Grybauskaitė litewskim łącznikiem białoruskiego dyktatora?

362
Prezydent Dalia Grybauskaitė jest uważana na salonach politycznych UE za najbardziej zagorzałą adoratorkę białoruskiego dyktatora Fotomontaż Marian Paluszkiewicz

Rozczarowanie i zarazem oburzenie wywołuje wśród białoruskiej opozycji postawa litewskiej prezydent Dali Grybauskaitė wobec sytuacji w tym kraju po 19 grudnia oraz wyraźne popieranie na arenie międzynarodowej białoruskiego dyktatora.

Liderzy białoruskiej opozycji, którą litewska prezydent marnie ocenia, mają nadzieję, że stanowisko Grybauskaitė jest jej osobistą pozycją, nie zaś kierunkiem litewskiej polityki zagranicznej wobec Białorusi.

„Mówimy przede wszystkim o tym, że to sprawa określenia się narodów. Narody muszą decydować o tym, jakiej chcą władzy. My, Zachód, możemy pomóc każdemu narodowi dojrzeć, okrzepnąć, jednak nie możemy dyktować każdemu narodowi konkretnie, jaki system powinien sobie wybrać. Dotyczy to Egiptu, ale też Białorusi” — Dalia Grybauskaitė wyraziła swoje stanowisko w Monachium 4-6 lutego na 47. dorocznej międzynarodowej konferencji ds. bezpieczeństwa.

„Sądzę, że jest to jej (Grybauskaitė) wyraźne stanowisko, które ona niejednokrotnie już wyrażała. Trudno ocenić, czy również takiego zdania jest koalicja rządząca i premier. Na razie możemy mówić wyłącznie o stanowisku litewskiej prezydent” — skomentował słowa Grybauskaitė jeden z liderów białoruskiej opozycji Aliaksandar Milinkiewicz, lider Ruchu „Za wolność!”.

Z kolei białoruskie media opozycyjne były bardziej krytyczne wobec słów Grybauskaitė i zarzucają jej uległość wobec litewskich oligarchów, którzy to — zdaniem białoruskich niezależnych mediów — głównie formują politykę zagraniczną Litwy wobec Białorusi, o czym zresztą jako pierwszy napisał „Kurier Wileński” jeszcze na początku stycznia.

Jak już wcześniej pisaliśmy, na kształtowanie litewsko-białoruskich relacji politycznych ogromny wpływ ma rozwój współpracy gospodarczej dwóch krajów. Dziennikarka portalu Charter97.org Tatiana Kalinina, w jednym ze swoich komentarzy zauważa, że jedną z osób, które mają największy wpływ na litewską politykę, jest współwłaściciel koncernu chemicznego Alchema i szef konfederacji przedsiębiorców Bronislovas Lubys. Według Kalininej, chce on pogłębić współpracę z białoruskim zakładem chemicznym „Grodno-Azot”, do czego potrzebne są dobre stosunki między państwami. W skład koncernu Alchema wchodzi także przedsiębiorstwo KLASCO zajmujące się ekspedycją białoruskich towarów drogą morską. Warto też zaznaczyć, że białoruskie źródła niedwuznacznie zauważają, że „Grodno-Azot” może być sprywatyzowany już w najbliższym czasie, zaś jednym z ewentualnych kupców może być litewski oligarcha.

Zdaniem Kalininej, litewskie władze po cichu popierają Łukaszenkę też dlatego, że uważają duży odłam białoruskiej opozycji za nacjonalistów, którzy po dojściu do władzy mogą rozbudzić spór nt. historii Wielkiego Księstwa Litewskiego, w której rola Białorusinów jest ich zdaniem konsekwentnie pomijana.

Ten „lokalny” protekcjonizm litewskiej prezydent byłby niczym groźnym dla rozwoju demokracji w regionie, ale jak zauważają białoruskie media oraz liderzy opozycji, stanowisko Grybauskaitė można też traktować jako próbę „rozmiękczenia stanowiska Europy wobec Białorusi”. Białoruska opozycja oczekuje tymczasem od UE właśnie zaostrzenia stanowiska wobec reżimu Łukaszenki, nie zaś jego złagodzenia. Takie właśnie stanowisko ogłosili przebywający w połowie stycznia w Wilnie i Warszawie przedstawiciele białoruskiej opozycji.

Ostatnio potwierdził takie stanowisko też pierwszy prezydent niezależnej Białorusi Stanisław Szuszkiewicz, który w wywiadzie dla francuskiego „Journal Europa” potwierdził oczekiwania opozycji, żeby reakcja Europy wobec dyktatury była bardziej stanowcza.

„Dyktator uznaje wyłącznie język siły, toteż wierzę, że Europa powinna znaleźć możliwość zacząć rozmawiać w tym języku. Biorąc pod uwagę, że 50 proc. białoruskiego eksportu trafia na europejski rynek, zaś prawie wszystkie zakłady eksportujące są w ręku państwa, to groźbą, że dostawy do Europy zostaną zawieszone, mamy okazję wywierać duży wpływ. Mam nadzieję, że Europa pójdzie w ślady USA, które wobec Łukaszenki wprowadziły bardziej rygorystyczne sankcje” — powiedział Stanisław Szuszkiewicz w wywiadzie dla „Journal Europa”.

Stanowisko Szuszkiewicza, jak też stanowisko większości białoruskiej opozycji jest nie do przyjęcia dla litewskiej prezydent, która sprzeciwia się wprowadzeniu sankcji gospodarczych wobec Białorusi, ale też przekonuje do tego liderów krajów UE.

Jak udało się nam ustalić, wbrew opinii Milinkiewicza, ale też innych przedstawicieli białoruskiej opozycji, stanowisko Grybauskaitė nie jest jej prywatną opinią, lecz kierunkiem polityki zagranicznej Litwy konsekwentnie realizowanym przez rząd, w szczególności ministra spraw zagranicznych Audroniusa Ažubalisa, który od nowego roku pełni też funkcję przewodniczącego Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (EBWE). Potwierdza to w rozmowie z „Kurierem” poseł Justinas Karosas, wiceprzewodniczący sejmowego Komitetu Spraw Zagranicznych oraz przewodniczący grupy parlamentarnej do współpracy z Białorusią.

— Sądzę, że stanowisko rządu wobec Białorusi jest spójne ze stanowiskiem prezydent Dali Grybauskaitė, o czym też minister Ažubalis mówił podczas naszej ostatniej wizyty w Moskwie — mówi nam poseł Karosas. Przekonuje też, że sankcje gospodarcze oraz ograniczenie kontaktów z reżimem Łukaszenki nie mogą być akceptowane, ponieważ nie sprawdziły się w przeszłości, więc nie ma pewności, że sprawdzą się w przyszłości.

— Z sąsiadami trzeba zawsze rozmawiać — mówi poseł. Przyznaje jednak, że wcześniejsze sankcje w rzeczywistości swojej odbiegały od ustaleń protokólarnych.

— Musimy przyznać, że było to oszukiwanie samych siebie, bo kontakty te z władzami Białorusi zawsze były, często w postaci różnych dziwnych inicjatyw, jak chociażby międzyparlamentarnych zawodów sportowych — mówi poseł przyznając, że wcześniejsze twarde stanowisko UE wobec Białorusi było fikcją.

W ciągu ostatnich dwóch lat litewsko-białoruskie relacje z płaszczyzny nieoficjalnej i na wpół oficjalnej, przeszły na płaszczyznę relacji rangi państwowej. Kontakty te nasiliły się po pierwszej wizycie w UE, czyli na Litwie, białoruskiego dyktatora we wrześniu 2009 roku. Tymczasem w ubiegłym roku, niedługo przed wyborami, Dalia Grybauskaitė spotkała się z Łukaszenką w Mińsku. Białoruś odwiedził również litewski premier Andrius Kubilius. Podczas tych wizyt dyskutowano o współpracy gospodarczej w dziedzinach energetyki oraz transportu. Według relacji zagranicznych mediów, Grybauskaitė na jednym ze spotkań z ambasadorami krajów UE, miała powiedzieć na zamkniętym spotkaniu, że Łukaszenka jest jedynym gwarantem stabilności i niezależności Białorusi.