Czy rzeczywiście jesteśmy mniej wierzący?

Tymczasem księża gorąco się modlą za swoich wiernych Fot. Marian Paluszkiewicz

Przed tygodniem obchodziliśmy uroczystość Wniebowzięcia NMP, czyli Zielną, i wyglądało to naprawdę uroczyście, bo kościoły po brzegi były wypełnione wiernymi z wiązankami kwiatów, ziół i plonów. W wielu kościołach z tej okazji odbywały się odpusty i wyglądało, że cała Litwa jest taka pobożna, zgodna i żyje po bożemu.

Tymczasem statystyka (a badań dokonała agencja badań opinii społecznej Prime consulting) podaje niezbyt chlubne cyfry co do naszej pobożności. Ponoć niecałe 50 procent mieszkańców dużych miast bywa w kościele tylko raz do roku albo i rzadziej (z okazji ślubu w rodzinie, chrztu, pogrzebu). Niecałe 13 procent respondentów deklaruje, że chodzi raz na miesiąc, 11 procent, że na roczne święta. Jako najczęstsze przyczyny ludzie wymieniają zapracowanie, brak czasu. Niektórzy mówią, że księża słabo prowadzą pracę duszpasterską, gromadzą za dużo dóbr materialnych, że Kościół ma przestarzałe tradycje, nie idzie z duchem czasu (nie pozwala na rozwody, wprowadza wiele innych zakazów).

Girl in a jacket

Co na to sami księża?

Zdaniem księdza Andrzej Szuszkiewicz, wykładowcy Seminarium Duchownego w Wilnie sytuacja religijnością współczesnych mieszkańców Litwy jest jeszcze gorsza niżeli mówi o tym statystyka.

— Myślę, że statystyka nie przesadza, bo rzeczywistość moim zdaniem jest jeszcze gorsza. W parafii, w której np. teraz pracuję, nawet na Wielkanoc przychodzi chyba zaledwie 50 procent tak zwanych wierzących. A składa się na to wiele elementów. Opanował nas zbytnio współczesny materializm, utraciliśmy już wiele wartości duchowych, staramy się wymigać brakiem czasu, kłopotami rodzinnymi itp. Nie tajemnicą też jest, że wciąż nam brakuje kościołów i księży. Księża nie do każdego parafianina są w stanie dotrzeć. W Polsce np. na 10 tys. parafian średnio przypada 4 księży, u nas tylu przypada na 80 tys. parafian, więc my też niewiele możemy. Ale pomimo smutnej statystyki chciałbym podkreślić, że jest całkiem nie taki mały trzon osób wierzących i stale praktykujących, cieszy, że do wiary garnie się coraz więcej osób młodych. Nie wszyscy z nich są jeszcze praktykujący, ale widać, że intensywnie poszukują Boga i sensu życia. I tu należy pamiętać, że i Chrystus, który czynił cuda, uzdrawiał, nie miał za dużo naśladowców, bo nauka Kościoła wymaga wiele wyrzeczeń, miłosierdzia, przebaczenia, a przeciwko temu zawsze buntowała się ludzka ułomna natura – uważa  ksiądz Andrzej Szuszkiewicz.

Z kolei ksiądz Sigitas Grigas, kapelan szpitali w Santoryszkach przypomina, że nie dla księdza chodzi się do kościoła.

— Myślę, że jakieś 10-15 procent uważających siebie za katolików mniej więcej regularnie praktykuje. Trudno tu podać jakąś statystykę. Podczas każdych sondaży da się tylko jaką małą grupę ludzi zbadać, a ogół może się okazać zupełnie inny.

Owszem, zawładnęły nami dobra materialne, o to często jest także oskarżany Kościół. Być może daleko nie zawsze sprawiedliwie, ale jest w tym także racja, bo nie wszyscy księża świecą dobrym przykładem i szczerze służą wiernym. Wystarczy jednego złego przykładu, a już pozostawia on złą sławę na całym Kościele. Tylko pamiętać trzeba o jednym, że nie dla księdza chodzi się do kościoła i praktykuje, tylko dla samego siebie. Bóg jednakowo będzie sądził zwykłego katolika, jak i księdza – tłumaczy nam   ksiądz Sigitas Grigas.

Część wiernych jako usprawiedliwienie swego niechodzenie do świątyni podaje właśnie „niedoskonałość” współczesnych kapłanów.

— Do kościoła chodzę raczej rzadko, bo niemiłe mam wspomnienia spotkań z niektórymi księżmi. Są, niestety tacy, którzy potrafią złajać, zapowiedzieć, że na tacę nie daje się centami itp. Idę do kościoła na rodzinne święta i wtedy kiedy czuję wewnętrzną potrzebę, ale raczej po to, by w ciszy samotnie się pomodlić – wyznaje nam  Janina mieszkanka rejonu wileńskiego.

Odmiennego zdania jest nasza inna rozmówczyni, pani Jolanta.

— Chodzę do kościoła regularnie, bo wierzę nie w księży, a w Boga. Księża też ludzie i te dwie rzeczy umiem rozdzielić. Wręcz odwrotnie, modlę się za tych co źle postępują – wyznaje Jolanta.

Jedno jest pewne, że z naszą wiarą nie jest najlepiej i nie przesadzajmy, że nazywamy Litwę Ziemią Maryi i ukochanym przez Niej narodem. By takimi być, bardzo wiele nam jeszcze brakuje, a przede wszystkim miłości do bliźniego.