Spontaniczny i intrygujący spektakl Polskiego Teatru w Moskwie

253
Podstawą wieczoru były wypracowane treningi aktorskie Fot. Brygita Łapszewicz

„Na tym, drodzy widzowie, wyreżyserowana część naszego spektaklu jest skończona. Teraz będziecie świadkami absolutnej improwizacji na scenie” — po upływie zaledwie pięciu minut przedstawienia „WORKSHOP (kuchnia aktorska)” zwrócił się ze sceny do publiczności tajemniczo uśmiechnięty mężczyzna.

W taki sposób w piątkowy wieczór w Państwowym Wileńskim Teatrze Małym zaczął się spektakl Polskiego Teatru w Moskwie, który przybył na Międzynarodowy Festiwal Teatralny „V Światowe Spotkania Sceny Polskiej”.

Z kolei ten tajemniczy mężczyzna, czyli Eugeniusz Ławrenczuk, który właśnie był reżyserem spektaklu, spokojnie zajął wygodne miejsce z boku sceny, skąd zaznaczył, że widzowie zobaczą, jak wygląda kuchnia aktorska.

Aktorzy spektaklu "WORKSHOP (kuchnia aktorska)" Fot. Brygita Łapszewicz

— Na scenie państwo widzą, niezawodowych aktorów — są to uczniowie szkoły aktorskiej. Podstawą wieczoru będą wypracowane treningi aktorskie. Przedstawienie jest interaktywne, więc każdy chętny będzie mógł zadawać pytania, dotyczące sztuki aktorskiej oraz wyrażać własną opinię na temat etiud, które zobaczy na scenie — intrygował reżyser.

Nietypowy charakter spektaklu sprawił, że widzowie uważnie obserwowali wszystkie ruchy i dźwięki, wydawane przez aktorów. Ekspresywne tańce, krótkie scenki i inne zadania reżysera, które wykonywali aktorzy, tak oczarowały, że w niektórych momentach chciało się dołączyć do artystów na scenie.

Z kolei każdy pokazany trening doczekiwał się głośnych oklasków oraz… krytyki. Zaciekawienie widowni wywołał jeden z widzów, który rozpoczął dialog z reżyserem, sceptycznie oceniając zaprezentowany rodzaj przedstawienia. Takie rozmowy były informatywne i zabawne, a także świetnie podkreśliły interaktywny charakter sztuki.

Po spektaklu w rozmowie z „Kurierem” Eugeniusz Ławrenczuk przyznał, że spontaniczność akcji w rzeczywistości była zaplanowana.

— Dialog z krytycznie nastawionym widzem był częścią spektaklu. Cieszę się, że publiczność nie była obojętna i aktywnie reagowała zarówno na akcję na scenie, jak też na mój dialog z rzekomo niezadowolonym panem — stwierdził reżyser.

Zaznaczył, że „WORKSHOP” jest lżejszy w wykonaniu niż zwykły spektakl, gdyż wymaga mniej prób. Dodał jednak, że aktorstwo jest trudną sztuką, ponieważ całe życie artysty jest swoistym treningiem przed sceną:

— Całe życie aktora jest rytuałem przed wyjściem na scenę. To mówię bez patosu. W ogóle tylko taka metoda jest możliwa w sztuce.
Reżyser porównał sztukę z religią:

— Artystą nie można być od poniedziałku do piątku, tak, jak nie wolno wierzyć tylko w określone dni tygodnia. Sztuka wymaga absolutnego zanurzenia się i spalania się. Niebezpieczne jednak jest to, że sukces nie jest gwarantowany, bo możesz oddać z siebie wszystko, a w zamian nie otrzymać nic — mówił Ławrenczuk. — Dlatego bardzo ważnym składnikiem spektaklu są sami widzowie. Aktor na scenie zawsze czuje energię widowni. Może ona albo zdopingować do grania, albo całkiem wycieńczyć. I energia ta zawsze bywa różna. To jak rzeka, do której nie można wejść dwa razy…

Z kolei aktorzy po spektaklu również dzielili się swoimi wrażeniami z pobytu w Wilnie.

— Bardzo zmęczyliśmy się fizycznie, ale otrzymaliśmy wiele pozytywnej energii. Niezwykle cieszymy się, że mieliśmy okazję tutaj wystąpić! — wesoło wołali za kulisami spoceni artyści, zmywając sceniczny makijaż.

— A jak wam się podobało? — trochę wstydliwie zapytała po chwili jedna z aktorek.

Najlepszą odpowiedzią na jej pytanie były liczne oklaski zachwyconych widzów i głośne okrzyki „brawo!”.