Czy czeka nas polityczna burza?

52

Po letnim zaciszu na scenie politycznej eksperci zapowiadają prawdziwą burzę. Nie wyklucza się, że już na początku przyszłego roku dojdzie do poważnych przetasowań na scenie politycznej, a nawet przedterminowych wyborów parlamentarnych.

W naszej ocenie wybory mogą odbyć się razem z zaplanowanymi na 25 maja przyszłorocznymi wyborami do europarlamentu, kiedy też prawdopodobnie odbędzie się pierwsza lub druga tura wyborów prezydenckich. Detonatorem zmian na scenie politycznej ma być rzekomy rozpad Partii Pracy (laburzyści) (PP) — jednego z największych ugrupowań koalicyjnych. Od kiedy sąd wydał wyroki skazujące na liderów tej partii w tzw. sprawie podwójnej księgowości partyjnej, w kuluarach sejmowych nie milkną pogłoski, że posłowie szukają przytułku politycznego wśród innych partii, a pozostałe ugrupowania kuszą niezdecydowanych laburzystów przyszłymi dywidendami politycznymi po kolejnych, prawdopodobnie przedterminowych, wyborach parlamentarnych.

Tymczasem przedstawiciele PP twierdzą, że pogłoski o ich śmierci politycznej są przedwczesne.
— Są to plotki i nic więcej — mówi „Kurierowi” lider laburzystów, wiceprzewodniczący Sejmu, poseł Vytautas Gapšys. — Słuchy te puszczają nasi oponenci, a dziennikarze, którzy nie mają za bardzo o czym pisać, chętnie je powielają — wyjaśnia polityk. Gapšys przekonuje, że Partia Pracy trzyma się dobrze, dlatego też nie boi się ewentualnych przedterminowych wyborów.
— Chociaż nie widzimy potrzeby wcześniejszych wyborów, ale jeśli nasi partnerzy koalicyjni, albo inne ugrupowania uznają inaczej, to jesteśmy gotowi do przedterminowych wyborów — powiedział nam Vytautas Gapšys.

Na niepowodzenie PP w ewentualnych przedterminowych wyborach liczą głównie jej dzisiejsi partnerzy koalicyjni — Partia Socjaldemokratów (PS) oraz jeszcze niedawno negocjujące fuzję z PP ugrupowanie byłego prezydenta Rolandasa Paksasa, partia Porządek i Sprawiedliwość (PiS). Liderzy tych ugrupowań w mediach wielokrotnie już wypowiadali się, że oczekiwany rozpad laburzystów przysporzy ich partiom zarówno nowych wyborców, jak też nowych polityków — uciekinierów z PP. Według honorowego prezesa socjaldemokratów, Aloyzasa Sakalasa, przysłowiową czarną owieczką w stadzie laburzystów może okazać się poseł Artūras Paulauskas, którego Nowy Związek (socjałliberałowie) połączył się z Partią Pracy przed wyborami parlamentarnymi 2008 roku.

Sakalas nie ukrywa, że z Paulauskasem były prowadzone rozmowy w sprawie poparcia przez socjaldemokratów jego kandydatury w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Zdaniem socjaldemokraty, takie poparcie byłoby możliwe wyłącznie w przypadku przejścia Paulauskasa do jego partii. Sam Paulauskas publicznie neguje, że planuje opuszczenie PP, ale mówi wyraźnie, że w przyszłości sytuacja może się zmienić.
Punktem zwrotnym w tej sytuacji może stać się decyzja laburzystów w sprawie kandydata partii w wyborach prezydenckich. Jeśli PP nie wystawi kandydatury Paulauskasa, to dalsze jego działania nie wykluczają też rewolty i odejście do socjaldemokratów, o ile ci oczywiście zechcą przyjąć uciekiniera.
Jak powiedział nam szef laburzystów, decyzja ws. kandydatury w wyborach prezydenckich zapadnie w październiku tego roku. Gapšys nie chciał jednak nam zdradzić, kto ma największe szanse na „nominację” prezydencką i czy tą osobą jest Paulauskas.
— Nie mogę tego zdradzić. Powiem tylko, że mamy kilku kandydatów na prezydenta, a który z nich zostanie wybrany — decyzja o tym zapadnie w październiku.

Na profity polityczne po ewentualnych kłopotach PP liczy też PiS, którego notowania ostatnio mocno podupadały, a lider — Rolandas Paksas — wciąż jest objęty konstytucyjnym zakazem udziału w wyborach prezydenckich. Do spadku popularności partii Paksasa przyczyniła się, między innymi, destrukcja wywołana planami fuzji PiSu z Partią Pracy. Zapowiadane głośno połączenie się obydwu partii miało nastąpić jeszcze w kwietniu tego roku, lecz PP nieoczekiwanie połączyła się ze swoją przybudówką polityczną, Partią Laburzystów, a nie z ugrupowaniem Paksasa.

Jego partia i on sam zostali na przysłowiowym lodzie. Polityczna przyszłość Paksasa zależy bowiem od stanowiska partnerów koalicyjnych, ale ani PP, ani socjaldemokraci nie śpieszą ze zmianą ustawodawstwa, która Paksasowi otwierałaby drogę do wyścigu prezydenckiego. Sytuację PiSu mogłyby poprawić nowe wybory parlamentarne, jednak pod warunkiem, że w szeregach PP rzeczywiście dojdzie do rewolty. I choć partnerzy koalicyjni laburzystów otwarcie twierdzą, że nie prowadzą destrukcyjnych działań przeciwko PP, oczekiwane profity wyborcze z jej rozpadu muszą jednak być kuszącą materią zarazem dla socjaldemokratów, jaki dla PiSu. Również opozycyjni konserwatyści i liberałowie licząc na poprawę swoich wyników nie odrzucają możliwości przyśpieszonego terminu wyborów parlamentarnych.