„Dziś zalewają ulicę, a jutro zdobędą Sejm”

244
Organizatorzy tradycyjnego już marszu nacjonalistów, skinheadów i neonazistów pocieszali się, że jest to „kolejny najliczniejszy” marsz Fot. Marian Paluszkiewicz

900 osób — według policji albo 2 000 — jak deklarują organizatorzy — w 22. rocznicę uchwalenia Aktu Niepodległości 11 Marca przeszło główną ulicą Wilna, skandując hasło „Litwa dla Litwinów”.

Organizatorzy tradycyjnego już marszu nacjonalistów, skinheadów i neonazistów pocieszali się, że jest to „kolejny najliczniejszy” marsz. Obserwujący paradujących z plakatem „Dziś ulica, jutro Sejm” nie wątpią, że jeśli obecne elity polityczne kraju nie znajdą sposobu na zniwelowanie narastającego nacjonalizmu, to jeśli nie po tegorocznych wyborach, to na pewno w wyborach 2016 roku będą musieli podzielić się władzą z przedstawicielami faszyzujących organizacji.

Nie słychać takich ohydnych haseł jak poprzednio, jednak sens pozostaje ten sam Fot. Marian Paluszkiewicz

— Około 5 procent społeczeństwa ma skrajnie prawicowe albo nacjonalistyczne poglądy, do tego należy dodać kilka procent niezadowolonych z obecnej sytuacji politycznej i mamy ponad 10 procent elektoratu, który jest gotów zagłosować na nacjonalistyczne ugrupowanie. I na to liczą organizatorzy takich marszy — ocenia konserwatywny poseł Naglis Puteikis. Jego też zdaniem, Litwa nie jest tu wyjątkiem, bo — jak mówi — nacjonalistyczne tendencje nasilają się również w innych krajach Europy. Dlatego poseł Puteikis uważa, że przemarsze, jak ten organizowany 11 marca, jest rzeczą naturalną i normalną, nieodbiegająca od standardów demokratycznych.

— Przecież swastyk tu nie widzę — zauważa poseł.

Faktycznie, żeby zauważyć swastyki należałoby uważniej przyjrzeć się naszywkom na rękawach maszerujących oraz elementom na ich transparentach i flagach. Należy też przypomnieć, że w majestacie litewskiego prawa, zarówno hasło „Litwa dla Litwinów” jak też obrazy ze swastyką mogą być swobodnie używane — tak wcześniej orzekły sądy w Wilnie i Kłajpedzie. Jednak organizatorzy niedzielnego marszu starali się unikać nazistowskich akcentów podczas pochodu. Nawet złagodzili hasło „Litwa dla Litwinów” rozszerzając go do: „Litwa dla Litwinów, Litwini dla Litwy!”.

Organizatorzy niedzielnego marszu starali się unikać nazistowskich akcentów podczas pochodu Fot. Marian Paluszkiewicz

Również podczas wiecu na zakończenie marszu przemawiający starali się unikać ataków przeciwko innym narodowościom, rasom i grupom społecznym. Mówiono ogólnikowo o miłości do Ojczyzny, o patriotyzmie oraz krytykowano obecne elity polityczne odpowiednio za brak miłości do Ojczyzny i patriotyzmu.

Ričardas Čekutis, jeden z organizatorów brunatnego marszu powiedział dziennikarzom po zakończeniu akcji, że pochód nie był zorganizowany „przeciwko komuś”, lecz dla uczczenia odzyskania niepodległości.

Tymczasem dyrektor Litewskiego Instytutu Monitoringu Praw Człowieka, Henryk Mickiewicz, w rozmowie z „Kurierem” zauważył, że choć forma tegorocznego marszu była bardziej łagodniejsza, to jednak jego sens się nie zmienił.

Fot. Marian Paluszkiewicz

— Niewątpliwie forma tegorocznego przemarszu jest bardziej łagodna, bo nie słychać takich ohydnych haseł jak poprzednio, jednak sens pozostaje ten sam. Celem organizatorów marszu jest etnicznie „czyste” państwo i do tego celu oni skutecznie dążą — powiedział Henryk Mickiewicz. Jego też zdaniem, jeśli w litewskim społeczeństwie nie uda się powstrzymać wzrostu nacjonalistycznych nastrojów, to z roku na rok rosnące w siłę marsze sugerują, że jeśli nie w tym roku, to w po wyborach 2016 roku nacjonaliści będą mieli swoją reprezentację parlamentarną.

Tymczasem tylko nieliczne inicjatywy dziś próbują powstrzymać brunatne marsze.

W niedzielę próbowali to zrobić aktywiści lewackich organizacji i środowisk homoseksualnych. Na trasie brunatnego marszu zorganizowali oni kilka pojedynczych blokad, jednak policja skutecznie odblokowywała trasę, toteż udało się uniknąć większych incydentów.