Na wiedeńskim froncie bez zmian

Nadal rośnie napięcie w relacjach dyplomatycznych między Wilnem a Wiedniem wywołane pochopną decyzją Austriaków o zwolnieniu z aresztu zatrzymanego w czwartek Michaiła Gołowatowa, byłego dowódcę sowieckich komandosów z oddziału KGB „Alfa”.

Austriacy utrzymują, że nie mieli wystarczająco dowodów prawnych do zatrzymania Gołowatowa i przekazania go Litwie, a litewska strona nie dostarczyła im na czas proszonych informacji uzupełniających międzynarodowy nakaz aresztowania byłego kagebisty.

Girl in a jacket

Tymczasem litewscy prokuratorzy twierdzą, że wszystkie potrzebne informacje zostały bezzwłocznie przekazane do Wiednia, ale zanim one tam dotarły, Gołowatow był już na wolności.

W Wilnie nikt nie ma wątpliwości, że decyzja Austriaków była podyktowana obawami przed gniewem Rosji. Wielu polityków i analityków uważa też, że doszło do bezpośredniego nacisku rosyjskiej strony na władze i prokuraturę w Wiedniu, co też potwierdzają media rosyjskie, opierając się na źródła w rosyjskim resorcie spraw zagranicznych.

Z Wiednia dochodzą jednak same zaprzeczenia, że były jakiekolwiek naciski Moskwy. Szef austriackiego ministerstwa spraw zagranicznych, Michael Spindelegger twierdzi, że decyzja o uwolnieniu Gołowatowa była podyktowana wyłącznie przesłankami prawnymi, w co z kolei nie wierzą na Litwie. Litewskie stanowisko popierają też Łotwa i Estonia.

— Łotwa najlepiej rozumie zaistniałą sytuację — powiedział we wtorek goszczący w Wilnie prezydent Łotwy, Andris Bērziņš. Poinformował też, że łotewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wystosowało we wtorek Austrii notę dyplomatyczną z prośbą o wyjaśnienie decyzji ws. zwolnienia Gołowatowa.

Minister spraw zagranicznych Estonii Urmas Paet również oświadczył, że Austria musi wytłumaczyć się ze swojej decyzji.
— To było zaskoczeniem, że zwolniono w ciągu mniej niż 24 godzin. Mam nadzieje, że w najbliższych dniach ta sytuacja zostanie wyjaśniona — powiedział mediom estoński minister spraw zagranicznych. Zdaniem Urmasa Paeta, ważne jest, żeby prawo Litwy do pomocy międzynarodowej w ściganiu osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa zostało nienaruszone.

Paet powiedział, że Austria powinna przedstawić transparentne argumenty za zwolnieniem Gołowatowa.

— Ci funkcjonariusze, którzy podjęli decyzję, powinni uzasadnić, dlaczego właśnie taka decyzja została podjęta. Do tej pory nie słyszałem żadnego wytłumaczenia ze strony austriacki urzędników — powiedział Urmas Paet. Dodał też, że należy dołożyć starań, żeby w przyszłości nie dochodziło do podobnych sytuacji.

We wtorek estońskie MZS wezwało ambasadorkę Austrii i poprosiło o złożenie stosownych wyjaśnień ws. zwolnienia Gołowatowa. Oczekuje się też, że Tallin, za przykładem Wilna i Rygi, również wystosuje Austrii notę dyplomatyczną.

Z kolei estoński analityk z Instytutu Spraw Zagranicznych, Ahto Lobjakas, zauważa, że wcześniej Austria niejednokrotnie ignorowała unijne ustalenia i przypomina skandal w związku z pobytem na urlopie w Austrii białoruskiego dyktatora Alaksandra Łukaszenki.

Toteż ministrowie spraw zagranicznych Litwy, Łotwy i Estonii — Audronius Ažubalis, Girts Kristovskis, Urmas Paet wystosowali wspólny list do europejskiej komisarz ds. sprawiedliwości, wymiaru sprawiedliwości i obywatelstwa, Viviane Reding. Ministrowie wyrazili w liście zaniepokojenie w sprawie pochopnej decyzji władz austriackich.

„Chcemy podkreślić, że europejski nakaz aresztowania jest mechanizmem UE opierającym się na wzajemnym zaufaniu i musi być skutecznie stosowany w praktyce w celu zatrzymania osób, zwłaszcza podejrzanych w sprawach dotyczących zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości” — czytamy w liście do komisarz  Viviane Reding.

Również Prokuratura Generalna Litwy wystosowała we wtorek oficjalne pismo do Europejskiej Jednostki Współpracy Sądowej (Eurojust). Agencja UE o charakterze prokuratorskim proszona jest o wyjaśnienie okoliczności zwolnienia Gołowatowa z austriackiego aresztu. Prokuratura chce ustalić, jakich dokładnie austriackiej stronie zabrakło informacji umożliwiających rozpoczęcie procedury ekstradycji i dlaczego strona austriacka nie zwróciła się do litewskiej prokuratury o niezwłoczne przedstawienie takich informacji.

Przypominamy, że Gołowatow na Litwie jest ścigany w sprawie krwawych wydarzeń 13 stycznia 1991 r. Litewska prokuratura zarzuca komandosom „Alfy” zabójstwo kilkunastu osób podczas szturmowania wieży telewizyjnej i innych obiektów w Wilnie. Gołowatow miał osobiście dowodzić szturmem, toteż Litwa wydała międzynarodowy nakaz aresztowania byłego szefa sowieckiego specnazu. Gołowatow wpadł na wiedeńskim lotnisku w ręce austriackiej policji, jednak po kilkunastu godzinach został zwolniony i wrócił do Moskwy.

Stamtąd też nadeszło oficjalne stanowisko zrzeszenie weteranów grupy „Alfa”, w którym odrzuca się wszelkie oskarżenia wobec komandosów specnazu KGB. W przyjętej w poniedziałek rezolucji Międzynarodowego Stowarzyszenia Weteranów Grupy „Alfa” zaznacza się, że uczestniczący w styczniowych wydarzeniach żołnierze grupy w żadnym stopniu nie przyczynili się do śmierci cywilów broniących wieżę telewizyjną i Centrum Radia i Telewizji w Wilnie.

„Dziś wiemy, że ofiary pod wieżą telewizyjną w Wilnie — dzieło »bojowników« tzw. ministra obrony Litwy A. Butkevičiusa. Weterani »Alfy«, uczestnicy operacji, świadczą: pewne osoby strzelały z dachów domów w pobliżu wieży telewizyjnej, siła zaś rażenia była na tyle silna, że dla zabezpieczenia wychodzących z budynku »alfowców« zostały wezwane samochody opancerzone” — czytamy w komunikacie weteranów „Alfa”. Podkreśla się w nim też, że fakt, iż strzelali „bojówkarze” litewscy potwierdził sam Butkevičius, który rzekomo podczas szkolenia w Anglii w 1993-1994 roku przedstawiał siebie, jako głównego bohatera obrony Litwy w styczniu 1991 roku i przyznał się brytyjskim mediom, że w czasie ataku na wieżę telewizyjną z dachów domów strzelali jego ludzie, co pozwoliło Litwie, ponosząc minimalną liczbę ofiar, ostatecznie zerwać z ZSRR. W oświadczenia Stowarzyszenia „Alfa” zauważa się też, że litewska prokuratura nie zbadała tego wątku w prowadzonym śledztwie, co zdaniem byłych komandosów, wskazuje na „tendencyjność litewskiej Temidy”.

„Nic więc dziwnego, że stronie austriackiej nie wystarczyło przedstawionych dokumentów, więc podjęła ona zrównoważoną i prawną decyzję” — napisano w komunikacie „Alfy”.