Wraca moda na zakupy w Polsce

Z powodu rosnących cen coraz więcej kupujących jedynie przygląda się produktom w litewskich sklepach, zaś na zakupy wyjeżdża do polskich supermarketów Fot. Marian Paluszkiewicz

Na Litwie toczy się spór o to, z czyjej winy nieustannie rosną ceny na artykuły spożywcze. Tymczasem konsumenci mają dość tych cen i sporów, i podobnie jak przed rokiem znów masowo wyjeżdżają na tańsze zakupy do polskich supermarketów.

Według ocen resortu rolnictwa, tylko w tym roku żywność zdrożała o kilkanaście, a niektóre produkty nawet o kilkadziesiąt punktów procentowych. Do interwencji wkroczyli premier i prezydent. Naciskają na urząd antymonopolowy — Radę Konkurencyjną, żeby przeprowadził badanie w sprawie ewentualnej zmowy handlowców, których podejrzewa się o windowanie cen.

Girl in a jacket

— Takie badania są obecnie prowadzone, a ich wyniki, mam nadzieję, poznamy jeszcze w tym tygodniu — mówi „Kurierowi” Palmyra Kvietkauskienė, rzeczniczka prasowa urzędu antymonopolowego. Tymczasem jeszcze w poniedziałek przewodniczący Rady Jonas Rasimas podczas spotkania z prezydent Dalią Grybauskaitė przedstawił pierwsze, wstępne wyniki prowadzonego badania. Opierają się one na analizie cen poszczególnych produktów rolnych, jaką od 2007 roku prowadzi Litewski Instytut Gospodarki Rolnej. Z analizy tej wynika jednoznacznie, że jedną z podstawowych przyczyn ostatniego wzrostu cen artykułów spożywczych są stale rosnące marże handlowców.

Początkowe tłumaczenia handlowców, że artykuły spożywcze drożeją z powodu nieurodzaju, prysły jak kolejna bańka mydlana Fot. Marian Paluszkiewicz

W rozmowie z „Kurierem” potwierdza to też Palmyra Kvietkauskienė. Podkreśla jednak, że jest to tylko jedna z przyczyn wzrostu cen, zaś ostateczny ich przekrój zostanie wyjaśniony po zakończeniu badania w tym tygodniu.

— Oczekujemy, że wyniki naszej kontroli wykażą nie tylko poszczególne przyczyny, ale też będziemy mogli z nich dowiedzieć się, czy doszło do ewentualnej zmowy handlowców — zaznacza rzeczniczka prasowa Rady Konkurencyjnej.

— O żadnej zmowie mowy być nie może — odpowiadają handlowcy i dodają, że nie zgadzają się z analizą Instytutu Gospodarki Rolnej. Jednak swoich opinii na razie nie chcą przedstawić.

— Aktywnie współpracujemy z Radą Konkurencyjną w zakresie prowadzonego przez nią badania przyczyn wzrostu cen. Członkowie Zrzeszenia udostępniają Radzie wszelkie niezbędne do badania informacje i dokumentacje. Mam nadzieję, że w tym tygodniu poznamy wyniki tych badań, dopiero wtedy będziemy mogli komentować sytuację — tłumaczy w rozmowie z nami Marius Busilas, dyrektor Litewskiego Zrzeszenia Spółek Handlowych, do którego należą również największe sieci litewskich supermarketów. Przedstawiciel handlowców nie chce oceniać analizy Instytutu. Mówi tylko, że nie odpowiada ona prawdzie. Zaznacza, że z dokumentacji przedstawionej przez przetwórców i handlowców wynika, że marże handlowe wcale nie są tak duże, jak wynika z badań Instytutu.

— Wyniki mogą być różne w zależności od tego, jakie poszczególne produkty i w jakim okresie bada się. Przecież i w tym tygodniu w sklepach można kupić litr mleka za jedyne 1,2 lita, ale też jest mleko w cenie powyżej 2 litów — mówi nam Marius Busilas. „Populizmem” określa propozycje niektórych polityków, żeby ustawowo regulować marże handlowców. Ostatnio ten pomysł odświeżyła prezydent Dalia Grybauskaitė, która zagroziła w poniedziałek handlowcom, że jeśli nie przestaną „bezczelnie wykorzystywać bezradność ludzi”, to zostanie im nałożony ustawowy kaganiec dopuszczalnych marż handlowych.

— Nie jest to nowy pomysł, do którego politycy powracają przed każdymi wyborami. Właśnie 30 sierpnia projekt regulacji marż został zgłoszony w Sejmie. Z podobnym pomysłem politycy wystąpili też dwa lata temu, lecz wtedy nic z tego nie wyszło. Mam nadzieję, że również tym razem skończy się podobnie, bo w żadnym innym kraju Europy takich rzeczy nie ma — zauważa Marius Busilas.

Tymczasem, póki politycy i handlowcy sprzeczają się o swoje racje, litewscy konsumenci na swój sposób walczą z drożyzną i podobnie jak przed ponad rokiem znowu zaczynają jeździć na zakupy do Polski. Na forach internetowych pojawiły się ponownie informacje o miejscach, gdzie w Polsce najlepiej i najtaniej można zrobić zakupy, zaś w ofercie firm transportowych znowu pojawiły się oferty jednodniowych wyjazdów do centrów handlowych w Suwałkach czy Białymstoku.
— Znowu zaczęliśmy wozić do Polski, bo jest coraz więcej chętnych takich wyjazdów. Wozimy prawie w każdy weekend — mówią nam w firmie przewoźniczej „Želesa”, która po ponad rocznej przerwie wznowiła ofertę wyjazdów na zakupy do Polski. Do takich wyjazdów zachęcają nie tylko niższe ceny w polskich supermarketach, ale też cena wyjazdu — 60 litów od osoby w obie strony.

— W ten weekend mamy wyjazd do centrów handlowych w Białymstoku — mówi nam menadżerka firmy. Wyjaśnia też, że autokary wyjeżdżają wczesnym rankiem i późnym wieczorem wracają do Wilna. Zaznacza też, co w przypadku takiego wyjazdu jest najważniejsze, że nie ogranicza się wielkości bagaży pasażerów.

— Na razie nie było takiej potrzeby, bo autokar jest duży i ma duże przedziały bagażowe — wyjaśnia nam przedstawicielka „Želesy”.