Stary bruk wyrzucili, a nowy… wykrusza się

251
Nową kostką brukową wymoszczono całą aleję Giedymina. Ale gdzie jest stara? Fot. Marian Paluszkiewicz

Ponad 100 milionów litów kosztowała rekonstrukcja stołecznej alei Giedymina, która miała zapewnić nowoczesny, a nie „wiejski wygląd” (jak to w roku 2002 określił gospodarz stolicy) — tej podstawowej arterii Wilna.

Zamieniona całkowicie kostka brukowa miała służyć, jeżeli nie na wieki, to przynajmniej na długie lata. Dziś już jest jasne, że zamiast tych ambitnych zamierzeń są ogromne problemy, które wyszły poza obręb stolicy i są rozpatrywane na najwyższym szczeblu.

Sejmowa komisja ds. korupcji zajmująca się również tą kwestią jest zdania, że muszą być ukarani winni, co to nieprzydatną do naszych warunków klimatycznych chińską kostkę zakupili, oraz chce wyjaśnić, gdzie znajduje się wiekowa, którą wraz z rekonstrukcją tej alei rozebrano.

M.in. budowę tej reprezentacyjnej ulicy Wilna rozpoczęto w 1837 roku, tuż po zatwierdzeniu planu rozwoju miasta. W swej historii miała kilka nazw: Gieorgijewskij prospekt, Świętojerska, Jerek, Adama Mickiewicza, Giedymina, Stalina, Lenina, a od 1989 roku znów Giedymina.

Były remonty większe i mniejsze, ale tak szeroko zakrojonej odnowy, jaką przed dziesięciu laty zaplanował ówczesny i obecny mer stolicy Artūras Zuokas — nie było na przeciągu wieków. Nie było też takiego skandalu, który łączony jest z korupcją.

Posłanka na Sejm Agnė Bilotaitė przed kilkoma dniami odwiedziła ostatnio odnowiony dwór Bistrampolio odległy 14 kilometrów od Poniewieża. Do Sejmu doszły odgłosy, że ścieżki tego parku wymoszczone są starą, zabytkową kostką jakże podobną (czy też autentyczną?) do tej, którą mieszkańcy stolicy i goście deptali przez tyle dziesięcioleci.

Sprawą sprzedaży, darowizny (?!) starej kostki zajmą się w najbliższym czasie prokuratorzy, ale już dziś jest wiadome: miasto musi prawie połowę nawierzchni alei Giedymina zamienić, a jeżeli chodzi o ostatni, trzeci etap — od placu Łukiskiego do Mostu Zwierzynieckiego — trzeba zamienić całą nawierzchnię.

Takie wnioski wysunęła specjalnie powołana przez samorząd miasta Wilna komisja ekspertów.

Z ekspertyzy wynika, że podczas 3. etapu renowacji głównej ulicy stolicy użyto nieodpowiedniego dla naszego klimatu (mrozy) granitu. Odcinek nawierzchni alei Giedymina od ulicy Vasario 16-osios do Sejmu należy więc wybrukować od nowa, gdyż wyłożono tu tzw. czarną kostką brukową, która najgorzej znosi litewski klimat.

Nieco lepsza sytuacja jest na odcinku od Katedry do ul. Jogailos, który wyłożono kostką bazaltową. Ale, już dalej — w kierunku Zwierzyńca — jest coraz gorzej. Odcinek od ul. Jogailos do ul. Vasario 16-osios należy wymienić ok. 15 proc. nawierzchni.

Najtragiczniejszy stan jest na trzecim odcinku, gdyż użyta kostka brukowa nie odpowiada ustalonym w projekcie renowacji kryteriom poziomu mrozoodporności.

Usterki należy usuwać, a więc płacić od nowa. Ale kiedy nie ma jednego winnego — wtedy zaczyna się odbijanie piłeczki od jednego do drugiego.

Autorzy ekspertyzy wskazują na szereg odpowiedzialnych za zaistniałą sytuację osób. W pierwszej kolejności — spółka „Luidas”, która użyła innej kostki brukowej, niż przewidywał projekt.

Nie bez winy jest też Sigitas Petrauskas, były dyrektor spółki samorządowej „Vilniaus vystymo kompanija” (poprzednio „Vilniaus kapitalinė statyba”) oraz ówczesny jego zastępca, Stanislovas Šriūbėnas, były wicemer Wilna, obecnie wiceminister środowiska.

„Vilniaus kapitalinė statyba”, która sprawowała nadzór techniczny nad renowacją głównej ulicy miasta, nie powinna była dopuścić do wykorzystania materiałów budowlanych, jeżeli nie odpowiadały one założeniom projektu budowy lub nie posiadały dokumentów potwierdzających jakość materiałów budowlanych. A przecież były też osoby odpowiedzialne za nadzór techniczny 3. etapu renowacji prospektu Giedymina: Gintaras Glodenis, Aldona Milinavičienė i sam Stanislovas Šriūbėnas.

Każdy z nich się broni przedstawiając swe racje. Ale, co jest najtragiczniejsze, że taki los niejakościowej rekonstrukcji dotknął nie tylko tej głównej magistrali Wilna — podobna sytuacja jest też na Placu Ratuszowym.