Polska i Litwa — czy możliwy jest dialog bez pośredników?

Zdaniem zagranicznych obserwatorów, napięcie w relacjach polsko-litewskich uniemożliwia porozumienie się bez pośredników niezależnych. Fot. Marian Paluszkiewicz
Zdaniem zagranicznych obserwatorów, napięcie w relacjach polsko-litewskich uniemożliwia porozumienie się bez pośredników niezależnych. Fot. Marian Paluszkiewicz

Coraz bardziej napięte relacje polsko-litewskie i ich eskalacja przez litewskich polityków codziennie wypowiadających się w coraz bardziej ostrzejszym tonie niepokoją już nie tylko władze w Warszawie, ale też opinię międzynarodową.

Polskie MSZ wydało ostatnio oświadczenie, że nie zamierza dalej tolerować łamania praw polskiej mniejszości na Litwie, a wydawane w Brukseli pismo „European Voice” doszukuje się w historycznym kontekście sedna problemu, jak pisze, najgorszych relacji dwustronnych w Europie, zaś tygodnik „The Economist” proponuje do rozstrzygnięcia problemów w polsko-litewskich relacjach zaangażować międzynarodowych ekspertów.

Girl in a jacket

Mimo deklarowanego partnerstwa strategicznego polsko-litewskie relacje dwustronne nigdy nie były „najlepsze w historii”, jak to nieraz próbowali przedstawiać politycy po obu stronach.

W ubiegłym tygodniu w rozmowie z „Kurierem” polski europoseł Ryszard Czarnecki tłumaczył, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat Polska nie robiła prawie nic wobec ewidentnej dyskryminacji polskiej mniejszości na Litwie, gdyż nie chciała zaszkodzić wizerunkowi Litwy w okresie jej przyjmowania do struktur NATO oraz Unii Europejskiej.

Również polski resort MSZ z ubolewaniem stwierdził, że przyjazne gesty wykonywane w ostatnich latach przez polską stronę nie spotkały się z adekwatną reakcją litewską. Resort zapowiedział też, że podejmie działania dyplomatyczne w sprawie polskiej mniejszości na Litwie.

Taką reakcję przedstawicieli Polski wywołały antypolskie działania aktywnie inspirowane ostatnio przez skrajne nacjonalistyczne skrzydło rządzącej partii konserwatystów — Związku Ojczyzny/Chrześcijańscy Demokraci Litwy. Rewanżyści z tego ugrupowania zorganizowali 9 października konferencję z okazji obchodów 90. rocznicy podpisania umowy suwalskiej, która przebiegała jednak w duchu nienawiści oraz roszczeń terytorialnych wobec Polski i oskarżeń o nielojalność obywatelską wobec polskiej mniejszości na Litwie.

Oliwy do ognia dolał jeden z liderów lewicy, wiceprzewodniczący sejmowego komitetu spraw zagranicznych, poseł Justinas Karosas, który bezpodstawnie uznał, że Polacy na Litwie nie chcą integrować się, wobec czego poseł wyprasza ich do Polski.

Te słowa i działania litewskich polityków wywołały ostrą reakcję strony polskiej.

„Nie możemy akceptować braku poszanowania mniejszości polskiej na Litwie. MSZ RP z rosnącym zaniepokojeniem i troską obserwuje rozwój sytuacji w stosunkach między Polską i Litwą. Wypowiedzi partnerów litewskich wzbudzające nieufność wobec polskiej mniejszości na Litwie uważamy za wysoce niefortunne i kontrproduktywne dla rozwoju dobrosąsiedzkich stosunków. Ubolewamy, że przyjazne gesty wykonywane w ostatnich latach przez stronę polską nie spotkały się z adekwatną reakcją strony litewskiej” — napisano w oficjalnym stanowisku polskiego resortu spraw zagranicznych sformułowanym w piątek w odpowiedzi na pytania PAP dotyczące stosunków na linii Wilno-Warszawa.

Tymczasem antypolskie fobie ogarnęły już nie tylko skrajnych nacjonalistów rządzącego ugrupowania, ale też jego umiarkowanego skrzydła na czele z liderem partii, premierem Andriusem Kubiliusem.

Kubilius zagroził lokalnym władzom na Wileńszczyźnie, gdzie tradycyjnie są mocne pozycje Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, żeby nie ważyły się przeciwstawiać polityce asymilacji polskiej i białoruskiej mniejszościom narodowym oraz żeby dbały o rządowy mechanizm asymilacji mniejszości, jakim na Wileńszczyźnie są szkoły litewskie zakładane przez władze centralne.

„Mieszkających w tych rejonach Litwinów nazywam lokalną mniejszością, dlatego przed władzami rejonów stawiam zadanie, żeby dbały o oświatę litewską i szkoły litewskie, mimo że są one zakładane przez rząd, w takim samym stopniu, w jakim my dbamy na poziomie państwowym o mniejszości polską i rosyjską, o ich oświatę i ich szkoły” — mówił podczas posiedzenia Rady swojej partii premier Andrius Kubilius. Premier wyraził przy tym zadowolenie, że do państwowej szkoły litewskiej w Solecznikach uczęszczają głównie dzieci z rodzin nielitewskich, co jego zdaniem ma być przykładem, a zarazem celem w innych miejscowościach Wileńszczyzny, gdzie Polacy stanowią od 60 do 80 proc. mieszkańców. Premier zarzucił też AWPL, że jej działania na Wileńszczyźnie izolują ten region i wyhamowują jego potencjalny rozwój.

„Działania władz Akcji Wyborczej Polaków na Litwie powodują, szczególnie w ostatnim okresie, że region ten staje się coraz bardziej zamknięty w sobie. W wyniku tego, według wielu parametrów gospodarczych, region nie wykorzystuje swego potencjału” — oświadczył Kubilius na sobotnim posiedzeniu Rady partii konserwatywnej.

„Polska i Litwa powinny być najlepszymi przyjaciółmi, a tymczasem relacje między nimi są najgorsze w Europie” — zauważa brukselki tygodnik „European Voice”. Zdaniem tygodnika, oba kraje potrzebują siebie w bardzo wielu dziedzinach, od bezpieczeństwa energetycznego, po elektrownię jądrową, budowę dróg i kolei.

Dlatego też wiceprzewodniczący Sejmu i współprzewodniczący Polsko-Litewskiego Zgromadzenia Poselskiego Algis Kašeta uważa, że należy jak najszybciej zwołać posiedzenie Zgromadzenia w celu omówienia zaistniałej sytuacji w stosunkach polsko-litewskich.

Tymczasem, cytowany w poniedziałek przez litewskie media brytyjski publicysta „The Economist”, Edward Lucas sugeruje, aby rozstrzygnięcie dyplomatycznego sporu między Polską a Litwą powierzyć międzynarodowym ekspertom. Proponuje też, żeby obie strony powstrzymały się od publicznych oświadczeń do czasu opracowania raportu przez ekspertów niezależnych. Zdaniem Lucasa, to pozwoliłoby Litwie na ustępstwa bez poczucia poniżenia, zaś Polsce na otrzymanie tego, co chce, bez wyrażenia złośliwej radości.

Jeszcze wcześniej, bo również w sobotę, podczas posiedzenia Rady konserwatystów, stanowisko strony litewskiej w tej sprawie sformułował patriarcha konserwatystów, europoseł Vytautas Landsbergis.

Zaapelował on do litewskiego rządu, żeby w rozwiązywaniu kwestii polskiej na Wileńszczyźnie nie zważał na uwagi polskich władz. Zdaniem Landsbergisa, problemy polskiej mniejszości na Litwie nie są przeszkodą w stosunkach miedzy Polską i Litwą.

„To jest wyłącznie wewnętrzna sprawa Litwy”— oświadczył Landsbergis. Dodał również, że w sprawach litewskich Polaków, Litwa nie musi oglądać się na Polskę z tego też względu, że uzależniałoby to ją od „nowego wielkiego brata”, jak Landsbergis nazwał Polskę.

„Wielcy bracia nigdy nie bywają w pełni zadowoleni. Ważne, żebyśmy sami byli zadowoleni i szczerzy wobec tego, co robimy dla dobra tych ludzi” — apelował do konserwatystów ich patriarcha.

Landsbergis zauważył, że działania władz litewskich w kierunku integracji rejonów Wileńszczyzny może być odebrane przez wielu jako asymilację mniejszości narodowych. W jego opinii nie musi to zrażać władze do kontynuowania tych działań.

„Z tego powodu nie musimy opuszczać rąk” — apelował Landsbergis.