Ustawa o Oświacie — wymierzony w Polaków akt polityczny

Szereg negatywnych skutków nowej Ustawy o Oświacie utwierdza przekonanie, że była aktem politycznym władz wymierzonym w mniejszość polską, a nie rzetelnie opracowanym aktem prawnym Fot. Marian Paluszkiewicz

Przyjęcie nowej Ustawy o Oświacie dyskryminującej uczniów szkół mniejszości narodowych było decyzją polityczną, dlatego władze powinny liczyć się z politycznymi skutkami tej decyzji — uważają przedstawiciele polskich szkół na Wileńszczyźnie.

— Mogą to być różnego rodzaju akcje protestacyjne, bo nie sądzę, że rodzice niczym pokorne owieczki zgodzą się z narzuconymi ich dzieciom przez nową ustawę zmianami nauczania — mówi w rozmowie z „Kurierem” Zbigniew Maciejewski, dyrektor gimnazjum im. św. Rafała Kalinowskiego w Niemieżu w rejonie wileńskim.

Girl in a jacket

Jakie to będą zmiany — przedstawiciele Ministerstwa Oświaty i Nauki na czele z wiceministrem Vaidasem Bacysem oraz podwładnych resortowi instytucji mieli przedstawić dyrektorom placówek oświatowych rejonu wileńskiego podczas środowego spotkania w samorządzie rejonu. Spotkanie to zostało jednak przerwane. Dyrektorzy szkół polskich na znak protestu opuścili salę.

— Liczyliśmy na przedstawienie konkretów dotyczących sposobu realizacji założeń nowej ustawy, a tymczasem wiceminister i przedstawiciele ministerstwa chcieli przedstawić nam założenia samej ustawy, a w szczególności jej artykułu reglamentującego szkolnictwo mniejszości narodowych. Nie było więc potrzeby słuchać tego, co dobrze jest nam znane, dlatego opuściliśmy spotkanie — wyjaśnia dyrektor gimnazjum z Niemieża im. św. Rafała Kalinowskiego.
Tymczasem wiceminister uważa, że wyjście dyrektorów większości szkół spotkania nie przerwało i było ono kontynuowane w węższym gronie.

— W trakcie spotkań, ich uczestnicy wychodzą czasami z sali, więc nie widzę tu problemu, ponieważ rozmowa była kontynuowana — powiedział w rozmowie z „Kurierem” wiceminister Vaidas Bacys. Dodał też, że przedstawiciele ministerstwa przedstawili konkretne rozwiązania poszczególnych problemów na drodze realizacji założeń nowej Ustawy Oświatowej.

— Dotyczy to zarówno kursów dokształcających dla nauczycieli szkół mniejszości narodowych, zatwierdzenia nowych programów nauczania, podręczników i materiałów metodycznych. Musimy jeszcze przedyskutować zasady zróżnicowania oceniania egzaminów maturalnych, bo co dotyczy kryteriów oceny, to one są znane i nowości tu nie będzie — tłumaczy nam wiceminister. — Ale o tym musimy właśnie rozmawiać i dyskutować.

— Nie chodzi tu jedynie o zmiany natury technicznej, bo jakkolwiek one są, to na pewno zostaną rozstrzygnięte, jednak zasadniczo chodzi o to, dlaczego doszło do zmian wbrew woli dzieci i rodziców, a nawet opinii specjalistów, którzy jeszcze w 2005 roku, na zlecenie samego Ministerstwa Oświaty i Nauki przygotowali studia możliwości wprowadzenia tych zmian — mówi nam kierowniczka wydziału oświaty administracji samorządu rejonu wileńskiego, Lilia Andruszkiewicz. Tłumaczy, że najwięcej w tym kontekście wywołuje kontrowersji ujednolicenie dla szkół mniejszości narodowych egzaminu z języka państwowego, co według założeń nowej ustawy, musi nastąpić już w 2013 roku. Tymczasem, we wniosku przygotowanym przez grupę socjologów z Kowieńskiego Technologicznego Uniwersytetu, konstatuje się, że ujednolicenie egzaminu może nastąpić dopiero po ujednoliceniu programu nauczania od 1 do 12 klasy i mimo to, dla szkół mniejszości narodowych należałoby stosować odmienne kryterium oceny wiedzy, bo jak stwierdzają naukowcy, język państwowy, w odróżnieniu od języka ojczystego w szkołach mniejszości narodowych zawsze pozostanie językiem wyuczonym.

— Nie wiadomo też, jak szkoły mają radzić sobie, wdrażając nowy program nauczania, bo już od pierwszej klasy dzieci będą obciążane nauką dwóch języków — ojczystego i państwowego, a przecież w pierwszej klasie należy dopiero poznawać wiedzę o języku ojczystym. Pozostaje do rozwiązania również problem kursów dla nauczycieli, podręczników, programów oraz wiele innych — uważa Lilia Andruszkiewicz.

Kolejne problemy wymienia nam dyrektor gimnazjum z Niemieża, ale jak zaznacza, podstawowym jest to, że władze nie uwzględniły zdania 60 tys. uczniów i ich rodziców, którzy protestowali przeciwko dyskryminacyjnym zmianom wprowadzanym przez ustawę.

— Należy wzmacniać naukę języka państwowego w szkołach mniejszości narodowych i tu nie może być dyskusji, jednak nie można tego robić ograniczając nauczanie w języku ojczystym. W przeciwnym razie szkoła mniejszości narodowej przestaje być szkołą mniejszości narodowej, a staje się szkołą dwujęzyczną — mówi Zbigniew Maciejewski. A to, jak uważa dyrektor gimnazjum, jest co najmniej nieporozumieniem.

— Bo jeśli rodzic wybiera dla swego dziecka szkołę, na przykład polską, to wybiera ze świadomością, że proces nauczania będzie odbywał się w niej w języku polskim, a szkoła gwarantuje naukę na wysokim poziomie języka państwowego. Inaczej rodzic wybrałby znajdującą się obok szkołę litewską — tłumaczy dyrektor gimnazjum.

Jego argumenty nie przemawiają do wiceministra oświaty, który uważa, że różnica między szkołami na tym i polega, że szkoła mniejszości narodowej gwarantuje jej przedstawicielom naukę języka ojczystego.

Pomimo to, nierozwiązana jest też kwestia dyferencjacji oceny wiedzy egzaminacyjnej dla szkół mniejszości narodowych, bo jak zauważa Maciejewski, na Litwie obowiązuje system kodowania egzaminów.

— Więc powstają obawy, czy w przypadku oceny egzaminów naszych dzieci w systemie otwartym będą one oceniane obiektywnie — zauważa dyrektor.

Jak wyjaśnia nam wiceminister Bacys, resort na razie nie ma konkretnego pomysłu, w jaki sposób zostaną uregulowane te sprawy, zauważa jednak, że do 2013 roku pozostaje jeszcze czasu i wyraża przekonanie, że ten problem zostanie uregulowany.

Tymczasem pedagodzy, uczniowie i rodzice szkół mniejszości narodowych nie mają pewności, co ich czeka już 1 września, bo w zakresie wdrażania nowej Ustawy Oświatowej mają na razie więcej pytań niż odpowiedzi.

— Dziś żyjemy egzaminami maturalnymi oraz przygotowaniami planów nauczania na przyszły rok. Ale przygotowujemy się według obowiązujących zasad, bo nowych wytycznych wciąż nie mamy. Nie mamy też nowych podręczników, jedynie zapewnienie resortu, że otrzymamy ich wersję elektroniczną gdzieś w listopadzie — mówi Zbigniew Maciejewski i zauważa, że rok szkolny zaczyna się nie w listopadzie, lecz 1 września. Wobec tego, dyrektor nie prognozuje, jak szkoły powitają początek nowego roku, bo jak zauważa, przyjmując dzieci, szkoła z rodzicami zawiera umowę, w której są określone konkretne zobowiązania w zakresie nauki w języku ojczystym.

— Po przyjęciu Ustawy o Oświacie szkoły nie będą mogły wywiązać się z umów, co może skończyć się sądowymi pozwami rodziców — zauważa dyrektor Maciejewski. I dodaje, że nie może też wykluczyć mniej lub bardziej aktywnych protestów rodzicielskich przeciwko nowej ustawie.