Minister zabrał sierotom święta

Minister sierotom nie pozwala wyjeżdżać, ale przyjaciele z Polski przyjadą do nich, tak jak dawniej... Fot. Marian Paluszkiewicz

Chcieli jak lepiej, a wyszło jak zawsze, czyli zwyczajnie wylali dziecko razem z kąpielą, bo o dzieciach właśnie mowa. Co więcej, o dzieciach osieroconych przez zmarłych, czy (nie wiadomo co gorsze) przez żyjących jeszcze rodziców.

Pod koniec ubiegłego roku (na szczęście już po świętach Bożego Narodzenia) ukazało się rozporządzenie Donatasa Jankauskasa, ministra opieki socjalnej i pracy „O zatwierdzeniu procedury wyjazdu na tymczasowy pobyt gościnny dziecka znajdującego się pod opieką instytucji” („Dėl institucijoje globojamo (rūpinamo) vaiko išleidimo laikinai svečiuotis tvarkos aprašo patvirtinimo”), które faktycznie ograniczyło możliwość wyjazdu dzieci z domów dziecka na pobyt tymczasowy do bliskiej rodziny, czy też organizacji charytatywnych w kraju i za granicą, o wyjazdach do rodzin dobrej woli już nie wspominając.

Bo takie rodziny, na mocy właśnie tego rozporządzenia ministra, praktycznie nie mają możliwości zaprosić dzieci z domów dziecka na święta, czy na wakacje.

Pierwsze odczuły to na sobie rodziny z Polski, które szereg lat zapraszają na święta dzieci z domów dziecka w Podbrodziu i Solecznikach.

Łukasz Wardyn i Małgorzata Runiewicz-Wardyn dziecom z podbrodzkiego sierocińca przekazują weselne prezenty-zabawki od swoich gości Fot. Marian Paluszkiewicz

„Po miesiącach rozłąki Swietłana na Wielkanoc w końcu mogła zobaczyć się z polską rodziną. Inną niż w domu dziecka w Podbrodziu na Litwie, którego jest wychowanką. Od dziesięciu lat przyjeżdżała do Polski na każde święta, od sześciu spędzała je u rodziny Zieniuków w Stanisławowie. Jak mówiła Małgorzata Zieniuk, nawet nikt nie pyta, czy dzieci przyjadą, bo taka jest kolej rzeczy, dzieci muszą być. Tak było do tej pory, czyli do ostatnich świąt Bożego Narodzenia. Na te najbliższe — wielkanocne — Swietłana ani inne dzieci z domów dziecka na Litwie nie przyjadą. Nie pozwalają na to zmienione nagle przez Litwinów przepisy, których Stowarzyszenie Otwarty Dom na razie nie jest w stanie spełnić. Jak mówi Irena Stankiewicz, prezes Stowarzyszenia Otwarty Dom Pomoc Polskim Dzieciom na Wschodzie, dokumenty są szczegółowe i dotyczą takich kwestii jak pozyskiwanie rodzin, sprawdzanie tych rodzin, plan pobytu dzieci, wszystkie zabezpieczenia, które są. To wymaga czasu, jak również określonych finansów” — zaalarmował program „Obiektyw” TVP Białystok.

— Niestety, te najbliższe święta nasze dzieci będą musiały spędzić w Domu Dziecka — przyznaje w rozmowie z „Kurierem” Oksana Obłoczyńska, dyrektorka placówki w Solecznikach. Dodaje, że na święta, ale do swoich bliskich rodzin na Litwie, wyjedzie tylko 5 dzieci.

— Wcześniej czasami tylko tyle zostawało w domu dziecka na święta — zauważa dyrektorka solecznickiej placówki, która opiekuje się 33 dziećmi, w większości sierotami socjalnymi.

— Mają one rodziców, ale oni dziećmi wcale się nie interesują — mówi Obłoczyńska.

Podobna sytuacja jest w domu dziecka w Podbrodziu, gdzie mieszka 61 dzieci. Większość również jest sierotami socjalnymi.

— Wyjazd do rodzin na święta był dla nich ważnym wydarzeniem. Teraz trudno nawet im wytłumaczyć, dlaczego nie mogą spotkać się z zaprzyjaźnionymi rodzinami, tak jak od wielu lat — mówi „Kurierowi” Joleta Dubauskienė, dyrektorka podbrodzkiej placówki. Ponad połowa dzieci z tego domu dziecka miała zaprzyjaźnione rodziny, które zawsze zabierały je na święta.

— Pozostałe natomiast zawsze miały pierwszeństwo wyjazdu na zaproszenia organizacji prorodzinnych. A tych zaproszeń co roku mieliśmy wiele… — zaznacza Dubauskienė.

Tymczasem w tym roku na razie żadna organizacja z Polski nie potrafiła jeszcze spełnić nowych wymogów ustanowionych rozporządzeniem ministra. Oksana Obłoczyńska zauważa, że nie jest to tylko problem polskich organizacji, bo jak na razie, żadna zagraniczna organizacja nie zgłosiła się jeszcze do ministerstwa o zezwolenie na przyjmowanie dzieci. Nic w tym dziwnego, bo oprócz często niezrozumiałych formalności (jak na przykład, zobowiązanie się finansowe strony zapraszającej wobec ewentualnego przyjazdu urzędników kontrolujących z litewskiego ministerstwa!), organizacje zapraszające muszą chociażby dokonać tłumaczeń wszystkich dokumentów na język litewski z zatwierdzeniem notarialnym tych tłumaczeń. Spełnienie wszystkich formalności nie gwarantuje jednak, że resortowa komisja, która ma rozpatrywać te wnioski, wyda pozwolenie (wydawane na 3 lata) na podjęcie u siebie dzieci z litewskich placówek opiekuńczych.

Zresztą nie mniejsze problemy mają bliskie rodziny dzieci, które wcześniej, bez większych formalności, zabierały dzieci na weekendy i święta.

— Teraz muszą przedstawić szereg zaświadczeń, w tym lekarskie o stanie zdrowie oraz z policji o niekaralności i dopiero po zawarciu odpowiedniej umowy będą mogli zabrać dziecko do domu. Na razie tylko kilka rodzin zdołało załatwić wszystkie formalności. Zagraniczne rodziny w ogóle są pozbawione możliwości w trybie indywidualnym zapraszania dzieci do siebie, chyba że to jest bliska rodzina dziecka, wiec po spełnieniu powyżej wymienionych czynności, taka rodzina o pozwolenie na zaproszenie dziecka będzie mogła się ubiegać.

Paradoksem całej sytuacji jest to, że rozporządzenie ministra reglamentujące tryb tymczasowego wyjazdu dzieci na pobyt gościnny kieruje się — jak zaznacza się na początku dokumentu — przede wszystkim: „…pierwszeństwem interesów dziecka; wysłuchaniem dziecka mogącego wyrazić swoje zdanie i uwzględnieniem tego zdania; zapewnieniem bezpieczeństwa dziecka; zapewnieniem podstawowych potrzeb dziecka”…

A dalej już idzie długa lista możliwości (a raczej ich ograniczenia) wyjazdu dzieci z domów dziecka na tymczasowy pobyt gościnny.

— Więc gdzie są te priorytety i interesy dzieci? — pytają retorycznie kierownicy placówek. Mają jednak nadzieję, że wprowadzone biurokratyczne ograniczenia nie zniechęcą organizacji charytatywnych, a szczególnie poszczególnych rodzin zapraszających, które nadal będą chciały zapewnić sierotom dom rodzinny — przynajmniej na święta.

— Skoro nasze dzieci nie mogą na razie wyjechać, to na te święta, nasi przyjaciele z Polski przyjeżdżają do nich — mówi nam Joleta Dubauskienė. Również wychowankowie solecznickiej placówki będą gościły u siebie przyjaciół z Tarnowa Podgórnego oraz Warszawy.

— Mamy bardzo wielu przyjaciół w Polsce, którzy nigdy o nas nie zapominają! — mówi Oksana Obłoczyńska.