Dla pieniędzy i Witold może być Polakiem

141
Do głębokiego, szlachetnego smaku, z polskim charakterem, przepełnionym prawdziwie polskim duchem tego litewskiego trunku ma też przekonać podwójne polskie „łł” w jego polskiej nazwie. Fot. Stanisław Tarasiewicz
Do głębokiego, szlachetnego smaku, z polskim charakterem, przepełnionym prawdziwie polskim duchem tego litewskiego trunku ma też przekonać podwójne polskie „łł” w jego polskiej nazwie. Fot. Stanisław Tarasiewicz

Podczas gdy litewscy politycy krzyżem leżą przeciwko wprowadzeniu do obiegu litery „w” w nazwiskach litewskich Polaków, litewscy producenci „spolszczają” i słownie, i duchem swoje produkty, w nadziei, że to pomoże im dotrzeć do serc i kieszeni konsumentów w Polsce.

„Jest to wódka o głębokim, szlachetnym smaku, z polskim charakterem, przepełniona prawdziwie polskim duchem”, a dla przekonania, że hasło to jest prawdziwe — orzeł w koronie i nazwa produktu po polsku — wódka „Jagiełło”. Nie, nie jest to reklama żadnego produktu z którejkolwiek z renomowanych polskich gorzelni, lecz napis na butelce z wodą ognistą wyprodukowaną w kowieńskiej gorzelni „Stumbras” na Litwie. Od niedawna tę wódkę można nabyć w litewskich supermarketach i choć napis na banderoli akcyzowej wyraźnie mówi, że „Pardavimui Lietuvoje” (do sprzedaży na Litwie), to cała informacja i opis produktu na butelce jest wyłącznie po polsku. Obok tylko nalepka z lakoniczną i niezbedną informacją, w tym też, że wódka jest produkcji litewskiej.

Litewscy producenci nie ukrywają, że spolszczyli nazwę i ducha litewskiej wódki, żeby przypodobać się polskiemu konsumentowi w Polsce, bo produkt jest głównie adresowany dla niego.

— To nasz jednorazowy projekt, który skierowany jest na polski rynek. Produkt wprowadziliśmy przed rokiem i na razie trudno oceniać jego powodzenie, gdyż wciąż jeszcze zbieramy informację i badamy rynek. Dlatego trudno też powiedzieć, czy będzie ten projekt kontynuować — wyjaśnia nam rzeczniczka „Stumbrasu” Vaida Budrienė. Tłumaczy też, że zakłady mają dużą nadzieję, że wejdą na z polski rynek, ale stawiają głównie na tradycyjne produkty gorzelni, jak na przykład „Żubrówkę” tradycyjną, czy też „Trzy dziewiątki”.

— „Jagiełło” jest raczej próbą zbadania rynku — mówi nam przedstawicielka kowieńskiej gorzelni. Dodaje, że wprowadzenie „przepełnionej prawdziwie polskim duchem” wódki na rynek litewski jest również próbą zbadania lokalnego rynku. Budrienė zaznacza jednak, że gorzelnia nie wiąże wielkich nadziei z rynkiem lokalnym, który w porównaniu z polskim ma mały potencjał nabywczy.

Jednak rynek litewski, mimo że jest mało atrakcyjny dla dużych producentów, jest bardzo wybredny pod względem nazewnictwa i źle toleruje obce nazwy, a tym bardziej polskie, które również są ostatnio politycznie niepoprawne na Litwie.

— Działamy zgodnie z prawem i na pewno nie wprowadzilibyśmy na rynek produktu, którego nazwa byłaby sprzeczna z prawem. Dlatego pracują nasi prawnicy, którzy w razie potrzeby konsultują się z instytucjami państwowymi. Toteż nie sądzę, żebyśmy mieli jakiekolwiek problemy z powodu nazwy produktu, który nazwaliśmy właśnie „Jagiełło”, a nie „Jogaila” (litewska wersja imienia Jagiełło — przyp. red.) — tłumaczy nam przedstawicielka gorzelni, zapytana, czy zakłady nie obawiają się sankcji ze strony Państwowej Inspekcji Językowej za używanie polskiego nazewnictwa w nazwie produktów.

— Nie, nie ma tu żadnej sprzeczności z ustawodawstwem, gdyż jest to nazwa symboliczna produktu i jeśli, na przykład, jest pomyślana jako „Witold” to niezależnie, gdzie ten produkt jest wyprodukowany i gdzie sprzedawany będzie występował pod nazwą „Witold”, a nie w wersji litewskiej „Vytautas”. Tłumaczenie może dotyczyć tylko określenia produktu, czy to jest czekolada, czy ciastka, czy napój — wyjaśnia nam Donatas Smalinskas, kierownik Państwowej Inspekcji Językowej — urzędu, który ostatnio ostro ściga instytucje samorządowe, firmy oraz przedsiębiorców prywatnych za używanie języka polskiego na Wileńszczyźnie.