Nazwiska po polsku: jutro, pojutrze, a może później…

106
Wydawałoby się błaha sprawa zapisu nazwisk w oryginalnym języku mniejszości narodowych w litewskich realiach (geo)politycznych staje się problemem egzystencji państwowej Fot. Marian Paluszkiewicz
Wydawałoby się błaha sprawa zapisu nazwisk w oryginalnym języku mniejszości narodowych w litewskich realiach (geo)politycznych staje się problemem egzystencji państwowej Fot. Marian Paluszkiewicz

Prawna regulacja pisowni polskich nazwisk miała być przedstawiona do końca kwietnia. Teraz rząd obieca przedstawić swoją propozycję „w najbliższym czasie”, ale nie zdradza, jaka będzie ta regulacja.

— Nie mogę na razie zdradzić żadnych szczegółów, póki pracuje grupa ekspercka — powiedział w poniedziałek, 6 maja, minister sprawiedliwości Juozas Bernatonis, którego resort ma wypracować ostateczną formę prawnej regulacji pisowni polskich nazwisk.

Więcej od swego ministra, ale też nie za wiele, powiedział premier Algirdas Butkevičius. We wtorkowym wywiadzie radiowym premier zdradził tylko, że rozwiązanie prawne pisowni nazwisk nie będzie sprzeczne z Konstytucją, bo tej na potrzeby polskiej mniejszości nikt zmieniać nie będzie.

— Nie będą uchwalane ustawy sprzeczne z Konstytucją. Uważam, że żaden z polityków tego nie zrobi, toteż minister sprawiedliwości jest upoważniony do przeanalizowania wszystkich możliwych propozycji — powiedział premier i dodał, że zmiany Konstytucji nie będzie.

Na Litwie panuje twarde przekonanie, że pisownia w litewskich paszportach polskich nazwisk w języku polskim jest sprzeczne z Konstytucją, o czym zresztą Sąd Konstytucyjny też wypowiadał się i to dwukrotnie — w 1999 i 2009 roku. Tymczasem zwolennicy prawnego rozwiązania pisowni nielitewskich nazwisk przekonują, że nazwiska nie są częścią składową języka litewskiego, toteż konstytucyjny zapis broniący języka litewskiego, jako państwowego, nie powinien dotyczyć pisowni nazwisk. O tym też przekonywali polityków lituaniści, również z Państwowej Komisji Językowej. Jej prezes, Irena Smetonienė, wielokrotnie mówiła, że pisownia polskich nazwisk nie jest problemem językowym, lecz politycznym, a więc i jego rozwiązanie leży w rękach polityków i decyzji politycznych.

— Widocznie dlatego ta pani nie jest już prezesem Komisji, bo jej zdanie nie podobało się politykom — zauważa w rozmowie z „Kurierem“ wiceprzewodniczący parlamentu, poseł AWPL Jarosław Narkiewicz. Przyznaje, że polscy posłowie nie znają szczegółów pracy grupy roboczej pod kierownictwem ministra Bernatonisa.

Choć rząd Algirdasa Butkevičiusa wydaje się nie ulega naciskom nacjonalistów, to jednak nie śpieszy, bądź nie potrafi, sprawnie rozstrzygnąć sprawy pisowni polskich nazwisk Fot. Marian Paluszkiewicz
Choć rząd Algirdasa Butkevičiusa wydaje się nie ulega naciskom nacjonalistów, to jednak nie śpieszy, bądź nie potrafi, sprawnie rozstrzygnąć sprawy pisowni polskich nazwisk Fot. Marian Paluszkiewicz

— Propozycja tej grupy miała być przedstawiona do 1 maja, ale spóźnili się. Teraz obiecują do końca maja. Cóż, zaczekamy — mówi wiceprzewodniczący parlamentu. Podkreśla jednak, że każde rozwiązanie prawne i techniczne uprawomocniające pisownie polskich nazwisk powinno spełniać oczekiwania Polaków, że nazwiska w paszportach powinny być pisane w języku ojczystym. Narkiewicz wyklucza też możliwość przyjęcia tzw. kompromisowego wariantu łotewskiego, kiedy nazwisko w języku mniejszości narodowej jest zapisywane na dalszych kartkach paszportu i nie ma żadnej wagi prawnej.

— Po polsku i na pierwszej stronie paszportu — zaznacza wiceprzewodniczący. Przypomina też, że tu nie chodzi już tylko o spełnienie postulatu polskiej mniejszości, ale również o wywiązanie się rządu Butkevičiusa z konkretnego punktu zatwierdzonego przez Sejm programu rządowego. Jarosław Narkiewicz podkreśla, że w programie wyraźnie deklaruje się rozwiązanie problemu pisowni nazwisk przedstawicieli mniejszości narodowych oraz uprawomocnienie podwójnego nazewnictwa ulic i miejscowości na terenach zwarcie zamieszkałych przez mniejszości narodowe.

Tymczasem wydaje się, że spełnienie deklaracji programowych zgodnych z oczekiwaniami mniejszości polskiej rządowi daje się ze szczególnym oporem. I chyba nie chodzi tu o garstkę krzykliwych nacjonalistów organizujących co miesiąc antypolskie zbiorowiska na ulicach Wilna, bo jeszcze w kwietniu zarówno premier, jak i minister sprawiedliwości, stanowczo odrzucili zarzuty skrajnej prawicy, że ich rząd ulega niepohamowanym żądaniom AWPL. Tym niemniej, nie sprawdziły się też zapowiedzi rządu, które wcześniej ogłosił kolega partyjny premiera, wiceprzewodniczący Sejmu Gediminas Kirkilas. Według nich rozwiązanie prawne pisowni polskich nazwisk miało trafić pod obrady Sejmu jeszcze w kwietniu, zaś nowa ustawa o mniejszościach narodowych powinna była być przygotowana i przedstawiona Sejmowi jeszcze podczas tej sesji.

Dziś już wiadomo, że wcześniejsze zapowiedzi Kirkilasa nie sprawdziły się, bo dopiero 1 lipca ma się pojawić projekt ustawy, zaś rozwiązanie w sprawie pisowni polskich nazwisk poznamy najwcześniej do końca maja. No i nie wiadomo wciąż, jaka to będzie ustawa i jakie rozwiązanie.