Już wkrótce rewolucja na litewskim rynku pracy

Prawdopodobnie już wkrótce bezrobotni nie będą musieli obijać progów giełdy pracy Fot. Marian Paluszkiewicz

Litwa, zajmująca dziś jedno z czołowych miejsc w Europie pod względem wysokiego poziomu bezrobocia, prawdopodobnie już w następnym lub 2012 roku znów będzie musiała walczyć z deficytem siły roboczej. Jeżeli dzisiaj bezrobotnych jest tylu, co grzybów po deszczu, to już wkrótce będziemy ich szukać jak igły w stogu siana – twierdzą eksperci.

— Bardzo możliwe, że już w połowie następnego albo w 2012 roku dotknie nas kolejny kryzys. Tym razem będzie to kryzys wywołany brakiem siły roboczej. Oczywiście, siła robocza będzie, ale niewystarczająco aby zapewnić normalny rozwój gospodarki— podczas konferencji nt. „A w naszym kraju są miejsca pracy?” powiedział dr Arvydas Būta, kierownik programów szkolenia liderów na Uniwersytecie Ekonomiki i Zarządzania (ISM).
Naukowiec twierdzi, że już dzisiaj widoczne są pierwsze tego objawy. Podobno, aby utrzymać pracownika, firmy zwiększają wynagrodzenia, bardziej aktywna staje się migracja siły roboczej między spółkami Litwy.

Komentując dla „Kuriera” wypowiedź dr. Arvydasa Būty, zastępca kierownika departamentu migracji przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Dainius Paukštė wyjaśnia, że skoro zaczęto o tym mówić, jest to bardziej niż realne.

Girl in a jacket

Wydawałoby się to absurdalne, ponieważ dzisiaj wskaźnik stopy bezrobocia wynosi 17,8 proc. Powstaje więc naturalne pytanie – jak w ciągu roku ok. 300 tysięcy bezrobotnych znajdzie pracę?

Jednak w rzeczywiści jest to bardziej niżeli realne. Podstawową przyczyną polepszenia sytuacji na litewskim rynku pracy jest i dalej będzie emigracja zarobkowa. W ciągu 10 miesięcy tego roku z Litwy wyjechało ponad 74 tys. osób. Jeżeli tendencje się nie zmienią, w końcu roku liczba emigrantów zwiększy się do ok. 90 tys. Więc jak twierdza eksperci wielu z 300 tysięcznej rzeszy  bezrobotnych to są potencjalni emigranci. Prawdopodobnie z Litwy wyjadą zabierając ze sobą rodziny.

Ekonomiści jeszcze na samym początku obecnego kryzysu gospodarczego prognozowali, że po polepszeniu się sytuacji ekonomicznej w krajach zachodniej Europy zajdą gwałtowne zmiany na litewskim rynku pracy. Jeżeli obecnie bezrobotnych jest tylu, co grzybów po deszczu, to wkrótce pracodawcy będą szukać ich jak igły w stoku siana. A skoro premier Andrius Kubilius twierdzi, że Litwa już osiągnęła dno i sytuacja się polepsza, to już wkrótce rynek pracy obróci się do góry dnem.

Jak twierdzi dr Arvydas Būta, obecnie jest odpowiedni czas, aby zatroszczyć się o swoich pracowników, przyłożyć starań, aby ich utrzymać na miejscu pracy.
— Nawet przy olbrzymiej emigracji w dobie polepszenia się sytuacji ekonomicznej pracowników na razie wystarczy, jednak zwiększenie zarobków jest nieuniknione. Oczywiście na razie pracodawcy nie bardzo mają z czego zwiększać wypłaty swoim pracownikom. A nawet jeżeli i mają, wielu z litewskich biznesmenów na wszelki wypadek woli zaczekać z podwyżką. Moim zdaniem, aby zarobki wróciły do przedkryzysowego poziomu, trzeba jeszcze zaczekać parę lat —wyjaśnia dr Būta.

Na zamówienie portalu balsas.lt ostatnio przeprowadzono sondaż „Jakie minimalne wynagrodzenie na Litwie mogłoby zatrzymać emigrację?”. Jego wyniki wskazują, że dla większości osób wystarczyłoby zarobić 1300-1500 albo 1500-1800 litów w miesiąc. Wiele też osób jednak jest zdania, że ludzie „uciekają z kraju nie z powodu niskich zarobków”.