Czy mer Wilna wykaże się rozsądkiem?

237
Koledzy partyjni liczą na rozsądną decyzję mera Viliusa Navickasa i oczekują jego dymisji Fot. Marian Paluszkiewicz

Wielokrotne próby stołecznej opozycji obalenia skandalicznego mera Viliusa Navickasa zawsze kończyły się niepowodzeniem. Kolejną próbę i raczej skuteczną mogą podjąć partyjni koledzy mera z partii Związek Ojczyzny – Chrześcijańscy Demokraci Litwy (ZO/ChDL). Chyba że Vilius Navickas sam zrozumie beznadziejność swojej sytuacji i poda się do dymisji. Przynajmniej tego oczekują od niego koledzy z wileńskiego oddziału partii konserwatywnej.

— Stanowisko naszego oddziału jest znane nie od dziś. Jeszcze w połowie września Rada oddziału zwróciła się do partyjnego Komitetu Nadzoru o usunięcie mera z szeregów partii. Zaapelowaliśmy też do Viliusa Navickasa o podanie się do dymisji ze stanowiska mera oraz zrezygnowania z ubiegania się o mandat radnego w zbliżających się wyborach samorządowych. Postanowienie w tej kwestii przyjęto zdecydowaną większością głosów — poinformował „Kurier” prezes stołecznego oddziału konserwatystów, poseł na Sejm Mantas Adomėnas.

Sprawa nieco skomplikowała się po tym, jak Komitet Nadzoru, zamiast usunąć Navickasa z partii, wstrzymał jego członkostwo w szeregach konserwatystów. Wywołało to zamieszanie oraz naciski kierownictwa partii, żeby Komisja „ponownie rozpatrzyła swoją decyzje i być może ją skorygowała”.
— Decyzja Komitetu nie może być odwołana, czy zmieniona przez jakikolwiek organ partyjny — odpowiada nam członek Komitetu Nadzoru ZO/ChDL oraz radny miasta Wilna z ramienia tej partii, Raimundas Alekna. Przyznaje jednak, że po decyzji Komitetu sytuacja mera w partii staje się dwuznaczna. Jego zdaniem, sprawę może rozwikłać odpowiednia decyzja stołecznych konserwatystów, którzy jak przyznał, są w większości nieprzychylni obecności Viliusa Navickasa w swoich szeregach.

— Decyzja Komitetu Nadzoru została podjęta na podstawie wniosku w sprawie mera oraz argumentów i faktów przedstawionych we wniosku. Jest to decyzja niezależna i suwerenna, toteż nie może być zmieniona na wniosek, czy prośbę Rady partii, czy też innego organu władzy partyjnej. Niemniej, swoją decyzję w sprawie mera może podjąć stołeczny oddział partii — wyjaśnia nam Raimundas Alekna i sugeruje, że decyzja oddziału może być bardziej rygorystyczna wobec mera niż ta, jaką podjął Komitet.

Mer Wilna Vilius Navickas naraził się kolegom partyjnym, po tym jak do mediów trafiło nagranie prywatnej rozmowy mera z szefem samorządowego Urzędu Kontroli Šarunasem Skučasem, również z partii konserwatystów. Podczas rozmowy mer naciskał na Skučasa, żeby jego urząd zwlekał z badaniami spraw, w których są zamieszani koledzy partyjni, natomiast koncentrowałby się na sprawach, w których figurują politycy opozycji. Rozmowę z merem nagrał i udostępnił mediom sam Skučas. Co ciekawe, zarówno kierownictwo partii, jak też Komitet Nadzoru byli wobec Skučasa bardziej surowi. Za nagrywanie rozmów z kolegami partyjnymi i upowszechnienie nagrań Skučas został usunięty z partii, a premier i lider konserwatystów Andrius Kubilius, określił jego zachowanie się, jako „amoralne i godne potępienia”. Kubilius uważa też, że Skučas i Navickas zasługują na jednakową karę. Chociaż po słowach Alekny raczej trudno będzie oczekiwać, że kara ta zostanie ujednolicona, jednak oddział wileński nie zamierza odpuścić merowi. Jak zapowiada lider wileńskich konserwatystów, jeśli mer sam nie podejmie odpowiedzialnej decyzji, to w najbliższym czasie kierownictwo oddziału ponownie wróci do sprawy członkostwa mera w partii, jak też obecności jego na listach wyborczych.

— Nie znam mera osobiście na tyle, żeby przewidywać jego decyzje w tej sprawie. Jestem jednak przekonany, że jeśli jest on rozsądnym człowiekiem i trzeźwo ocenia swoją sytuację, to zrezygnuje zarówno ze stanowiska mera, jak też z ubiegania się o mandat w zbliżających się wyborach samorządowych — powiedział Mantas Adomėnas.