Jeśli na Jana — to tylko do Janowa!

Jak co roku Janów zaprasza do siebie na Noc Świętojańską<br/>Fot. Marian Paluszkiewicz
Jak co roku Janów zaprasza do siebie na Noc Świętojańską.Fot. Marian Paluszkiewicz

„Na Kaziuki — to do Wilna, na Święto Morza — do Kłajpedy, a jeśli na Jana, to tylko do Janowa!” — tymi marzeniami (na razie niezrealizowanymi) dzieli się z „Kurierem” mer Janowa (Jonava), Mindaugas Stankevičius.

Najmłodszy włodarz samorządowy na Litwie przyjmuje nas w swoim gabinecie. W pośpiechu porządkuje rozłożone na stole robocze papiery i prosi, by nie robić zdjęć na tle, ustawionych na regale za jego plecami, dużych wiązanek kwiatów. „Bo te kwiaty nie są codziennością” — tłumaczy się mer. Jeszcze przed wyjazdem do Janowa wiedzieliśmy, że w dniu wizyty „Kuriera” w tym mieście będzie obchodził on swoje urodziny — 27 lat.

Girl in a jacket

Jednak mimo to mer, bez żadnych zastrzeżeń, zgodził się spotkać się z „Kurierem”, żeby opowiedzieć o swoim mieście oraz zaprosić czytelników gazety do „Republiki Janów”, w którą Janów przekształca się w Noc Świętojańską.

Kościół został ufundowany (1620-1622) przez Andrzeja Skorulskiego, ówczesnego właściciela majątku w Skorulach.<br/>Fot. Marian Paluszkiewicz
Kościół został ufundowany (1620-1622) przez Andrzeja Skorulskiego, ówczesnego właściciela majątku w Skorulach.Fot. Marian Paluszkiewicz

— W tym roku nie będzie to jeszcze takie święto, o jakim marzę, ale jednak będzie wiele atrakcji, toteż, każdy, kto wybierze się do nas na święto, na pewno tego nie pożałuje — mówi mer, tłumacząc się, że wybory samorządowe, a później układanie koalicji przeszkodziło w przygotowaniu święta, które odbędzie się tradycyjnie w Dolinie Janów w tradycyjnej konwencji — koncerty, fajerwerki o północy, a potem zabawa ludowa do świtu i oczywiście, szukanie kwiatu paproci.

— W tym roku będziemy też mieli kiermasz rzemieślników ludowych oraz zostanie przedstawione misterium „Bałtowie” pokazujące autentyczne obchody nocy przesilenia letniego z okresów pogańskich. Chcemy, żeby w przyszłości święto Janów kojarzyłoby się wyłącznie z naszym miastem i jeśli ktoś wybierałby się na Noc Świętojańską, to tylko do naszego miasta — mówi Mindaugas Stankevičius, dodając, że są to jednak plany na przyszły rok i lata następne. Bo jak na razie liczące ponad 30 tys. mieszkańców miasteczko (dziewiąte pod względem liczby ludności w kraju) nie ma hotelu.

Rejon janowski promuje się jako kraj Szwajcarii, Londynu i Paryżu — miejscowości w okolicach Janowa. Fot. Marian Paluszkiewicz
Rejon janowski promuje się jako kraj Szwajcarii, Londynu i Paryżu — miejscowości w okolicach Janowa.Fot. Marian Paluszkiewicz

— Jest coś na miarę, ale w pobliżu zakładów chemicznych „Achemy” na obrzeżach miasta, więc dla turystów miejsce nie najlepsze — wyjaśnia nam mer Janowa. Ale jak dodaje, chyba że chodzi o turystykę rowerową. Bo Janów ma trasy rowerowe, których może mu pozazdrościć niejedno większe miasto.

Włodarz miasta nie ukrywa, że w dużej mierze miasto zawdzięcza to zakładom „Achemy”, największym nie tylko na Litwie, ale też w całym regionie bałtyckim. O tym darze mieszkańców i gości miasta informuje napis wyrzeźbiony na potężnym głazie ulokowanym na skarpie Doliny Janów. Mer zaznacza, że jednak miasto również dużo inwestuje w infrastrukturę, szczególnie w trasy rowerowe, które w planach mają być połączone w biegnący wzdłuż obydwu brzegów przecinającej Janów Wilii. Mer nie ukrywa, że inwestycje w infrastrukturę zmieni oblicze Janowa, który będzie kojarzony nie tylko z przemysłem chemicznym, ale też z turystyką. A póki miasto samodzielnie i przy współpracy z „Achemą”, jak też dzięki wsparciu finansowemu władz centralnych buduje swoją przyszłość, niektórzy mieszkańcy rejonu biorą inicjatywę w swoje ręce. Wspólnota Szwajcarii, miejscowości, a faktycznie już dzielnicy na obrzeżach Janowa, od kilku lat organizuje święto swojej „republiki”. Wtedy na rogatkach Szwajcarii ustawiane są szlabany, a „straż szwajcarska” w prawdziwych strojach pobiera myto od wjeżdżających na terytorium republiki. Odbywają się imprezy kulturalne, koncerty oraz zabawy ludowe w stylu szwajcarskim. Mieszkańcy podjanowskiej Szwajcarii wpadli też na pomysł, żeby nawiązać partnerskie stosunki z Konfederacją Szwajcarską. Podobno zostało nawet wystosowane stosowne pismo do władz w Bernie, ale jak na razie odpowiedzi nie otrzymano.

Mer rejonu janowskiego Mindaugas Stankevičius. Fot. Marian Paluszkiewicz
Mer rejonu janowskiego Mindaugas Stankevičius. Fot. Marian Paluszkiewicz

— Jest to dobry pomysł nie tylko na promocję swojej miejscowości, ale również Janowa i całego regionu — chwali pomysł podjanowskich „szwajcarów” mer rejonu. I zaznacza, że do rozwoju turystyki u siebie i promocji miejscowości, okazuje się, wcale nie trzeba mieć wielkich zabytków, bo czasem wystarczy sama nazwa i oczywiście dobry pomysł na tę nazwę. Jak na razie takiego pomysłu widocznie nie mają Londyn, Paryż, czy Wenecja — również miejscowości w okolicach Janowa. Schowane w zaciszu janowskich lasów trudno tu dziś znaleźć człowieka, bo miejscowości te dziś są przede wszystkim miejscem wypadów letniskowych dla kownian, czy mieszkańców Janowa. Nie wiadomo dokładnie, skąd po Janowem znalazło się raptem kilka europejskich metropolii, a nawet „cała” Szwajcaria. Jedna z wersji głosi, że być może przed wieki nazewnictwo to sprowadził pod Janów któryś z ówczesnych szlachciców, który po podróży do Europy postanowił upamiętnić cele swoich podróży. Każda z miejscowości ma jednak nie tylko atrakcyjną nazwę, ale też swoją historię. Bo Szwajcaria słynie, na przykład, również z dworku w Barborlaukiai, który należał do rodu Czapskich, a w okresie międzywojennym zamieszkał tu Steponas Nasvytis, który nieraz gościł u siebie ówczesnego prezydenta Litwy, Antanasa Smetonę. Tym niemniej, Szwajcaria, Londyn, Paryż, czy też Wenecja wydaje się wciąż nie wykorzystują swego potencjału zarówno topograficznego, jak też historycznego, żeby zmienić oblicze swoje i rejonu, który mimo potężnego przemysłu, ale też dużej bazy wojskowej z poligonem, gdzie stacjonują dwa bataliony i pułk szkoleniowy, wciąż pozostaje tzw. rejonem problematycznym, w którym liczba bezrobotnych jest powyżej średniej krajowej.

— Toteż wielu mieszkańców rejonu żyje z zasiłków socjalnych — mówi nam mer. Dodaje, że status rejonu problematycznego może nie dodaje rejonowi splendoru, ale też pozwala na ubieganie się dodatkowych środków z budżetu państwa, jak też z funduszy pomocowych Unii Europejskiej.

— Właśnie dzięki temu wsparciu prowadzimy na szeroką skalę renowację starych bloków mieszkaniowych, bo budżet państwa dokłada do tego aż 80 proc. potrzebnych środków. Możemy też sporo inwestować w infrastrukturę miasta. W ostatnich latach odnowiliśmy dwa główne place w mieście — opowiada nam włodarz miasta.

Rejon stara się też nie zaniedbywać jednej z największych pereł architektury — gotyckiego kościoła pod wezwaniem św. Anny w Skorulach. Onegdaj posiadłość rodu Skorulskich, dziś Skorule, to przemysłowa ulica Janowa w okolicach zakładów chemicznych. O dawnej świetności i świętości Skorul świadczy właśnie zabytkowy kościół z 1622 roku ufundowany przez Rycerza Grobu Świętego, Andrzeja Skorulskiego, najbliższego przyjaciela Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła „Sierotki” w jego pielgrzymce do Ziemi Świętej (1582-1584). Przez dziesięciolecia mieściło się tu sanktuarium słynnej Matki Boskiej Skorulskiej. Jak piszą historycy, urzekający urodą i elegancją obraz Madonny Skorulskiej jest swoistą zagadką, bowiem wiadomo o nim tylko tyle, że został przywieziony z Palestyny jako „dar dla Litwy” przez Andrzeja Skorulskiego, który w rodzinnych Skorulach ufundował kościół i tam umieścił, zapewne w głównym ołtarzu, przywieziony z Ziemi Świętej obraz Madonny, który istniał tam jeszcze w 1685 r. Potem ślad po nim zaginął. Nie notują go już żadne późniejsze publikacje. Najprawdopodobniej Madonna Skorulska zaginęła już w XVIII stuleciu, bądź też w pierwszej połowie XIX w. Malowidło przetrwało jedynie w pięknej miedziorytowej kopii Aleksandra Tarasewicza (ok. 1650-1727), grafika działającego kolejno w Hłusku, Wilnie i Kijowie. Miedzioryt ten jest jedynym śladem utraconego malarskiego oryginału słynącej z łask Bożych Madonny Skorulskiej. I chociaż sam obraz nie przetrwał do dziś, to żadne zawieruchy czasów nie zatarły w pamięci wiernych wyjątkowości obrazu. Choć na co dzień drzwi świątyni są zamknięte, to każdy pielgrzym, czy po prostu tędy przejeżdżający może pomodlić się w prowizorycznym drewnianym sanktuarium znajdującym się na dziedzińcu kościoła. Pozostawione tu przez modlących się znicze, obrazy, różańce i inne wota, świadczą, że wiara w moc Madonny Skorulskiej nie znikła wraz z jej obrazem, ani też nie została zatarta przez dzieje historii. Nie można tego powiedzieć o dawnych skorulanach, po których zostały tylko polskie nazwiska i polskie epitafia na nagrobkach na przykościelnym cmentarzu. Najstarsze polskie groby liczą tu grubo ponad sto lat. Najnowsze, szczególnie te sprzed kilku lat, groby mają już wyłącznie zlituanizowane nazwiska i same litewskie napisy.

Sama wieś Skorule została wyludniona w połowie lat 60. ubiegłego stulecia, po tym, jak obok zostały tu wybudowane zakłady chemiczne.