiżeń. I choć tendencja wzrostu ceny cieszy hodowców ziemniaków, to są poważne obawy, czy tegorocznego zbioru wystarczy do przyszłorocznych wykopków. Najpierw upalna, a potem deszczowa pogoda nie była najlepszą dla hodowli ziemniaków, dlatego rolnicy obawiają się, że sporo ziemniaków zepsuje się w przechowalniach w ciągu roku.

— Nie może zabraknąć nam ziemniaków, bo mamy długoterminowe zobowiązania dostaw — mówi Jan Muszyń i zaznacza, że w przeciwnym razie, zamiast sprzedawać rolnicy będą zmuszeni sami kupować ziemniaki, żeby wywiązać się z umów.

Rolnik Stanislovas Aleksandravičius z Poswola na północy Litwy, gdzie są najżyźniejsze w kraju gleby, ma w tym roku mniejsze straty na polu, więc też mniejsze obawy, co do przyszłych dostaw. Z prawie 100 hektarów upraw wymokło u niego „tylko” około dwóch hektarów. Jest jednak też sporo zepsutych ziemniaków. W sumie Aleksandravičius ocenia, że straci około 5 proc. tegorocznego urodzaju.

— Zobaczymy jednak, jak będzie przechowywał się w magazynach. Na razie musimy wszystko zebrać z pola, bo jest tego jeszcze około 30 hektarów — mówi Stanislovas Aleksandravičius. Na razie nie zastanawia się nad sprzedażą, bo jak mówi, jeszcze za wcześnie. Jest też przekonany, że potem cena będzie lepsza.

— Słyszałem, że mogą nawet po 80 centów płacić — mówi nam rolnik z okolic Poswola.

Pogłoski te potwierdza Donatas Montvila, dyrektor spółki „Domeina”. W rozmowie z „Kurierem” mówi, że 80 centów, to całkiem możliwa cena i to nie ma nic wspólnego ze zmową producentów i handlowców, o co ostatnio rząd ich oskarża.

Jeśli ceny na ziemniaki będą rosły w obecnym tempie, to może okazać się, że nie każdego będzie stać na ugotowanie „ziemniakochłonnych” tradycyjnych cepelinów Fot. Marian Paluszkiewicz

— Nie jesteśmy zamkniętym rynkiem, dlatego ceny u nas rosną nie z powodu uwarunkowań rynku wewnętrznego, lecz dlatego, że ceny na ziemniaka pną się w górę w całej Europie — tłumaczy nam dyrektor „Domeiny”, która nie tylko pośredniczy w handlu, lecz również sama zajmuje się uprawą warzyw. Wobec tego jest jednym z największych dostawców produktów, w tym ziemniaków, na rynek wewnętrzny, gdzie występuje pod marką „Ketaviškių“.

Donatas Montvila zauważa, że koniunkturę na rynku ziemniaka napędza z jednej strony słaby urodzaj w Europie, zaś z drugiej ogromne zapotrzebowanie na ziemniaki w Rosji.

— Rosjanie już ruszyli na masowy skup ziemniaków w tej części Europy, to dlatego ceny idą w górę i nadal będą rosły. Problem polega nie na tym, do jakiego poziomu wzrosną ceny, lecz chodzi o to, czy w ogóle wystarczy nam ziemniaków do przyszłorocznych plonów i czy nam samym nie trzeba będzie ich sprowadzać. Zresztą może okazać się, że nie będziemy mieli gdzie kupować, albo nie będzie nas stać na import — wyjaśnia nam dyrektor „Domeiny”.

Jego spółka dotychczas nie zajmowała się eksportem ziemniaków, ale Montvila nie wyklucza, że jeśli koniunktura na rynku będzie nadal sprzyjała, to spółka może rozpocząć wywóz ziemniaków chociażby do Rosji. Dyrektor „Domeiny” nie prognozuje, jaka może być eksportowa cena ziemniaków, ale wierzy, że na pewno będzie bardziej atrakcyjna niż na rynku wewnętrznym. I się nie myli…

Jak wynika z doniesień z rynku białoruskiego, cena na ziemniaki wzrasta tam co tydzień, głównie ze względu na ogromne zapotrzebowanie w Rosji. A jak wiadomo, Białoruś była dotychczas jednym z największych eksporterów ziemniaków na rynek rosyjski. Jednak złe warunki pogodowe i tam zmniejszyły urodzaj „bulby”, toteż władze Białorusi próbują administracyjnie ograniczać eksport ziemniaków, co swoją drogą jeszcze bardziej winduje ceny.

Jak wynika z doniesień białoruskich agencji, eksportowa cena białoruskich ziemniaków już kształtuje się na poziomie około 1600 rubli białoruskich, co w przeliczeniu na europejską walutę wynosi około 40 eurocentów, czyli ponad 1,35 lita za kilogram. Jest to już ponad dwa razy więcej niż cena ziemniaków na wewnętrznym rynku litewskim.

Na tegoroczny wzrost cen ziemniaków na Litwie wpływ będzie miała nie tylko koniunktura na rynku światowym, ale też uwarunkowania wewnętrzne. Rolnicy zauważają, że w ciągu roku wzrosły ceny paliwa dla rolników (średnio o około 70 proc.) oraz nawozów (o około 100 proc.). I chociaż z prognoz resortu rolnictwa wynika, że w tym roku będziemy mieli urodzaj ziemniaków w sumie większy o 10 proc. niż w roku ubiegłym, to zdaniem hodowców i handlowców, ten wzrost podaży nie zniweluje rosnącego popytu, dlatego nie należy spodziewać się niższej, a nawet stabilnej ceny na ziemniaki.

Jak wynika z ostatnich danych, obecnie za ziemniaki w skupie płaci się od 500 do 700 litów za tonę (w zależności od gatunku i jakości). Jednak w przekonaniu zarówno producentów kartofla, jak i handlowców, ta cena będzie tylko rosła.