Córka Kedysa brutalnie zabrana z domu ciotki

Przed Urzędem Prezydenckim ludzie wczoraj zapalili znicze, poświęcone „pamięci naszego kraju” Fot. Marian Paluszkiewicz
Przed Urzędem Prezydenckim ludzie wczoraj zapalili znicze, poświęcone „pamięci naszego kraju” Fot. Marian Paluszkiewicz

Cały kraj obiegły już nagranie krzyczącej z przerażenia córki Drąsiusa Kedysa, którą matka Laimutė Stankūnaitė i jej adwokat Gintaras Černiauskas wynoszą przemocą z domu rodziny Kedysów. Tymczasem obrońca Černiauskas twierdzi, że dziewczynka cieszy się, że jest z matką i czuje się jakby została wyzwolona z więzienia.

„Dziewczynka chyba krzyczała z radości, gdy ją wynoszono owiniętą w kołdrę” — sarkastycznie ripostował europoseł Vytautas Landsbergis, który jako jedyny dotąd polityk otwarcie i stanowczo bronił dziewczynkę przed przekazaniem jej matce Laimutė Stankūnaitė.

Nieżyjący już Kedys oskarżał Stankūnaitė o stręczycielstwo ich córki, co też potwierdzają zeznania dziecka zawarte w tzw. sprawie pedofilskiej, w której matka nie ma jednak zarzutów. Jedyną poszkodowaną, a zarazem głównym świadkiem w tej sprawie jest 8-letnia dziś córka Kedysa.

Kolejne posiedzenia sądu w tej sprawie miały odbyć się wczoraj i dziś. Nie odbyły się i nie odbędą się, bo ich termin po raz kolejny został przełożony. Nie wiadomo czy sprawa ta w ogóle będzie kontynuowana, bo od wczoraj interesy dziewczynki reprezentuje Laimutė Stankūnaitė, a ta zaprzecza obciążającym ją i jej przyjaciół (domniemanych pedofilów, którzy gwałcili dziewczynkę) zeznaniom dziewczynki. Mówi, że dziecko wszystko zmyśliła.

Sprawa wczorajszego przejęcia dziewczynki przy pomocy wzmocnionych sił policyjnych wywołało oburzenie społeczeństwa. Wczoraj ludzie spontanicznie zaczęli zbierać się przed Urzędem Prezydenta. Ludzie oburzali się, że nawet sowieckie KGB nie było tak brutalne wobec więźniów politycznych, jak zachowała się policja wobec bezradnej dziewczynki.

— Przeszłam sowieckie więzienia, ale jako kobietę nikt mnie nawet nie ośmielił się dotknąć. A tu brutalna siła wobec dziecka! — oburzała się starsza kobieta.

— Takie rzeczy niemożliwe są nawet na Białorusi — mówili inni, gdy tymczasem przed nimi przejeżdżała limuzyna posła Białorusi, który przyjechał na spotkanie w Urzędzie Prezydenta.

— Chyba przyjechał podzielić się doświadczeniami… — sarkastycznie mówili jedni.

— Jakież to jest symboliczne — mówili inni.

— Dziś nastąpił koniec państwa litewskiego. Krajem rządzi bez twarzy, ale jakże potężna junta, z którą nikt nie może poradzić. Zapalimy dziś znicze poświęcone pamięci naszego kraju, ale miejmy nadzieje, że płomienie zniczy rozpalą w nas nadzieję, że nie wszystko jeszcze stracone i że znajdziemy w sobie siły i sposób na odzyskanie naszego kraju — mówił Darius Kuolys, doradca prezydenta Valdasa Adamkusa. Oburzał się też z powodu bezradności polityków, którzy nie potrafili obronić dziecka Kedysa.

— Nie doszłoby dziś do brutalnego przejęcia dziewczynki, gdyby nasza prezydent, rząd i Sejm stanowczo potępiliby brutalne działanie funkcjonariuszy 23 marca. Swoim milczeniem dali przyzwolenie na dalsze brutalne działania — oświadczył Kuolys, który wraz z innymi działaczami i politykami zapalił znicze przed Urzędem Prezydenta.

Wczorajszy przebieg akcji w Garliavie próbowano też przedyskutować w Sejmie. Pojawiła się nawet inicjatywa, żeby powołać specjalną komisje śledczą. Inicjatywa ta nie znalazła jednak aprobaty większości parlamentarnej. Jak tłumaczyła Irena Degutienė, Sejm nie musi wtrącać się w śledztwo, które w sprawie akcji w Garliavie prowadzi ministerstwo spraw wewnętrznych i odpowiednie służby.

Tymczasem szefowie policji już wczoraj na zwołanej konferencji prasowej oświadczyli, że działania policji byłe zgodne z prawem i nie wykraczały poza pełnomocnictwa funkcjonariuszy. Policja potwierdziła, że do aresztu trafiło prawie 40 osób, które próbowały przeszkodzić policji w akcji przejęcia dziewczynki. Poturbowani zostali również rodzice Kedysa oraz jego siostra sędzina Neringa Venckienė, wobec której policjanci użyli przemocy, mimo że chroni ją immunitet sędziowski.

Venckienė twierdzi, że przemoc była użyta również wobec samej dziewczynki.

Jak opowiedziała, o godz. 6 nad ranem do ich domu wdarła się policja. Najpierw próbowali dziewczynkę namówić, żeby poszła z matką, jednak gdy ta odmówiła i objęła ciotkę, to została brutalnie od niej oderwana, a przeciwko Venckienė funkcjonariusze użyli siły.

Wczoraj obrońcy dziewczynki oświadczyli, że przeniosą swoje obozowisko spod domów Kedysów, na plac przed Urzędem Prezydenta.

„Pani Prezydent, znajdź dziewczynkę!” — takiej treści plakaty już wczoraj pojawiły się przed Urzędem Prezydenta. Zebrani obawiają się, że dziecko zostanie wywiezione z kraju, zaś tzw. sprawa pedofilska zostanie zamknięta, bo córka Kedysa jest jedyną poszkodowaną i głównym świadkiem w tej sprawie.